Facebook Google+ Twitter

"Posprzątane" czyli żartem przez życie

Czy niebo to miejsce, w którym cały czas opowiada się dowcipy i wszyscy je rozumieją? Żart jako sposób na życie i śmierć występuje w roli głównej w spektaklu „Posprzątane” w Teatrze Współczesnym.

 / Fot. Magda Hueckel, teatr WspółczesnyTak – dowcipy różnej maści i jakości wypełniają tekst przedstawienia. Większość z nich jest umiarkowanie zabawna, niektóre lekko rozbłyskują nad sceną polotem i ocierają się o oryginalność, a część jest całkiem kiepska.

Najważniejsze padające ze sceny żarty opowiedziane są jednak…po portugalsku. Trudno więc ocenić (statystyki dotyczące znajomości wśród Polaków języka portugalskiego każą tak twierdzić) większości widzów, czy są śmieszne czy śmiechu warte. Przyznać jednak trzeba, że tyrady w tym języku wygłaszane śpiewnie przez Agnieszkę Suchorę (w roli Matilde) same w sobie budzą podziw.

Miło jest popatrzeć na rzetelne aktorstwo. Znakomita obsada przedstawienia to właśnie gwarantuje widzowi. Mimo jakości tekstu (aspirującego do lekkości i dowcipu) i samej niezbyt pomysłowej opowieści, wrażenie po spektaklu pozostaje pozytywne. Warto widać postawić na dobry zespół artystów, którzy znają swój fach.

Pragmatyczna, profesjonalna i niemal męska doktor Lane (Agnieszka Pilaszewska), niespełniona Virginia (Marta Lipińska) i radosna Ana (Monika Kwiatkowska) są bardzo przekonujące w swoich momentami groteskowych rolach. Podobnie Leon Charewicz w roli przeżywającego coś na kształt uczuciowego oświecenia (czy może raczej kryzysu wieku średniego?) Charlesa.

Historia tego kwintetu opowiadana jest na tle wnętrza elegancko niewyszukanego, oszczędnego w dekoracje. A jednak jest to wnętrze nadające się idealnie na scenerię wydarzeń, które w gruncie rzeczy mogą przydarzyć się i przydarzają wszędzie.

Ciekawie pomyślana jest przestrzeń w głębi sceny - jako coś w rodzaju "drugiego planu", na którym "wyświetlane" są "żywe ilustracje" do aktualnie wygaszanych przez aktorów kwestii.

Jest w tej historii miejsce na relacje małżeńskie, wybory życiowe, siostrzane uczucia, zdrady, choroby i śmierć wreszcie. Wszystko osnute apoteozą dowcipu, nieustannie głoszoną przez Matildę. Dowcipu jako metody na życie, na jego rozpoczęcie, na kroczenie przez nie i jak się okazuje… na umieranie.

A tytułowe „sprzątanie”? Otóż wyjątkowo nośny to temat ;) Zwłaszcza w świecie zdominowanym – przynajmniej liczebnie na scenie Współczesnego – przez kobiety. Te podzielono na "osobniczki" kochające sprzątanie i unikające tego nużącego, przygnębiającego i czasochłonnego „procederu”. I wokół sprzątania właśnie skupiły się chyba najzabawniejsze żarty w całym przedstawieniu.

Trochę dykteryjek na temat codziennych spraw, nieco dowcipnych wniosków i dosyć zabawnych ripost - to główne składowe spektaklu. Czy przesłanie całości można streścić w twierdzeniu, że tylko żart pozwala żyć i nie zwariować? Chyba nie do końca.

Jednak można zaryzykować tezę, że ze sceny Współczesnego sugeruje się widzom, że warto złapać jakiś żartobliwy dystans do życia, ale jednocześnie nie próbować obracać w żart swoich błędów – zwłaszcza tych godzących w drugiego człowieka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.