Facebook Google+ Twitter

Posłowie z telenoweli. Rozmowa z Tomaszem Sianeckim

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2007-08-04 10:14

Politycy, oglądając seriale i wiedząc, że są one popularne, troszeczkę się do nich dostosowują i próbują odgrywać te same role. Z Tomaszem Sianeckim, dziennikarzem „Faktów” i „Szkła kontaktowego” na temat politycznych seriali rozmawia Joanna Leszczyńska.

Joanna Leszczyńska: Sąsiadka stwierdziła, że przerzuciła się z oglądania serialu „Moda na sukces” na oglądanie Sianeckiego i newsów telewizyjnych, bo tyle ciekawego dzieje się w polityce. Jak pan przyjmuje to, że ludzie dochodzą do wniosku, iż wydarzenia polityczne w naszym kraju są ciekawsze od seriali?
Tomasz Sianecki: Moim zdaniem, to jest nieprawda. Seriale mimo wszystko są ciekawsze. Politycy, oglądając te seriale i wiedząc, że są one popularne, troszeczkę się do nich dostosowują i próbują odgrywać te same role. Ale to nie jest tak, że w serialach są odgrywane sytuacje z życia politycznego, tylko wprost przeciwnie, to politycy odgrywają role z seriali. Po prostu politycy widząc, że przeróżne zwroty akcji dobrze sprzedają się w serialach, robią to samo w życiu, żeby zainteresować sobą społeczeństwo. Chociaż tego, co się w tej chwili dzieje z Andrzejem Lepperem w roli głównej, a właściwie przez cały czas trwania tej koalicji – wychodzenie z niej, wchodzenie, obrzucanie się z premierem inwektywami, a potem ściskanie się – żadna brazylijska, wenezuelska czy argentyńska telenowela nie pokaże, nie mówiąc już o naszych serialach.

Były członek Samoobrony, eurodeputowany Ryszard Czarnecki podczas konferencji prasowej w Sejmie / Fot. PAP/Tomasz GzellA jednak!... Czy to, co się dzieje w polskiej polityce, przypomina panu serial obyczajowy czy raczej thriller polityczny?
– Najbardziej pasuje do tego określenie tragifarsa. To jest w sumie śmieszne, ale Bogiem a prawdą, gdyby się w to wgłębić, jest to bardzo poważne i straszne. Wystarczy posłuchać, co mówił Andrzej Lepper na temat zboczonych polityków, na temat stosunków seksualnych, utrzymywanych przez Jarosława Kaczyńskiego. Początkowo człowiek się śmieje z tych jego wypowiedzi na poziomie podwórka i podstawówki, a potem, jak się zastanowi, że mówi to osoba, która przez długi czas była wicepremierem, to raczej zimny pot ze strachu człowieka oblewa.

Mam wrażenie, że polityka niesamowicie ostatnio zdominowała nasze życie. To, co się dzieje w kulturze i innych dziedzinach życia społecznego, jest wydarzeniem którejś kategorii albo też jest podszyte polityką. Czym by pan to wytłumaczył? Aktywnością mediów czy nadzwyczajnym urodzajem osobowości politycznych?
– Myślę, że to my, dziennikarze, stwarzamy takie wielkie zapotrzebowanie na politykę. Skoro powstał TVN 24, który nadaje dwadzieścia cztery godziny na dobę, no to pokazuje wszystkie te konferencje z politykami w roli głównej. To napędza następne konferencje, na których politycy odpowiadają na to, co usłyszeli na innej konferencji i następuje reakcja łańcuchowa. Słowem: jedna konferencja wywołuje następną. Natomiast jak wyjeżdżam gdzieś poza Warszawę, poza ten magiczny trójkąt: Kancelaria Premiera, Pałac Prezydencki i Sejm, to jednak widać, że ludzie zajmują się też innymi sprawami. Tym, że jest teraz sezon na czarną porzeczkę i można z niej zrobić dobry sok, że jagody obrodziły na Mazurach, że jest za ciepło albo za zimno. Mam nadzieję, że jak się poza tę warszawkę wyjdzie, to ludzie aż tak bardzo się polityką nie przejmują.

Gazety też pęcznieją od wydarzeń i komentarzy politycznych, nie tylko telewizja...
– To prawda, polityki jest w nich dużo, ale jak kogoś to nie interesuje, to sobie sięgnie na dalsze strony i może o czymś innym przeczytać. Marzę o tym, żeby polityka aż tak bardzo nas nie zdominowała, bo można zwariować. Mówię to naprawdę poważnie.

Czuje się pan zmęczony tempem życia politycznego w Polsce?
– Nie tyle zmęczony, co zagubiony, bo czasami nic nie rozumiem. Już nie potrafię tego wszystkiego ogarnąć. Kto jest z kim i dlaczego, a kto jest przeciwko komu i dlaczego? Nie wiem, czy skoro istnieje koalicja, to czy Roman Giertych i Andrzej Lepper są razem z Jarosławem Kaczyńskim, czy też są jeszcze bardziej przeciw niemu niż Platforma, SLD i PSL. Ja po prostu gubię się w tym wszystkim.

To samo mówi sąsiadka, która woli polityczne newsy od seriali, udających życie. Twierdzi, że wprawdzie nie wszystko jeszcze rozumie, ale liczy, że za jakiś czas stanie się to dla niej jaśniejsze...

– Obawiam się, że nie, bo na razie wszystko wskazuje na to, że się tego nie pojmie. Nasi politycy tak się już sami nakręcają, że zaczynają przeczyć sobie już w następnym zdaniu. Na przykład najpierw mówią, że są przyjaciółmi, a potem wychodzi na to, że są jednak wrogami. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że oni sami już się w tym pogubili. Ale pocieszające jest to, że wszystko się jakoś kręci, czyli nie są to sprawy aż tak bardzo istotne.

Co się „jakoś kręci”?
– To, że wychodzą codziennie gazety, że mleko można kupić, że pracodawcy w dużej mierze wypłacają pensje co miesiąc, że autobusy jeżdżą, wprawdzie długo stoją w korkach, ale jeżdżą.

Którzy z polityków najbardziej ubarwiają ten polityczny serial?
– To jest bardzo szerokie grono. Są wśród nich politycy pierwszoplanowi, drugoplanowi i tacy, którzy grają tylko epizody. W tej chwili ci pierwsi wyjechali na wakacje, albo się gdzieś tam schowali, ale okazuje się, że jest jeszcze drugi szereg, a nawet trzeci już przebiera nogami, żeby wyskoczyć chociaż na moment i pokazać się w telewizji, w gazetach i żeby ich ktoś usłyszał w radiu. Bycie celebrity, czy jak się to teraz mówi „celebrytami”, bardzo ich pociąga. Chyba bardziej niż realny wpływ na podejmowanie istotnych dla społeczeństwa decyzji.
Pierwszy szereg polityków jeszcze jednak nie jest na wakacjach... Zarówno premier Kaczyński, jak wicepremier Giertych i Lepepr grają nadal pierwsze skrzypce...
Ale był moment, że Roman Giertych na trzy dni zniknął. Kiedy go nie było, od razu wyskoczyli do przodu minister Orzechowski, poseł Wierzejski i poseł Pawłowski. Skoro kota nie było, to inne myszy sobie poharcowały... Jak z kolei znika premier, od razu na szklanym ekranie pojawia się poseł Karski, a kiedy nie ma Olejniczaka z SLD, to ktoś inny zajmuje sobą uwagę. I tak to się toczy... Pierwszoplanowi politycy muszą kiedyś odpocząć, albo pozbierać myśli, chociaż z tym zbieraniem myśli, to bym jednak nie przesadzał.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.