Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

34183 miejsce

Porwani za młodu

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2007-01-05 11:56

Wierzę w Boga, wierzę, że pomoże mi odzyskać moje dzieci. Uwierzyłam też wróżce. Kazała mi jechać do Polski, gdzie odzyskam moje maleństwa dzięki pomocy dobrych ludzi. Proszę, pomóżcie! - łka Yudelka Valenzuela Rivera, obywatelka Dominikany mieszkająca na stałe w San Marino.

Jednak ta wiara nie bierze się z zaufania do polskich organów ścigania - jej dzieci zostały porwane pół roku temu, ale w tej sprawie nic nie drgnęło.

Tymczasem o dramacie 31-letniej Yudelki głośno jest w prasie włoskiej. Kilka miesięcy temu jej mąż, Marek Norbert Sz., mieszkaniec Zagłębia, zniknął, zabierając ze sobą dwóch synów Dominikanki, wówczas 19-miesięczne bliźniaki. Między małżonkami nie układało się - byli w separacji, ojciec Polak widywał dzieci w specjalnym ośrodku. Instytut Bezpieczeństwa Narodowego Służby ds. Nieletnich w San Marino wydał o nim nieprzychylną opinię. Swojej żonie Sz. nie szczędził upokorzeń, a nawet razów. W sierpniu ub. roku zabrał wielką walizkę i... zniknął, a wraz z nim obaj chłopcy. Żona podejrzewa, że właśnie w tej walizce przemycił dzieci do Polski. Legalnie przewieźć ich nie mógł, bo to matka ma paszporty dzieci. Jako obywatele Dominikany, chłopcy musieliby też dostać polskie wizy.

Yudelka postawiła na nogi włoską policję, ale telefon męża odezwał się dopiero w Polsce. Powiedział: - Nie masz już dzieci, będą miały inną matkę. Tymczasem decyzja Sądu Komisarycznego w San Marino jest jednoznaczna: pozbawienie ojca władzy rodzicielskiej i powierzenie dzieci matce. Tyle że w praktyce niewiele z tego wynika.

- Prowadzenie tej sprawy przez stronę polską jest skandaliczne - uważa Andrzej Rajpert, adwokat z Katowic wynajęty przez Dominikankę.

Opieszałość polskich służb działa na korzyść Sz. Za kilka miesięcy dzieciaki nie poznają matki.

- O to właśnie porywaczowi chodzi. Czas gra na jego korzyść - mówi Arkadiusz Andała, szef Biura Detektywistycznego "Andała Patrol", działającego w Katowicach i Chorzowie. - Postanowiłem to przerwać. Sprawę zgłoszono mi 22 grudnia, już namierzyłem ojca oraz dzieci i postanowiłem je odebrać. Wraz z matką zawiozę je na policję. Zamierzam to zrobić jak najszybciej.


Na terenie Polski przebywają nielegalnie, bez paszportów i wiz mali Dominikańczycy. Bez dokumentów przyjął ich pod swój dach jeden ze śląskich żłobków. Jak to możliwe? Ich ojciec wywiózł dzieci z Włoch w walizce. Teraz liczy na opieszałość polskiego prawa. Yudelka Valenzuela Rivera nie może uwierzyć, że w państwie unijnym takie rzeczy są możliwe.

Zaczęło się jak w romansie. On - Polak, pracujący od 1999 roku w pizzerii w San Marino. Ona z ustabilizowaną pozycją po kilkuletnim legalnym pobycie w tym państewku, z dobrą pracą, domem, pieniędzmi. Pobrali się w 2004 roku, gdy była w 2 miesiącu ciąży. Mąż nie interesował się przebiegiem trudnej ciąży rozwiązanej w 8 miesiącu. Na świat przyszły Ambra Isabella oraz Norbert Patrick. Ojciec nie zabiegał o nadanie im obywatelstwa polskiego.

Między małżonkami nie układało się. Wyzwiska, przemoc - kobieta wystąpiła o rozwód. Zgodnie z prawem włoskim związek poddano 2-letniej separacji. W tym czasie Marek Norbert Sz. dzieci widywał w ośrodku rodzinnym. - Nie przytulał ich, nie pieścił, nie zabawiał. Wciąż robił zdjęcia, nawet jak płakały. Dziś myślę, że gromadził rzekome dowody na złe traktowanie ich przeze mnie - mówi matka.

11 sierpnia dzieci i ojciec znikli. - Tego dnia poszłam do pracy, a Marek miał się zająć dziećmi. Poprosiłam moją matkę, by sprawdziła, czy ugotował dzieciom obiad i aby ewentualnie kupiła coś do jedzenia. Po kilku godzinach zadzwonili sąsiedzi. Matka była w szoku. Nie była w stanie ze mną rozmawiać - opowiada wstrząśnięta Yudelka Valenzuela Rivera.

Z dziećmi i mężem zniknęła też walizka, którą kupił rzekomo na zimowe rzeczy. Do walizki bliźniaki wchodziły, by się w niej bawić. - Oswajał dzieci z ich nowym "mieszkaniem" - komentuje detektyw Arkadiusz Andała. - Potem prawdopodobnie w niej umieścił dzieciaki, a te potraktowały to jak zabawę. W nocy dzieci śpią. Można je przewieźć przez granicę, pasem dla obywateli unijnych.

Włoska policja zaalarmowana przez Yudelkę "wydzwoniła" mężczyznę już w Polsce. - Ambasada RP w Rzymie poleciła mi panią mecenas w Warszawie - opowiada kobieta. Adwokatka złożyła w sądzie wniosek odwrotny od zamierzeń matki. Domagła się zatrzymania dzieci w Polsce do czasu rozpatrzenia sprawy porwania. Matka ma się spotykać z dziećmi między godz. 10. a 18. w obecności kuratora sądowego...

To jakieś kuriozum - denerwuje się detektyw Andała. - Pani mecenas powinna znać Konwencję Haską o porwaniach dzieci, którą podpisała Polska. A jeśli nie zna, to ma wyrok Sądu Komisarycznego Cywilnego i Karnego z San Marino, który powołując się na tę Konwencję 1 grudnia 2006 roku odebrał porywaczowi władzę rodzicielską z natychmiastową klauzulą wykonalności i przyznał jej pełnię tylko matce.

Dominikanka zmieniła pełnomocnika - jej sprawą zajmuje się mecenas Andrzej Rajpert z Katowic. - Wycofałem błędne pisma mojej koleżanki po fachu z Warszawy, bo przecież moja klientka ma wyłączne i pełne prawa rodzicielskie. Ponieważ ojciec dzieci złożył pismo w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim o nadanie dzieciom obywatelstwa polskiego i stwierdził, że nie ma kontaktu z ich matką, wyjaśniłem, jaka jest prawda. Przekazałem m.in. wyrok sądu włoskiego pozbawiający póki co ojca władzy rodzicielskiej - mówi mecenas Rajpert.

Nielegalnych małych imigrantów ojciec zdołał umieścić w publicznym żłobku. Yudelka powiadomiła o porwaniu Komendę Wojewódzką Policji w Katowicach. Do dziś nie dostała odpowiedzi. - Dokumentację złożoną przez matkę przekazano Komendzie Miejskiej w Gliwicach ze względu na jej zeznania co do domniemanego miejsca pobytu dzieci - mówi Janusz Jończyk z zespołu prasowego KWP w Katowicach.

- Spotkaliśmy się z ojcem i dziećmi - mówi Marek Słomski, rzecznik KMP w Gliwicach. - O dalszym biegu sprawy zadecyduje prokuratura w Katowicach, której przekazaliśmy sprawę. O pozbawieniu przez sąd włoski pana Sz. władzy rodzicielskiej nie byliśmy powiadomieni.

Kolejny pakiet dokumentacji przetłumaczonej z włoskiego na polski przesłano Prokuraturze Rejonowej w Dąbrowie Górniczej. Prokurator Tomasz Małuch ustalił jednak, że Marek Norbert Sz. mieszka w Sosnowcu i 13 listopada przesłał dokumentację tamtejszej prokuraturze. Ta stwierdziła, że nie jest właściwa i 30 listopada przekazała dokumentację do Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Decyzję wreszcie podjęto, ale jeszcze nie została podpisana - prokurator, który ma to zrobić, był na urlopie.

Ostatecznie 22 grudnia kobieta trafiła do prywatnego detektywa Arkadiusza Andały. Ten już ustalił, że ojciec dzieci mieszka u matki i brata. - W ciągu pięciu miesięcy pan Sz. mieszkał pod czterema adresami. Przerejestrował także na matkę auto, którym jeździł we Włoszech i teraz ma ono już polskie numery - wylicza Andała.

Wie także, gdzie są dzieci. Udało mu się ustalić w kilka dni to, czego policja i prokuratura nie zrobiły w kilka tygodni. - Zabieramy mu dzieci - mówi twardo Andała. - Przekażę je policji w asyście matki.

Wtedy funkcjonariusze będą się poruszali w tzw. "trójkącie bermudzkim": oddać dzieci porywaczowi, przekazać je do Izby Dziecka, by czekały na decyzję polskiego wymiaru sprawiedliwości, czy wreszcie wydać matce uzbrojonej w paszporty i wyrok włoskiego sądu przyznającego jej wyłączne prawo do władzy rodzicielskiej. Co wybiorą?

SMS

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Jarosław Piguła
  • Jarosław Piguła
  • 11.01.2011 09:34

Mało tego!Sceny niczym w filmie "W pustyni i w puszczy"Takich buraków znajdziemy w wielu krajach,zwłaszcza trzeciego świata...No ale już decyzje czy raczej ich brak ze strony polskich organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości to skanadal międzynarodowy.A Ambasada RP w Rzymie może niech drugim razem nie poleca tej Pani mecenas z Warszawy...Niestety,Polska to jeszcze dziki kraj.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pamiętacie, parę tygodni temu, jakie było oburzenie na obrzydliwe traktowanie Polaków, którzy starali się w Niemczech o odzyskanie swych dzieci? Teraz mamy sytuację odwrotną, tyle, że to polski menel połamał całkowicie prawo Unii. I co? Skandal! To prywatny detektyw stoi na straży prawa w Polsce, bo urzędy i władza nie może?
Polskie buractwo!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.