Dziewczyny czytające komiksy to nadal, wydaje się, mniejszość. Autorki tworzące komiksy to mniejszość jeszcze mniejsza. Tymczasem na polskiej scenie komiksowej od lat obecna jest Sylwia, która robi straszne zamieszanie - recenzuje i pisze teksty o komiksie na łamach Kazetu, udziela się w branżowych dyskusjach, organizuje panele na festiwalach komiksowych, prowadzi też jedyny chyba w Polsce ośrodek poświęcony zagadnieniom LGBT w komiksie, a także dość mocno lansuje równouprawnienie kobiet-twórców w polskim środowisku.Skąd takie hobby i skąd pomysł na wykorzystanie tego akurat medium, jako nośnika dla dość poważnych treści, jakimi są zagadnienia tolerancji, homoseksualizmu i równouprawnienia? Kim jest Sylwia?Jestem ambitną kobietą, która dobrze wie, czego chce, a chce mówić o kobiecej twórczości jak najwięcej. Lubię być też liderką, a w przypadku wspomnianych przez ciebie zagadnień, nikt wcześniej w Polsce nie zajmował się tym na aż taką skalę, jak ja.
Nie będę oryginalna mówiąc, że komiks towarzyszył mi praktycznie od zawsze. Nigdy nie umniejszałam jego znaczenia, uważałam, że równie dobrze na jego łamach można opowiadać o sprawach błahych, jak i na przykład politycznie zaangażowanych. Ponieważ byłam wychowywana w postępowej rodzinie, pewne wzorce wyniosłam z domu. Feminizm, gender, te tematy były mi znane, w mniejszym lub większym stopniu, od dawna. Potem, po samookreśleniu siebie, doszedł jeszcze homoseksualizm.
Czytając komiksy poszukiwałam w nich interesujących mnie zagadnień, analizowałam zawartość na przykład pod względem wizerunku lesbijek. Miałam głowę pełną pomysłów, które chciałam zrealizować. W ten sposób udało mi się dostać do ekipy zina „Komikz”, ruszyła też moja pierwsza strona internetowa, na której między innymi publikowałam komiksowe recenzje. Strona ostatecznie wyewoluowała w
Comix Grrrlz, a ja skoncentrowałam się na tematyce
genderowej w komiksie. Oczywiście piszę także teksty czy recenzje pozycji niezwiązanych z tym tematem.
Moja działalność komiksowa jest po części efektem, mojej wcześniejszej działalności w ruchu kobiecym, w którym pewnie nadal bym się czynnie udzielała, gdyby nie to, że w pewnym momencie komiks bardzo mnie pochłonął i wysunął się na pierwszą pozycję. Wolałam robić jedną rzecz a dobrze, niż chwytać kilka srok za ogon. Stąd pomysł na połączenie obu moich pasji. Teraz równie chętnie biorę udział w akcjach pro kobiecych czy pro gejowskich, ale staram się je wspierać właśnie poprzez działania związane z obrazkowymi historiami, zarazem promując komiks wśród nowego
targetu.
ComixGrrrlz - no właśnie, to chyba twoje najbardziej znane "dziecko". Newsy, wywiady, artykuły - tam też pierwotnie znalazła przystań kwestia "komiksu kobiecego". Ciągniesz to wszystko sama? Bo czasem na to wygląda, tym bardziej, że strona, chociaż ma sporą historię, to bywała w długich letargach. Jak się prowadzi tego typu portal? Skąd bierzesz informacje, jak wygląda selekcja, jaki jest odbiór tej tematyki w ogólnej masie polskiego fandomu komiksowego?Rzeczywiście Comix Grrrlz jest moim najbardziej znanym projektem, bo prowadzę go najdłużej. Od 2007 roku, a więc od momentu, gdy moja witryna przekształciła się i ruszyła wyłącznie w komiksowej formule, stronę współtworzyło kilka osób. Redakcja, choć się zmienia, to nadal funkcjonuje jako zespół ludzi. Fakt, najwięcej pracy wykonuję ja, ale nie narzekam. Najważniejsze, że zawsze mogę liczyć na pomoc dziewczyn, które w tej chwili udzielają się na stronie.
Prowadzimy cykl „gościnnie”, w którym publikujemy teksty od zaproszonych osób. Są też autorki i autorzy, którzy sami z siebie podesłali nam jakieś materiały. Jednym słowem, jest dobrze. To, że inne nazwiska nie pojawiają się przy newsie nie oznacza, że mało kto się udziela. Często jest tak, że po prostu ktoś podsyła mi info, a ja to dokańczam tworząc wpis na stronie.