Facebook Google+ Twitter

Poród domowy. Komfort czy ruletka?

Wśród punktów modnego coraz bardziej ekorodzicielstwa, obok noszenia malucha w chuście, mycia mlekiem matki, prania ubranek w orzechach, znajdujemy nieco bardziej kontrowersyjną pozycję - poród domowy.

Z roku na rok coraz modniejsze jest bycie eko, zbliżanie się do natury. Oszczędzamy drzewa, minimalizujemy zużycie wszelkich produktów, które szkodzą naszemu środowisku. Dzięki takim zachowaniom wszyscy zyskamy. Co zaś z rodzicami, którzy chcąc być niczym nasi przodkowie, decydują się na poród domowy?

Zwolennicy takiego rozwiązania mówią o potędze natury, niesamowitej sile jaką czuje matka rodząca samodzielnie, we własnym mieszkaniu, o komforcie psychicznym, jaki posiada w zaciszu domowego ogniska, bez stresu związanego ze szpitalem i całym jego personelem. Ponadto po stronie plusów stawiana jest flora bakteryjna o wiele korzystniejsza dla matki i dziecka. Położna stosuje jak najmniej procedur medycznych, krocze nacina w ostateczności, a noworodek nie zawsze zostaje odśluzowany. Warunki przyjścia na świat nowego człowieka ustala matka, bez obaw, że ktoś je zaburzy.

Po stronie sceptyków, przeciwników, stoi najtrudniejszy do obalenia argument - ryzyko. Warunkiem zezwolenia na poród domowy jest zdrowie matki i dziecka, prawidłowy rozwój ciąży oraz brak jakichkolwiek przesłanek świadczących o ewentualnych komplikacjach, mogących wystąpić w trakcie porodu. Ile matek jednak powie dziś, że gdyby nie pobyt w szpitalu, one lub ich dzieci nie przeżyłyby porodu, choć zupełnie nic na to nie wskazywało?

Miesiąc temu, w styczniu, zmarła Caroline Lovell, Australijka, która aktywnie namawiała kobiety ciężarne do porodów domowych, jak również rząd do ich finansowania. Zachwycona korzyściami, ignorowała uwagi o ewentualnych powikłaniach, mogących wystąpić w trakcie akcji porodowej. Sądziła, że to bezpieczne. Jej drugie dziecko, córeczka Zahra, przyszła na świat właśnie w domu. Serce Caroline jednak nagle spowolniło i pomimo natychmiastowego przewiezienia do szpitala, kobieta zmarła. Miała 36 lat. Fakt, że to rzadki przypadek, nijak nie zmienia sytuacji tej konkretnej rodziny, osieroconych dzieci.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Panie Piotrze - "społeczeństwo" nie zdecyduje, czego chce w kwestii porodu; decyduje matka. Chyba, że zostanie opłacona pełna obstawa, łącznie z karetką czekającą na wszelki wypadek.(wpis pani Basi)
Ale - po cóz ryzykowac ten "wszelki wypadek"?
Trzeba raczej dbać o warunki porodu w szpitalach - to kwestia fachowości i empatii personelu. Szczególnie to ostatnie "nawala" bo personel rutynizuje swoje zachowania i nie wszystkie rodzące traktowane są z tą, jakże pożądaną, nutką osobistego zaangażowania na rzecz rodzącej.

Odpowiadam więc na pytanie zawarte w tutule - ponieważ natura potrafi postawić nas przed precedensową sytuacją - poród domowy to jednak RYZYKO.

Komentarz został ukrytyrozwiń

powiedziałabym , -> to komfortowa ruletka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Poród domowy, znałam już ponad 20 lat temu. Modniejszy był poród w wannie, specjalnej, rzecz jasna..
Domowy , to wcale nie znaczy "tylko to, że w domu" Obecna jest położna, a nawet może być wezwany przez nią lekarz. Warunki w domu odpowiednio przygotowane, a awaryjna podróż karetką do szpitala także. Więc jest to luksus z ryzykiem , który rodząca bierze tzw."kupuje". O wiele prościej na porodówce. Ale moda jak moda ma soje prawa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Klaudio, sama swoim komentarzem Pani odpowiedziała. Więc społeczeństwo musi się zdecydować czego chce. Przypomniało mi się w tej chwili. Było to na terenie Badenii-Wirtembergii, przy szwajcarskiej granicy. Kolega i sąsiad zarazem sztandarowego członka zielonych pyta go: "Dlaczego jeździsz do piekarni po bułki samochodem dwieście metrów a ludziom mówisz co innego?" Od tego momentu chodził na pieszo.
Ja mówię o tym, co dzieje się, kiedy jest przeprowadzone w naturalny sposób. Samo nic nie przyjdzie, trzeba to wypracować. A przekonany jestem, ponieważ miałem możliwość w tym zakresie przez trzy lata obserwować. Oczywiście nie w Polsce.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Piotrze, nie zawsze jest tak, że stan naszego zdrowia uzależniony jest od trybu życia. Owszem, zdrowa dieta, ruch, brak stresu, wszystko to niezwykle korzystnie wpływa na nasze samopoczucie, chroni przed wieloma schorzeniami. Z Pana komentarza wnioskuję jednak, że kobiety są w końcu stworzone do rodzenia, a te, które same sobie z tym nie radzą, nie powinny nawet uprawiać seksu, o zachodzieniu w ciążę nie wspominając. Dość radykalne podejście.
Jak wielu z nas w dzisiejszych czasach żyje według podanych przez Pana reguł? Do "spożywania przez całe życie ekologicznych produktów" dodałabym jeszcze świeże powietrze, bo wiadomo, spaliny, smog itd. zdrowia nie dodają. Sęk w tym, że skoro żyjemy zupełnie inaczej niż nasi dalecy przodkowie, dlaczego pod pewnymi względami staramy się im dorównać?
Zastanawiają mnie przytoczone przez Pana statystyki... Ponoć zgodnie z medycznymi raportami z Anglii i Australii co pięty poród planowany i rozpoczynany w domu, kończy się przewiezieniem do szpitala matki, bądź dziecka (na różnym etapie, przed, w trakcie czy po). Jest to więc aż 20% powikłań! Wszystkie niespodziewane, bo w końcu lekarz wydał pozwolenie na taką formę porodu.
Ponadto odniósł się Pan do kobiety rodzącej, co zaś z noworodkiem? Pomimo wielu różnych badań przeprowadzanych w okresie prenatalnym, nigdy nie ma 100% pewności, że dziecko jest idealnie zdrowe i nic po drodzie się nie wydarzy. Czy sugeruje Pan, że problemy zdrowotne dzieci zawsze (wykluczając oczywiście wady genetyczne) są wynikiem nieodpowiedniego trybu życia matki, złego odżywiania się?
Tak, jak napisała Beata "natura bywa gwałtowna i nieprzewidywalna".

Komentarz został ukrytyrozwiń

No cóż. W czytanej przeze mnie książce o Tahiti można było się dowiedzieć, że dla niewiast tam poród nie jest najmniejszym problemem. Potrafią przyjechać do szpitala na rowerze, a zaraz po nim pójść do domu, a mimo to jednak poród domowy do głowy im nie przychodzi bo po co niepotrzebnie ryzykować? W imię czego?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Piotrze, coż za znakomite teoretyczne przygotowanie! Ja, jako kobieta nigdy nawet nie pomyslałam o porodzie domowym, choć głoszoną przez Pana teorię znałam doskonale.Przykład Caroline dobitnie świadczy o tym, że NIGDY nie wiemy, co się może wydarzyć. Natura bywa też gwałtowna i nieprzewidywalna.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kiedy organizm matki i dziecka jest prawidłowo przygotowany, ryzyko powikłań i nieprawidłowego porodu występuje w 0,01%. A to znaczy, że praktycznie ryzyko nie występuje. Do porodu naturalnego kobieta przygotowuje się przez całe życie. Ćwiczenia ruchowe i rozwój fizyczny całego organizmu poprzez uprawianie sportu. W czasie ciąży regularne, codzienne długie spacery. Bezstresowa praca i normalne zachowywanie się jak w poprzedzającym okresie. Spożywanie przez całe życie ekologicznych pokarmów, unikając przejadania się. Unikanie pokarmów zawierających cukier buraczany i trzcinowy a przede wszystkim ciastka, cukierki i inne słodycze. Dbanie o to, żeby nie mieć nadwagi i niedowagi. Kobieta zbyt otyła lub zbyt chuda nie nadaje się do seksu i naturalnego rodzenia.
Najpierw trzeba pomyśleć o zdrowej żywności: link , link , link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.