Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

38523 miejsce

Poruszająca kanadyjska matrioszka

Gdy siedemdziesięcioletnia Albertyna zaczyna opowiadać o swoim pobycie w szpitalu, widzowie odczuwają niepokój. Wystarczy by bohaterka nagryzła ciastko, aby jej obraz uległ pięciokrotnemu pomnożeniu, a razem z nim urosły emocje publiczności...

 / Fot. Lisiak.plNiewiele jest spektakli, w których widz przygląda się głębokiemu przedstawianiu skomplikowanych tajników duszy ludzkiej. Często taką ambicję mają monodramy ukazujące poszarpane losy postaci, która na pewnym etapie ukazuje rąbka tajemnicy swojego życia, rozbiera się ze swoistego kokonu by obnażyć się do reszty. "5 razy Albertyna" Michela Tremblaya w Teatrze Śląskim w Katowicach jest formą ponad. Jest teatralną próbą ukazania życia tytułowej bohaterki w mierze jak najpełniejszej, gdyż za pośrednictwem dramatycznej polifonii. Mamy tutaj bowiem do czynienia z absolutnie niezwykłym monodramem na pięć Albertyn i proustowską magdalenkę (Madeleine), która im wtóruje w znakomitej reżyserii Gabriela Gietzkiego, laureata Festiwalu "Interpretacje".

Hiob w spódnicy


 / Fot. Lisiak.pl"5 razy Albertyna" Michela Tremblaya to prapremierowy spektakl kanadyjskiego dramaturga o światowej renomie, znanego polskiej publiczności z "Siostrzyczek" wyreżyserowanych w 1994 roku w Teatrze Telewizji przez Barbarę Sass, z udziałem piętnastu wielkich polskich aktorek. W najnowszej produkcji Teatru Śląskiego, ciała aktorskiego jest co prawda niemal trzykrotnie mniej, ale emocji i ważnych tematów pięć razy więcej. Pięć razy, gdyż postać Albertyny rozpisana została na pięć chronologicznie wydzielonych wcieleń (30, 40, 50, 60 i 70 lat), które zdają się być sobie niepodobne, które kłócą się między sobą, ale które zachowują bardzo istotną, niewypaczalną formę. Niczym matrioszki wspólnie komponują spektrum Albertyny, postaci tragicznej par excellence. Albertyna jest bowiem przykładem kumulacji trosk, swego rodzaju Hiobem w spódnicy. Cierpi przez niekochającą  / Fot. Lisiak.plmatkę, niewiernego męża, nieposłuszną córkę, nienormalnego syna... Cały świat jakby stawał jej oporem i mówił „nie” dla jej szczęścia. Nawet gdy jej siostra Madeleine (interesująca Karina Grabowska) tłumaczy, że to kwestia podejścia, że "na wszystko patrzy jakby było złe", Albertyna nie wierzy i woli dalej cierpieć - "tak przecież zostałam wytresowana" - krzyczy czterdziestoletnia Albertyna (niesamowita Barbara Lubos).

Wszystkie jesteśmy Albertynami


Spektakl ten odebrać można bardzo osobiście. Kanwa traumy zwykłej kobiety porusza problemy, które tyczą się nas wszystkich. Jak słusznie zauważa Katarzyna Głowacka z Teatraliów, wszystkie jesteśmy Albertynami. I choć nasze córki nie zostały zgwałcone i nie sprzedają się na ulicy, a nasi synowie nie popadają w obłęd, to rozterki kobiety, która nie może być szczęśliwą są nam bardzo bliskie. Co ciekawe, sztuka została napisana prawie trzydzieści lat temu, a nadal pełna jest kwestii fundamentalnych i nadal aktualnych dla feminizmu. Albertyna uświadamia sobie, że rodzina umieściła ją w szufladce głupiej "posługaczki", matki dzieci-potworów, która skazana jest na cierpienie. Mówi o tym, że kobieta ma w życiu wybór między losem matki lub łajdaczki. "Taka nasza rola" - odpowiada jej siostra, która sama naiwnie stała się ofiarą kliszy, w której umieści też i swoją córkę. Dzisiejsze kobiety, korzystające ze współczesnego wyzwolenia, powiedziałyby, że trzeba się zbuntować i sprzeniewierzyć męczącej funkcji mikrospołecznej. I Albertyna się zbuntowała - jako pięćdziesięciolatka (poruszająca Anna Kadulska) zostawiła dom i rodzinę by szukać szczęścia w małej gastronomii, która miała zapewnić jej niezależność i długo wyczekiwane szczęście. Jak się okaże, bunt nigdy nie popłaca, a "brudy tego świata i tak cię przydybią"- wypomina Ewa Leśniak, załamana Albertyna sześćdziesięcioletnia. Czy jest to i lekcja dla współczesnych kobiet? Dziwnie uwierzyć w takie słowa, gdy ma się jeszcze trzydzieści lat. A w siedemdziesiąte urodziny, przeżywszy tyle rodzinnej traumy, pozostanie nam już tylko rachunek sumienia? Czy grana przez przejmującą Stanisławę Łopuszańską, najstarsza Albertyna ma rację mówiąc, że "teraz już nic się nie wydarzy"?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.