Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

12334 miejsce

Porucznik "Kostek" - żołnierz wyklęty

Prosiłem, by spisał swoje wspomnienia. Niestety, odszedł na wieczną wartę 14 stycznia 1998 roku. Gdyby wykuto gdzieś na obelisku nazwiska bohaterów walk nad Narwią, powinno tam być też i nazwisko por. Karola Kazimierza Kosteckiego... Żołnierza wyklętego.

Wrocław. Cmentarz grabiszyński. Kompania honorowa, orkiestra, sztandary. Aleją cmentarną idzie żałobny kondukt. A kogoż to odprowadzają? Pewnie generała, a może co najmniej pułkownika. Nie! To tylko pogrzeb zwykłego porucznika - kombatanta.

Różni są wprawdzie kombatanci. Są tacy, co przeszli bojowy szlak znad Oki do Berlina, tacy co z Andersem zdobywali Monte Cassino, ale i tacy, co prochu nie wąchali, walczyli w nieistniejących pułkach, a potem bezwstydnie, bez żadnych zasług piersi wypinali po medale. Powiedział ktoś, że im dalej od wojny, tym więcej „kombatantów”! Czym zasłużył się ten ,że chowają go z taką pompą?

On, Karol Kazimierz Kostecki,
„Kostek”- żołnierz wyklęty, mógłby swoim prawdziwym kombatanctwem obdzielić kilkunastu innych. Co o nim wiem ? Właściwie niewiele. Nie mogę powiedzieć, że był moim kolegą. Nie był też bliskim przyjacielem. Dzieliła nas zbyt duża różnica wieku. Szanowaliśmy się wzajemnie. Lubił mnie i chętnie o swoich przeżyciach opowiadał. Pracowaliśmy w jednej instytucji, w zespole szkół, gdzie był zastępcą dyrektora ds. administracyjnych, a ja kierownikiem wydziału. Mieliśmy mądrego szefa i niezły kierowniczy kolektyw, który w większości, bo takie były czasy, był „ czerwony”, ale jak ta rzodkiewka - w środku” biały”. Nie tylko nie czynił Kostkowi wstrętów, ale jak czas pokazał - pozwolił wszystkim pracownikom szkoły, mimo wtyczek UB, możliwie bezboleśnie przejść gorączkę połączoną z euforią powstania szkolnej Solidarności i potem traumy Stanu Wojennego.

Siedzieliśmy na cotygodniowych naradach. On i ja - bezpartyjni. Miał do mnie zaufanie. Wiedział, że to co mówi, pozostanie między nami. Miał jakiś wewnętrzny lęk. Nie czuł się całkiem bezpieczny. Przecież z więzienia wyszedł na fali odwilży, tylko jakby na przepustkę, na leczenie. Nadal działała bezpieka, choć pod innym szyldem. On, który tak” dokuczył” powojennej władzy, że siedział pod celą z wyrokiem śmierci! Nie mam, niestety, zbyt dobrej pamięci. A przecież fragmenty jego wspomnień utkwiły mi w niej o tyle, że mogę tu, na tych kartach, po wielu latach, napisać...

Przed wojną skończył chyba Seminarium Nauczycielskie i podchorążówkę. Na manewrach, jak wspominał, dowodził plutonem. W ciężkim, wielogodzinnym marszu pomagał swoim żołnierzom. On, oficer, podłączał się i w coraz innej swojej drużynie pomagał nieść ciężki karabin maszynowy. Lubili go żołnierze, a jego pluton, ku zazdrości innych oficerów, osiągał doskonale wyniki. W wojsku było w tym czasie wielu niepiśmiennych chłopów. Uczył ich czytania i pisania. Nie pozwolił też swoim kapralom wyżywać się na rekrutach. Myślę, że nie każdy człowiek może być dobrym oficerem, nauczycielem czy księdzem. Do pewnych funkcji trzeba się urodzić, mieć iskrę Bożą. Jak czas pokaże, on taki dar miał.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Jak różne są losy i drogi żołnierza polskiego w II Wojnie Światowej?! W niemieckim wydaniu historii II Wojny Światowej Dr. Christiana Zentnera: "Der Zweite Weltkrieg" z kampanii wrześniowej opisany jest dokładniej atak od strony Prus Wschodnich, obrona twierdzy Modlin. Jest też analiza dziwnego zjawiska, jakim był atak polskich ułanów na czołgi. Przed wojną Niemcy ćwiczyli na atrapach czołgów wykonanych z dykty. A polscy i niemieccy generałowie odwiedzali się i urządzali polowania. Przecieki utwierdziły, że czołgi są z dykty. W książce tej wyczuwa się lekceważenie lub celowe poniżanie wartości przeciwników. Zawiera 688 stron, ponad tysiąc ilustracji, plus daty, fakty i komentarze. Książka jest o tyle ciekawa, pomijając tendencyjność, że widziane z innego punktu odniesienia. Wydarzenia inaczej widziane zmuszają do refleksji i zmuszają do spojrzenia na temat z orientacji "globalnej". Można dojść do ciekawych wniosków, dlaczego Francja i Anglia tak ślamazarnie i nieudolnie przyłożyły się do działań wojennych, co w konsekwencji zwielokrotniło liczbę poległych i wymordowanych w II Wojnie Światowej. Zestawienie faktów w tej książce wyraźnie wskazuje zaniedbania Anglików i w konsekwencji pogrom ludności polskiej i żydowskiej. No, ale jak to zwykle z Anglikiem bywa, tak samo z Amerykaninem. Nie ma interesu, trzeba się oszczędzać.
Dlatego jeszcze bardziej zastanawia, dlaczego do dzisiaj na temat wielu wydarzeń Anglicy utrzymują informacje w tajemnicy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.