Facebook Google+ Twitter

Porządki po mundialu. Zła taktyka polityka

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2006-07-01 14:07

Piłka nożna jest sprawą narodową. Tylko o futbolu mówi się w Polsce równie dużo jak o polityce. A po niepowodzeniu polskiej reprezentacji podczas mundialu polityka wkroczyła do piłki.


Mimo usilnych starań Polska nie otrzyma prawa organizacji piłkarskich Mistrzostw Europy w 2012 roku, przez najbliższe kilka lat nie zostanie zbudowany żaden, nawet najmniejszy stadion, wszyscy młodzi piłkarze wyjadą za granicę i reprezentować będą barwy krajów, w których zamieszkają. Piłka nożna w Polsce się skończy. Taki scenariusz jest dla kibica apokaliptyczny, ale bardzo możliwy. Powód jest jeden - chęć oczyszczenia polskiej piłki nożnej przez rząd PiS, Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin, przy niechęci działaczy Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Sprawa narodowa

Piłka nożna jest sprawą narodową. Tylko o futbolu mówi się w Polsce równie dużo jak o polityce. A po niepowodzeniu polskiej reprezentacji podczas mundialu polityka wkroczyła do piłki. Bo postawa naszej drużyny absolutnie nie dopasowała się do hurraoptymizmu rządzącej ekipy.
Premier Kazimierz Marcinkiewicz jako pierwszy zażądał od Ministerstwa Sportu oceny występu naszych piłkarzy.
- Jeśli PZPN sam nie wyciągnie wniosków z nieudanego startu w mundialu, to mogą w tej sprawie interweniować organy administracji państwowej. PZPN musi zastanowić się, co z sobą zrobić i co zrobić z polską piłką - stwierdził Marcinkiewicz.
Jeszcze dalej idą, jak zwykle radykalni, działacze Ligi Polskich Rodzin.
- PZPN to kasta ludzi nietykalnych, wszyscy widzimy, że od wielu lat przewijają się te same nazwiska - mówią.
Ich lider, Roman Giertych chciałby nawet, by to... ministerstwo miało wpływ na powołania do reprezentacji Polski!
Minister Sportu Tomasz Lipiec spotkał się z prezesem PZPN Michałem Listkiewiczem i domagał się, na początek, zmiany trenera naszej kadry.
Jednak politycy kompletnie nie zdają sobie sprawy z tego, że jakakolwiek ingerencja w sprawy PZPN może skończyć się źle nie tyle dla działaczy piłkarskich, ile dla całej polskiej piłki.

Państwo nic nie może

Znawca prawa sportowego, profesor Andrzej Szwarc, dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu jest sceptyczny.
- Organy państwowe mogą ingerować w działalność związków sportowych tylko w oparciu o przepisy prawa. Na pewno niepowodzenie na mistrzostwach albo ogólnie słabe wyniki nie mogą być podstawą do interwencji ze strony państwa - twierdzi Szwarc.
Nie ulega jednak najmniejszej wątpliwości, że coś w polskiej piłce trzeba zmienić. Sytuacja nie wygląda dobrze. Naszym futbolem rządzą ludzie, którzy nowinkami światowymi dawno już przestali się interesować, trenerzy, którzy zatrzymali się na metodach szkoleniowych z lat 80. ubiegłego wieku, ludzi skorumpowani i przywiązani do swoich stanowisk. Nawet gdyby trenerem reprezentacji został obecny trener Portugalii, zdobywca Pucharu Świata Luis Felipe Scolari, to i tak jego pracę oceniałby... Henryk Apostel, który szefuje sztabowi szkoleniowemu.

Szefowie PZPN nie robią absolutnie nic, by polską piłkę oczyścić. Od dwóch lat toczy się np. postępowanie w sprawie słynnej afery barażowej, gdy jeden z klubów miał przekupić piłkarzy drugiego. I co? I nic! Trwają proceduralne przepychanki, a winnych nie ma. Podobnie wygląda sprawa chuligaństwa na stadionach - PZPN nie robi nic po incydentach, nawet śmiertelnych - nie ma wykluczenia klubu, relegacji z ligi - czyli najbardziej drastycznych, ale i skutecznych decyzji.
Zlustrować działaczy!
Polskim rządom do niedawna zupełnie odpowiadał nieruchawy PZPN, który załatwiał bilety i przeloty na mecze, który umożliwiał ogrzanie się w blasku sukcesów piłkarzy. Po co ruszać „leśnych dziadków”, jak określa działaczy jeden z nich - Antoni Piechniczek?
- Ruszenie PZPN to kwestia ruszenia takich spraw, o których nawet strach pomyśleć - mówi jeden z byłych działaczy.
Nikt bowiem nie ukrywa, że większość obecnych działaczy aktywnie uczestniczyła w życiu sportowym przed 1989 rokiem. Wyjazdy zagraniczne, kontakty międzynarodowe wielu z nich były na pewno bardzo interesujące dla Służby Bezpieczeństwa. Ale działają oni nadal, bo nie ma w Polsce ustawy, która nakazałaby lustrację tego środowiska. Co jednak stoi na przeszkodzie? Może o tym także rozmawiał minister sportu z prezesem Listkiewiczem? Może wspominał o dopisaniu jeszcze jednej kategorii do listy osób podlegających lustracji?
Lustracja działaczy bowiem to koniec obiadków na koszt związku, wyjazdów na mecze, wypoczynku na szkoleniach i seminariach. Słowem, koniec z rajskim życiem. A przed swoim odejściem działacze mogliby wyrzucić prezesa Listkiewicz, który ich nie bronił.

Ustawa pod lupą

Politycy już raz wtrącili się w działalność związków sportowych. Jesienią ubiegłego roku jeszcze poprzedni parlament uchwalił ustawę o sporcie kwalifikowanym. Znalazły się w niej zapisy o wzmocnieniu funkcji kontrolnych ministra sportu nad polskimi związkami sportowymi, o tym, że minister miałby akceptować niektóre umowy między związkami sportowymi a sponsorami, co zapobiegałoby niebezpieczeństwu przejęcia majątku, choćby stadionów sportowych budowanych przy udziale środków budżetowych, przez bogatych akcjonariuszy i zmiany przeznaczenia tych terenów.
Ustawę spotkała miażdżąca krytyka działaczy sportowych. Bo obawiają się oni nawet najmniejszej ingerencji państwa w swoją działalność. PZPN poskarżył się nawet do Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA).
FIFA miała zastrzeżenia do niektórych zapisów polskiej ustawy: prawa ministra sportu do wprowadzenia komisarycznych władz w PZPN oraz możliwości nieograniczonej kontroli finansowej związku. Straszono możliwością wykluczenia polskich klubów piłkarskich z międzynarodowych rozgrywek. Okazało się, przynajmniej na razie, że są to strachy na Lachy. Ustawa jednak daje możliwość wprowadzenia zarządu komisarycznego w związku, jeśli minister uzna, że nie ma innego wyjścia.
- Mówimy o sytuacjach ekstremalnych, gdy nie widać woli naprawy sytuacji - twierdzi były minister sportu Jerzy Ciszewski. - Podczas mojej kadencji takiej potrzeby nie było.
A właśnie wtedy prokuratura ujawniła największą aferę korupcyjną w polskiej piłce, w którą zamieszani są sędziowie, działacze i piłkarze. Kilkanaście osób zatrzymano, aresztowano i oskarżono. Widać za mało.
Jan Tomaszewski, legendarny polski bramkarz i stały krytyk poczynań PZPN twierdzi, że zagrożenia wykluczeniem polskich drużyn nie ma.
- Gdy byłem doradcą ministra Jacka Dębskiego i w PZPN pod wodzą Mariana Dziurowicza zaczęło dziać się bardzo źle, pojechaliśmy do szefa FIFA Seppa Blattera i wyjaśniliśmy sprawę. Bez problemów zgodził się z naszą argumentacją, co pozwoliło na zmiany w PZPN. Teraz byłoby pewnie tak samo, ale rząd musi chcieć naprawdę.

Pokrzykiwanie ministra

Na razie mówi się głównie o dymisji Pawła Janasa, jakby to miało być zbawieniem dla polskiej piłki. Janas pewnie odejdzie, bo tego życzy sobie minister sportu, ale nic to nie zmieni. Będzie nowy trener, ale stare układy. Rząd pokrzyczy, bo krzyczeć musi, a potem o sprawie będzie cicho. W końcu obecny rząd już raz mocno zaangażował się w piłkę nożną - a dokładniej w chuligaństwo na stadionach. Po kilku tygodniach konferencji prasowych minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro ogłosił sukces - chuligaństwa na stadionach nie będzie!
Zapomniał jednak o tym, że sezon piłkarski się skończył i dlatego jest spokojnie. Jaka jest prawda, zobaczymy jesienią.
Jarosław Popek

To typowa gra polityczna

Rozmowa z Michałem Listkiewiczem, prezesem PZPN


- Jak ocenia pan opinie polityków, którzy twierdzą, że w PZPN trzeba zrobić porządek?
- W mojej ocenie to typowa gra polityczna. Praktyka pokazuje, że im więcej polityki w sporcie, tym gorszy sport. Życzyłbym sobie natomiast, by zainteresowanie polityków piłką nożną przekładało się na poprawę warunków uprawiania tej dyscypliny sportu w naszym kraju, czyli inwestowanie w szkółki piłkarskie, rozwój infrastruktury sportowej, budowę stadionów, etc..

- Jak politycy mogą ingerować w działalność PZPN?
- W takim zakresie, w jakim PZPN jest dotowany z budżetu państwa. Ministerstwo Sportu przekazuje naszej federacji środki na sport dziecięcy i młodzieżowy oraz przygotowania olimpijskie.

- Czy, według pana opinii, to związek powinien odpowiadać za wyniki drużyny, czy jednak osoby bezpośrednio zaangażowane w przygotowania?
- Zadaniem związku jest stworzenie jak najlepszych warunków przygotowań dla reprezentacji Polski. W mojej opinii zarówno w eliminacjach, jak i podczas turnieju w Niemczech sprawy organizacyjne stały na wysokim poziomie. Dołożyliśmy wszelkich starań, by sztab szkoleniowy i piłkarze nie musieli martwić się o nic innego niż wyniki na boisku. My zrobiliśmy wszystko.

- Liczycie się z tym, że rząd będzie chciał mieć większy wpływ na działania PZPN?
- PZPN podobnie jaki inne związki sportowe w Polsce jest niezależnym stowarzyszeniem i w nasze działania może ingerować w przypadku złamania prawa wyłącznie sąd, a nie politycy.

- A co władze FIFA sądzi na temat zakusów polskich polityków?
- FIFA interesuje się polską piłką. Cały czas przedmiotem zainteresowania władz światowej piłki jest obowiązująca w Polsce od września ubiegłego roku ustawa o sporcie kwalifikowanym, której zapisy są sprzeczne ze Statutem FIFA. Na początku czerwca otrzymaliśmy pismo z Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej z prośbą o informację na temat stanu prac polskiego parlamentu nad wprowadzeniem nowelizacji we wspomnianej ustawie.

Ostatni bastion komuny

Rozmowa z Janem Tomaszewski, byłym bramkarzem reprezentacji Polski


- Jak oczyścić PZPN i uzdrowić sytuację w polskiej piłce nożnej?

- Od razu trzeba wprowadzić zarząd komisaryczny w PZPN! Przecież to, co prezes Listkiewicz odstawiał podczas konferencji w Niemczech, gdzie obarczył odpowiedzialnością za niepowodzenia polityków, którzy nie dają na sport pieniędzy, nie budują boisk, to kompletna bzdura. Dziwię się politykom, że tak to przełknęli. Przecież teraz i prezydent Kaczyński, i premier Marcinkiewicz powinni podać się do dymisji, bo przegraliśmy mundial. To chore i niepoważne.

- Ale zarząd komisaryczny to możliwe reperkusje ze strony FIFA.
- Kolejna bzdura. PZPN to struktura mafijna, dopuszczająca się wielu przestępstw. FIFA nic by nie powiedziała, gdyby wziąć się za robienie porządków. Przecież działania polskiego związku mają wpływ na postawę klubów i drużyny narodowej. Bo jak to się dzieje, że w piłce młodzieżowej, finansowanej przez państwo mamy sukcesy, a w seniorskiej nie?

- Prezes Listkiewicz straszy wykluczeniem polskich klubów z rozgrywek międzynarodowych, jeżeli rząd będzie się wtrącał w sprawy PZPN.
- Tak mówi Listkiewicz i jest to nieprawda. Bo dlaczego FIFA nic nie robi w sprawie zarzutów dla działaczy włoskiego związku, gdzie afera korupcyjna zatacza coraz większe kręgi i państwo ingeruje coraz bardziej? Tam, gdzie jest przestępstwo, FIFA nie przeszkadza władzy. A w PZPN jest mnóstwo przestępstw.

-
Czyli nie ma co się bać FIFA?
- Gdybym ja był komisarzem związku, pojechałbym do Blattera i byłoby po sprawie.

- A lustracja w PZPN? Warto?
- Na pewno! PZPN to ostatni bastion komuny. We władzach działają tam ludzie, którzy byli esbekami, a obecne kierownictwo sobie nic z tego nie robi. Te śmieci trzeba wynieść!


FIFA nie lubi polityków

Zdecydowanie przeciwne wszelkim ingerencjom państwa w działalność krajowych organizacji sportowych są międzynarodowe federacje sportowe. FIFA wielokrotnie groziła sankcjami, z wykluczeniem z wszelkich rozgrywek międzynarodowych krajom, których władze naruszały autonomiczność federacji. Tak było w 2001 roku w wypadku Grecji, której FIFA zagroziła wykluczeniem z eliminacji mistrzostw świata, jeżeli rząd tego kraju nie zaprzestanie ingerować w wewnętrzne sprawy tamtejszej federacji.
W marcu 2002 roku FIFA zagroziła Białorusi „poważnymi sankcjami” za, jak to określili jej przebywający w Mińsku przedstawiciele, naruszanie statusu tej organizacji. Chodziło o udział prezydenta Aleksandra Łukaszenki w posiedzeniu Białoruskiej Federacji Futbolu i przeforsowanie przezeń kandydata na szefa związku.
Do konfliktu doszło także w Albanii. Rząd ingerował w działanie związku piłkarskiego na tle finansowym, w związku z podziałem zysków z reklam. Sąd albański zarzucił ponadto związkowi, że jego ustalenia nie mają mocy prawnej, ponieważ ustanowione zostały przez władze wybrane z naruszeniem prawa.
Wcześniej wykluczone z międzynarodowych rozgrywek zostały m.in. Nigeria, Kambodża czy Kenia - tam z kolei rządy zmieniały skład związków piłkarskich na własną rękę. To się działaczom FIFA nie podoba najbardziej.
Jarosław Popek - Dziennik Bałtycki

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Jeśli cały zarząd PZPN nie zostanie zwolniony to znaczy, że zmian na lepsze nie będzie!!! Totalna porażka, badziewie!!! Nic tylko frustracja została kibicom! Gadać to oni potrafią, no i jeszcze kasę wydawać nic po za tym!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.