Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

35371 miejsce

Portret mężczyzny idealnego?

Słów kilka o "Zmierzchu", bo fenomen Edwarda Cullena wyjaśnić należy...

Plakat z filmu. / Fot. Monolith FilmPytanie o to, co było pierwsze – jajko czy kura – spędza sen z powiek niejednemu, ale mnie już niestety ani nie ziębi, ani nie grzeje. Swoje teorie na ten temat przedstawiłam już jako rezolutna pięciolatka, toteż czas najwyższy zająć się innym problemem... Na tę chwilę dręczy i męczy mnie kwestia (w jakimś stopniu) podobna – czy najpierw pojawił się szał na szanownego Edwarda z kart powieści Meyer, czy może na nowe bożyszcze nastolatek – Pattinsona?

Bo o ile z fascynacją ideałem, nakreślonym przez panią Stephenie jestem skłonna się jeszcze po trosze zgodzić, o tyle podniecenia pobladłym, sepleniącym Robertem chyba nigdy nie pojmę (nawet po paru głębszych).

My-baby (w większości – nie chcę tu generalizować, ani do szuflad nikogo wsadzać, jak sobie ewidentnie nie życzy) od piaskownicy marzymy o księciuniu na białym rumaku, lubimy ckliwe historie i podniecamy się piętnastym romansem Esmeraldy, czy innej Luz Marianny. Bo podobno z tym naszym życiem jest tak, że powinno się ono opierać na miłości i do miłości dążyć. Nic więc dziwnego, że matki i córki tak chętnie sięgają po „Zmierzch” Stephenie Meyer, skoro autorka sprytnie ulokowała tam ideał zakochanego mężczyzny, o którym pewnie marzy niejedna.

Scena z filmu. / Fot. Monolith FilmOsławionej już sagi, do literatury wybitnej zaliczyć nie da rady (i niech mi się tu żaden miłośnik nie boczy i nie obrusza, bo fakty są takie, a nie inne). Zdiagnozowałabym tu istnienie typowego czytadła, stworzonego dla mas, mającego zapewnić jak największy sukces finansowy. I to samo tyczy się filmu, który spłycił wszystko, co spłycić można było – od postaci, przez dialogi, po poszczególne wątki. Że nie wspomnę o ogromie błędów natury technicznej, które przy setnym obejrzeniu (tak, tak – tyle razy było mi dane oglądać) przestają już nawet śmieszyć.

Przeciętnemu widzowi płci pięknej, jednak wystarczy to, że w głównej roli obsadzi się przystojniaka z umięśnioną klatą i seksownym głosem i od razu pogna do kina, jak ta słynna pszczoła do miodu. W kinie ulokuje się między koleżankami i innymi sobie podobnymi, po czym cała sala usłyszy kilkadziesiąt razy:
„Oooch Edward”, „Aaach Edward” , „Ty s**o, łapy precz od Edwarda”, „Edward, ściągnij koszulkę!” (osobiście moje ulubione).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Silver Golds
  • Silver Golds
  • 06.01.2011 21:35

Witam. Moim zdanie twój artykół jest genialny!! Jestem Polką, (chociaż moje imię i nazwisko na to nie wskazuje) która od 12 lat mieszka w USA w Californii. Całą sage przeczytałam, Bóg wie ile razy, ponieważ bardzo, ale to bardzo mi się podobała. Przede wszystkim podobał mi się Edek (no i Jacob) dlatego też z ogromną ciekawością wybrałam się na premiere. Ludzi był tłum, ale nie o tym. Siadając w fotelu w kinie, była przekonana, że Edward Cullen, będzie piękny, cudowny i ogólnie nieziemski. I przyznaje się: w pierwszej części taki mi się właśnie wydawał. Lecz w Księżycu w nowiu, zupełnie straciłam do niego zapał i przerzuciłam się na Jacoba Black'a. W Zmierzchu był on ideałem. Blady - jak w książce, oczy - jak w książce, cały jak z książki Meyer. Lecz w 2 części, nie postarali się, bo był on straszny. W ogóle straciła do niego zapał i wychodząc z kina po premierze New Moon jedyną osobą, któras mnie z filmu naprawdę zainteresowała był Jake. Edward zszedł na drugi plan. Stał się nudny...
Jest jednak rzecz, w której się stobą po części mogę zgodzić. Napisałaś, że takich jak on się nie spotyka. Ale to nie jest prawdą. Ja osobiście spotkałam takiego mężczyzne, który może nie jest ideałem (bo ideały nie istnieją) ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że gdy jesteśmy razem w restauracji, on nie gapi się na seksowną kelnerkę. Nawet nie zauważa, że ona jest kobietą. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Lucyna, bo my jesteśmy od tych na czarnych koniach ;) A Edward jest z plastiku i na głowie ma jakieś fiku-miku... ;)

Widzę, że dobrze Ci się mój artykuł czytało link :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Amerykańskich* - drobny błąd.

Szeba, dziękuję bardzo :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oj, Lucyno, zdziwiłabyś się :)
Praca w kinie umożliwia mi wymiany opinii z ludźmi przed seansami i po nich i czasem zdarzało się, że całe tabuny pań koło 40-tki przychodziły na "Zmierzch" i później zwierzały się, że żałują, że nie są młodsze ;)

A co do zachwytu nad książką, to faktycznie w Polsce nie słyszy się, aby grupą czytającą były dorosłe kobiety, jednak na amerykańskim forach znaleźć można wiele opinii od matek i córek, które zarażają się wzajemnie fascynacją sagą Meyer. Jednakże ma to też związek z tym, że w oryginale książka jest dużo lepsza, natomiast polskie tłumaczenie to miernie poprowadzona narracja, z mnóstwem powtórzeń i niedociągnięć.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 26.03.2009 12:25

Nie znam Edka (oj, co ja mówię! - Edwarda), ani tego drugiego, ale artykuł bardzo mi się podoba. W ciemno zatem, plus :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oglądałam film i nic mnie nie zachwyciło w odwtórcy roli Edwarda. Śmiem nawet twierdzić, że nie należę do kobiet czekających na księcia na białym koniu, a jestem realistką. Co gorsza, nie znam żadnych dorosłych kobiet zafascynowanych Pattinsonem. Mam wrażenie, że tekst dotyczy jedynie niedojrzałych 13-14-maksymalnie 17-latek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.