Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

7969 miejsce

Poronić po ludzku, pochować z godnością

– Kiedy straciłam dziecko, położne zabrały zakrwawione prześcieradło i jedna z nich wróciła, mówiąc: "No to pani poroniła" – opowiada o swoim pierwszym poronieniu Małgorzata Bronka. W Polsce taka tragedia spotyka co roku ok. 40 tys. kobiet, a po poronieniu matki często doświadczają upokarzającej drogi do pochówku swoich dzieci.

Przed porodem. / Fot. Dziennik Łódzki Paweł NowakPani Małgorzata Bronka w lipcu 2006 r., będąc w 21. tygodniu ciąży zaczęła krwawić, więc jak najszybciej pojechała do szpitala w Złotowie. Odnalazła oddział medycyny ratunkowej, gdzie powiedziano jej, że teraz nikt się nie może nią zająć i ma poczekać na korytarzu. W sytuacji krwawienia w ciąży wskazane jest leżenie, więc pacjentka położyła się w jednej z sal dla pacjentów. - Wówczas zainteresowała się mną pielęgniarka i po konsultacji z lekarzem skierowała na oddział ginekologiczno-położniczy. Tam zarejestrowano mnie, przyjęto na oddział i polecono czekać na konsultację lekarską - mówi pani Bronka.

Czekając na zabieg...

Po półtorej godziny pacjentkę zbadał lekarz. Wykonał USG i postawił diagnozę: "w jamie macicy płód martwy w położeniu miednicowym".
– Potem podyktował resztę wyników, nie zwracając uwagi na to, że zaczęłam płakać. Po zakończeniu badania zwrócił się do mnie z pytaniem, czy słyszałam, i informacją, że w dniu jutrzejszym zostanie wywołany poród – dodaje pani Małgorzata.

Pacjentkę położono na sześcioosobowej sali.
– Spędzanie czasu wśród żartujących pacjentek, ze świadomością, że jutro mam urodzić moje martwe dziecko, było bardzo trudne. Jedna z pacjentek w zaawansowanej ciąży miała dwa razy dziennie podłączany aparat KTG, słuchanie bicia serca jej dziecka i świadomość, że serce mojego nigdy już nie będzie biło, było nie do zniesienia. Wychodziłam z sali i chodziłam po korytarzu dopóki nie odłączono aparatu – mówi.

Następnego dnia podano jej do szyjki macicy lek o nazwie Cytotec, polecając uprzednio napisać oświadczenie, że w związku z obumarciem ciąży to ona prosi o jej rozwiązanie. – To samo w sobie było przykre. Jak to ja mam prosić o wywołanie porodu? Ja wcale tego nie chciałam, chciałam dalej być w ciąży – żali się pani Bronka.

Położne i pielęgniarki zbywały pytania Małgorzaty Bronki o prawo do pochowania dziecka. Powiedziano jej, że poród powinien trwać 6 godzin i polecono wrócić na salę. Tam wśród pozostałych pacjentek i odwiedzających je ludzi leżała z nasilającymi się skurczami. Po 6 godzinach pacjentkę zbadano i z powodu silnego bólu podano Pyralgin. Kilkakrotnie prosiła o przeniesienie w jakieś odosobnione miejsce, ale powtarzano jej, że nie ma takiej możliwości. Dopiero wieczorem położna wyprosiła z sali mężczyzn odwiedzających pacjentki. Ponieważ poród był bardzo bolesny, pacjentki postanowiły wyjść do świetlicy. Dzięki temu ostatnią godzinę porodu Małgorzata Bronka spędziła tylko z mężem. Po urodzeniu pacjentce nie zaproponowano spotkania z psychologiem lub z księdzem, nie poinformowano o żadnym z przysługujących jej praw, nie powiedziano, gdzie może szukać specjalistycznej pomocy. Dziecko zabrano nie wiadomo dokąd, a panią Bronkę poinformowano jedynie o tym, że jeśli zdecyduje się na sekcję ciała dziecka, nie będzie mogła go pochować, gdyż zwłoki zostaną wysłane do zakładu patomorfologii w Poznaniu.

Odmówiono jej wydania zaświadczenia do Urzędu Stanu Cywilnego w celu zarejestrowania dziecka, twierdząc, że było za małe. Tymczasem rodzice mają prawo do rejestracji w USC i otrzymania aktu urodzenia dziecka zmarłego. Potrzebne jest do tego zaświadczenie ze szpitala. Jeśli rodzice zdecydują się pochować, dziecko mają nawet prawo otrzymać na ten cel świadczenie pieniężne od ubezpieczyciela. - Matce przysługuje też część urlopu macierzyńskiego proporcjonalna do czasu trwania ciąży – informuje Magdalena Napierała, która w Zielonej Górze zainicjowała akcję pochówków dzieci zmarłych przed urodzeniem.

Za małe, by być dzieckiem?

Małgorzata Bronka odwiedziła szpital w Złotowie jeszcze dwukrotnie. Za pierwszym razem odebrała wyniki badań histopatologicznych. Dopiero po przedstawieniu wydrukowanych stosownych przepisów, wydano
zaświadczenie do USC. Również zwrotu karty ciąży domagała się, popierając to stosownymi zapisami rozporządzenia dot. dokumentacji medycznej. Ginekolog zajmujący się panią Bronką stwierdził, że otrzymała tylko wyniki badań histopatologicznych łożyska, a nie wyniki badań sekcji dziecka, których kopię dosłano jej pocztą po kolejnej interwencji telefonicznej i kolejnym wyszukiwaniu przez nią stosownych przepisów. Dzięki dokumentom dowiedziała się, że miała syna i że dziecko było zdrowe - zmarło w wyniku trzykrotnego owinięcia pępowiną.

Poronienie czy poród?

"Nie da się jednoznacznie rozgraniczyć poronienia od porodu. W szpitalnej praktyce przywykło się uważać, iż do 22. tygodnia ciąży nastąpiło poronienie, zaś, po 22. tygodniu ciąży jest to poród. Inne szpitale kierują się podziałem wagowym, według którego dopiero powyżej 600 gram wagi dziecka uważa się, iż nastąpił poród. Rozgraniczenie to ma dla rodziców także skutki prawne. Dopiero, gdy następuje poród, rodzicom przysługuje wydanie aktu urodzin dziecka, (jeśli zmarło to z adnotacją o zgonie). Zdarzają się też szpitale, które na prośbę rodziców o wydanie ciała dziecka nie stosują żadnych rozgraniczeń, wychodząc z założenia, że śmierć dziecka jest dla rodziców wystarczająco tragicznym przeżyciem, by je pogłębiać dodatkowymi procedurami i biurokracją. Jednak ciało kobiety nie stosuje tak prostej granicy. Im późniejsze poronienie, tym bardziej przebiegiem i bólem przypomina poród. Trwa kilka, czasem kilkanaście godzin. Dziecko praktycznie już od 12. tygodnia ciąży wygląda jak malutki człowiek" – czytamy na stronie Stowarzyszenia Rodziców po Poronieniu.

Żałoba?

Dzieci poronione chowa się w białych trumnach, często w grobach zbiorowych. / Fot. Słowo Polskie Gazeta Wrocławska Dariusz GdeszTrudno wyrażać żałobę po dziecku, którego nikt nie widział. Małgorzacie Bronce brakuje jakiejkolwiek pamiątki po zmarłych dzieciach. Żadne z nich nie zostało pochowane, wraz z mężem posadzili dla nich miłorząb, (bo ma liście podobne do serca) i jaśmin, (bo pęknie pachnie), zapalili im wirtualne światełka na stronie internetowej poświęconej pamięci zmarłych dzieci.

– Znalazłam w internecie zdjęcia dzieci w podobnym wieku, wydrukowałam i noszę w portfelu - mówi Małgorzata. - Gdybym miała wybrać, to naturalnie wolałabym trzymać je w ramionach. Ale wolę, że jest tak, jak jest, niż gdyby miały się w ogóle nie pojawić – dodaje.

W Polsce nie ma społecznego przyzwolenia na przeżycie żałoby po dziecku. Otoczenie wręcz oczekuje, że kobieta zapomni. Dlaczego? Bo "lepiej o tym nie myśleć", "trzeba patrzeć w przyszłość", "będziesz miała dzieci" lub "przecież masz już dzieci" A jak na fakt poronienia reagują dzieci?

– Przy pierwszym poronieniu moje córki miały 4 i 2 lata, powiedziałam im, że ich brat lub siostra poważnie zachorował i umarł. Obie później często pytały ile miałby teraz lat. W ubiegłym roku moje córki miały 11 i 9 lat, kiedy wróciłam ze szpitala i powiedziałam, że ich kolejne rodzeństwo nie żyje, starsza stwierdziła: – Jak byście chcieli mieć jeszcze kiedyś dzieci, to lepiej adoptujcie, a młodsza długo płakała. Potem, kiedy poznaliśmy płeć dziecka wybraliśmy dla synka imię Dominik, czyli "należący do Pana" – mówi pani Bronka.

W przeżyciu żałoby po stracie dziecka pomaga zbiorowy pochówek dzieci zmarłych przed urodzeniem. W Zielonej Górze takie pochówki odbywają się od roku. Przez ten czas odbyły się trzy pogrzeby. Ostatnio we wspólnym grobowcu pochowano 50 dzieci. Pogrzeb ten nie odbiega znacznie od tradycyjnej ceremonii, różnicą jest jedynie biały kolor szat kapłanów. Za taki pogrzeb rodzice nie wnoszą żadnych opłat.
Jednak nie wszyscy rodzice są na pogrzebie swoich dzieci. Część pochowanych dzieci to właśnie te pozostawione prze rodziców w szpitalu. Jeszcze w ubiegłym roku spalano je razem z odpadami medycznymi. Na pierwszym pogrzebie była obecna 80-letnia kobieta, która 40 lat temu, wskutek poronienia straciła czwórkę dzieci i właśnie dzięki obecności na uroczystości zaznała wewnętrznego spokoju.
– Czas żałoby, pogrzeb i miejsce, gdzie spoczywa dziecko potrzebne są dla matki, by ukoić żal po stracie – mówi Magdalena Napierała.

***

W rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 7 grudnia 2001 r. w sprawie postępowania ze zwłokami i szczątkami ludzkimi czytamy: "Za zwłoki uważa się ciała osób zmarłych i dzieci martwo urodzonych, bez względu na czas trwania ciąży".

Pomoc dla rodziców i więcej informacji można znaleźć na stronie: www.poronienie.pl.

***
Od autora: Materiał powstał wyłącznie na podstawie rozmów z panią Małgorzata Bronką na potwierdzenie e-mail z treścią wywiadu został przesłany do wiadomości redakcji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (25):

Sortuj komentarze:

Asia Krogulec
  • Asia Krogulec
  • 30.11.2010 13:25

nie wiem jak możne być tak nieczułym...jak można mówić, że poronienie to nie to samo co śmierć dziecka..a niby co to jest??? ja poroniłam miesiąc temu, gdy odeszły mi wody byłam już od ponad godziny w szpitalu i wiedziałam, że to nastąpi, ale gdy czujesz ostatnie kopnięcia dziecka w swoim brzuchu i wiesz że już więcej tego nie poczujesz, że ono się tam dusi to jest ogromny ból...moja Dominika miała kształty prawdziwego człowieka, a że nie potrafiła jeszcze sama oddychać, jeść, chodzić to wyklucza ją jako człowieka???nawet gdyby nie miała jeszcze wykształconych palców, paznokci, itd. dla mnie byłaby małym człowiekiem...mówiąc, że jest inaczej mogą tylko ludzie którzy nie mają dzieci, lub nie mają serca..już mając maleńki zarodek w brzuszku traktuje się go jak człowieka, jak maleńki skarb...ja mogę tylko podziękować osobom które zajmowały się mną w szpitalu, które rozumiały moje cierpienie i zajęły się mną tak jak powinno to wyglądać..dziękuje też Bogu że nie wyglądało to tak jak opisują tą inne kobiety które nie miały takiego szczęścia w nieszczęściu

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przykre, a zarazem szokujące jak w Polsce traktuje się matki.
(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

za temat i podejście

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bolesny temat, kto nie przeżył, nie wie, czym jest ta strata dla kobiety i dla całej rodziny. O tym trzeba pisać, mówić, pozwalac kobietom wyrzucić to z siebie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Skoro rodzice często i tak odczuwają poronienie, jako śmierć dziecka, a pracownicy służby zdrowia, czy otaczający ich ludzie nie, to ta sytuacja nie jest dla nich dobra. Ich cierpienie spotyka się z pełnym brakiem zrozumienia. Zatem dla nich byłoby lepiej, gdyby reakcje społeczne na ich sytuację było bardziej zbliżone do tego, co oni odczuwają.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Anna.skiba, łatwo patrzy się przez mikroskop na ludzi, których sytuacja Cię nie dotyczy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I plus za podjęcie ważnego tematu. Nigdy nie zrozumiem, jak głupi i okrutni muszą być ludzie, którzy celowo uniemożliwiają rodzicom pochowanie swoich dzieci. A domaganie się od matki podpisania oświadczenia, że domaga się porodu w sytuacji, kiedy płód w środku nie żyje i o natychmiastowym jego wyjęciu powinien pilnie zadecydować lekarz przypomina mi czeskie "gdyby głupota umiała fruwać".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przerażające, że w niby cywilizowanej Polsce w tak straszny sposób traktuje się ludzi, których spotkało nieszczęście. Straszne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) za podjęcie tematu

Komentarz został ukrytyrozwiń

przecież jest ustawa zakazująca aborcji, w takim wypadku płód ma takie same prawa co noworodek i jeśli się zdarzy tak przykra sprawa to powinna ona być roztrzygnięta w inny sposób ,

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.