Facebook Google+ Twitter

Portret wewnętrzny Adama Hanuszkiewicza

W rok po śmierci artysty Wydawnictwo Prószyński i S-ka wydało książkę "Kobieto! Boski diable. Adam Hanuszkiewicz w rozmowie z Renatą Dymną i Januszem B. Roszkowskim", która niemal od razu znalazła się w gronie najlepiej odbieranych pozycji wydawniczych tej oficyny.

Okładkę książki zaprojektował Paweł Panczakiewicz, wykorzystując zdjęcie autorstwa Ewy Grabowskiej - Sadłowskiej. / Fot. www.proszynski.plKsiążka jest zapisem rozmów, które autorzy przeprowadzili z Adamem Hanuszkiewiczem w lipcu 2001 roku podczas wspólnych wakacji w Dźwirzynie. Ten wybitny twórca teatralny, wieloletni dyrektor Teatru Narodowego i Nowego zastrzegł sobie jednak już wtedy, iż mogą się one ukazać dopiero po jego śmierci. Renata Dymna i Janusz B. Roszkowski dostosowali się do życzenia reżysera słynnej "Balladyny" Słowackiego z 1974 roku i jego wywody publikują właśnie teraz, choć sam Hanuszkiewicz zapoznał się z nimi dużo wcześniej, autoryzował je, ba, opatrzył nawet posłowiem, które zamyka bardzo estetycznie wydaną książkę. Rozmowy te mają pewien szczególny, jak się wydaje, walor: są mianowicie bardzo szczere, co wynika z tego, że wszyscy biorący w nich udział znali się bardzo dobrze i sporo o sobie wiedzieli (Renata Dymna przez 18 lat była kierownikiem literackim stworzonego przez Hanuszkiewicza Teatru Nowego przy Puławskiej w Warszawie, natomiast Janusz B. Roszkowski, tłumacz twórczości Augusta Strindberga zetknął się z tym geniuszem współczesnego teatru przy okazji realizacji przezeń sztuk tego wybitnego szwedzkiego dramaturga). Książka "Kobieto! Boski diable" nie jest jednak typowym wywiadem - rzeką, bowiem interlokutorzy Adama Hanuszkiewicza biorą w rozmowie udział na równoprawnych zasadach: nie ograniczają się do zadawania pytań, raczej wymieniają poglądy ze swoim bohaterem, sprzeczają się z nim, bronią swoich przekonań.

Zgodnie z tytułem książki głównym tematem rozmów tej trójki są kobiety, za znawcę których Hanuszkiewicz był powszechnie uważany. Postrzegany był także jako ich uwodziciel i zdobywca. Z omawianej książki wynika kompletnie różny od obiegowego obraz Hanuszkiewicza, który co prawda był czterokrotnie żonaty, ale - jak sam siebie określa - był monogamistą, co bardzo logicznie wyjaśnia. Życie prywatne Hanuszkiewicza nie jest jednak motywem przewodnim rozmów z nim. Na szczęście, bo pójście przez autorów tym torem, zubożyłoby z całą pewnością wartość napisanej przez nich książki (wszak tabloidalnych wydawnictw mamy aż nadto, choć i tu pojawiają się pikantne szczegóły dotyczące kilkunastoletniego Adama i rozbuchanej erotycznie ciotki). Mamy w niej przede wszystkim do czynienia z wielowątkową gawędą doświadczonego mężczyzny z równorzędnymi partnerami na temat rodziny, miłości, zdrady, wierności, małżeństwa, sztuki, historii, obyczajowości (zdecydowanie najmniej jest o teatrze). A wszystko to utrzymane w tonie bynajmniej nie mentorskim (czytaj: nudnym), okraszone wieloma anegdotami i przykładami z czasów minionych, sięgających swoimi korzeniami do starożytnej Grecji. Wszak Adam Hanuszkiewicz wielkim erudytą był, dlatego jego wywody i poglądy, czasem kontrowersyjne lub wręcz obrazoburcze, mają ogromną wartość merytoryczną i poznawczą. Miłośnicy literatury poznają na przykład genezę słynnego Mickiewiczowskiego sformułowania "Kobieto, puchu marny, ty wietrzna istoto", a kontemplujący sztuki piękne dowiedzą się o pigmalionizmie w sztuce. Wszyscy czytelnicy poznają natomiast Adama Hanuszkiewicza z jego słabościami i skromnością, a jednocześnie świadomego swoich dokonań na teatralnej niwie. "Tak naprawdę to całe życie bawiłem się w teatr (...) - wyznaje w pewnym momencie Hanuszkiewicz, porównywany przez wielu do współczesnego Bogusławskiego. - To jest bezinteresowna zabawa - nie dla kariery, nie dla pieniędzy; dlatego zrobiłem karierę i mam pieniądze".

Obraz Adama Hanuszkiewicza dopełniają, w dosłownym tego słowa znaczeniu, czarno - białe zdjęcia autorstwa Ewy Grabowskiej - Sadłowskiej, która miała niepowtarzalną możliwość obserwowania reżysera podczas prac nad "Panem Tadeuszem" i "Lillą Wenedą" w Teatrze Miejskim w Gdyni. Fotografce udało się uchwycić i przekazać za pomocą obiektywu pasję twórczą Adama Hanuszkiewicza. Szkoda tylko, że edytorom nie udało się uniknąć pewnych błędów, tak merytorycznych (błędne podanie imienia Barbary Hoff i nazwiska aktorki, Joanny Żółkowskiej), jak i ... ortograficznych (instruktaże pisane przez rz).

Adam Hanuszkiewicz w rozmowie z Renatą Dymną i Januszem B. Roszkowskim, Kobieto! Boski diable
Prószyński i S-ka
Warszawa 2012

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Dzięki, Krzysztofie, książka i dla mnie bardzo interesująca.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adam Hanuszkiewicz, nie będę ukrywać, był moim idolem. A na spektakl Balladyny specjalnie pojechałam do Warszawy.
świetna recenzja i zapisuję się na książkę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.