Stowarzyszenie
Hayirakan – Kultura Jutra łączy elementy pozornie do siebie nieprzystające, jakby z zupełnie innych światów. Cóż bowiem na pierwszy rzut oka mają wspólnego ze sobą Czechy, szamani, Tuwa, muzykoterapia i kultura Azji? Nic, poza tym, że każde z wymienionych słów to swego rodzaju klucz do poznania fascynującego i nieco tajemniczego, nieznanego dla nas świata. Ów eklektyzm okazał się jednak cechą charakterystyczną stowarzyszenia, czynnikiem zdecydowanie je wyróżniającym.
Festiwal bez muzyków
Wszystko zaczęło się od Festiwalu Gór Izerskich - imprezy muzycznej organizowanej w połowie lat dziewięćdziesiątych. To tam Grzegorz Gumuła, założyciel i pomysłodawca Hayirakan, zdobył cenne doświadczenie organizatorskie, a także poznał wielu muzyków czeskich, co pozwoliło na kontynuację i poszerzenie dotychczasowych działań.
– Festiwal Gór Izerskich powstał spontanicznie – mówi Gumuła. - Ludzie odwiedzający
"Orle" wymusili na Staszku Kornafelu, wieloletnim szefie schroniska, aby zrobił festiwal. Staszek się przygotował, ja pracowałem w Nadleśnictwie i miałem dbać o porządek na styku festiwal – las. Wszystko było przygotowane perfekcyjnie, nagłośnienie, wybudowana scena, przybyli widzowie. Okazało się, że zapomniano zaprosić muzyków. Czasem się to zdarza. W sumie lepiej nie zaprosić żadnych niż kiepskich – dodaje z uśmiechem mój rozmówca. - Cały sobotni poranek wraz z Robertem Kurysiem, akustykiem festiwalu, poświęciliśmy na zaproszenie muzyków. W tamtych czasach nie było telefonów komórkowych… Na Orlu w sobotni wieczór stanęli ostatecznie muzycy z Jeleniej Góry, związani z zespołem Roberta, oraz ówczesna młodzież wrocławska, dziś związana z The Crackers Band. Zespół ten powstał na Orlu, ale dopiero na trzecim festiwalu – wyjaśnia.
Z Tuwy do Polski

Zwykle bywa tak, że gdy organizowane przez kogoś wydarzenie muzyczne okazuje się sukcesem, nie pozostaje nic innego, jak tylko kontynuować działanie, umacniając pozycję imprezy w kulturalnym światku. W tym przypadku sprawy potoczyły się jednak zupełnie inaczej, Festiwal Gór Izerskich okazał się bowiem tylko bazą do dalszych poszukiwań i twórczych działań na kulturalnej niwie. Tym bardziej, że inspiracji nie brakowało. Niekoniecznie tych świadomych.
- Wiele rzeczy wydarzyło się przez przypadek - mówi Grzegorz Gumuła. - Zbieg okoliczności sprawił, że udało mi się nawiązać kontakt z zespołem
-123 min.. Zbieg okoliczności pozwolił zorganizować im koncert w Programie Trzecim PR. To już był sukces. Egzotyka Czech była w tamtym czasie dla mnie wyzwaniem do poznania czegoś nowego. Można to spróbować pokazać innym. Potem przez przypadek spotkałem
Gendosa – dodaje.
Współpraca z Gennadym
Gendosem Czamzyrynem, tuwińskim muzykiem posługującym się techniką
śpiewu gardłowego, to jeden z najbardziej fascynujących obszarów działalności Hayirakan. Przyznaję szczerze, zanim zetknąłem się ze stowarzyszeniem, o tradycyjnej muzyce tuwińskiej nawet nie słyszałem. Do dziś Hayirakan pozostaje z Gendosem w stałym kontakcie, co zaowocowało serią występów i warsztatów, prowadzonych przez pochodzącego z Tuwy muzyka. Jest jednocześnie szamanem, rzeźbiarzem i twórca udzielającym się w wielu innych projektach, który jednocześnie dostarcza niesamowitej inspiracji.
Azjatyckie bezdroża
Zainteresowanie maleńką Tuwą przerodziło się w chęć zagłębienia się w kulturę azjatycką jako taką, z założenia nie miało to jednak dotyczyć tych najbardziej znanych państw i kultur sąsiadującego z Europą kontynentu. Fascynacja i zainteresowanie nieznaną szerzej stroną azjatyckiej kultury doprowadziły do zorganizowania
Bezdroży Azji, festiwalu poświęconego tradycjom środkowoazjatyckim.
– Jak wszystko było to dzieło przypadku – mój rozmówca nie pozostawia wątpliwości. - Spotkałem Maćka Trzcińskiego z Muzeum Wrocławskiego i partynickiego Grodu. Bardzo chciał, aby na grodzie stanęły jurty. Trzeba było jednak jakoś to wszystko uzasadnić, więc wspólnie zorganizowaliśmy pierwszą edycję festiwalu. O jego organizacji myślałem już od jakiegoś czasu. Środkowa Azja i Syberia to wątki, które nas interesują. Koczownicze życie, uzależnienie od przyrody, jej kaprysów, duchów z nią związanych, oto idea naszego festiwalu - przekonuje.

Tegoroczna odsłona odbywającego się w Chorzowie festiwalu potrwa od 28 do 31 maja, program przewiduje m. in. instalację jurty w ramach happeningu, koncerty, pokazy filmów czy bajki tuwińskie. Koncert
Sainkho Namtchylak i Gendosa w Planetarium Śląskim.
Niesamowita moc muzyki
Nadzwyczajne zainteresowanie kulturą azjatycką nie przesłoniło jednak ludziom ze Stowarzyszenia Hayirakan dawnych zamiłowań. Wspomniany Festiwal Gór Izerskich i wyniesione zeń znajomości z muzykami z Czech zaowocowały fascynacją Republiką Czeską i jej kulturą. Stąd zaś był już zaledwie krok do podjęcia wspólnych, polsko – czeskich przedsięwzięć. Jak można się domyślić, nie skończyło się to standardowym zabiegiem typu zorganizowanie koncertu. Grzegorz Gumuła nawiązał bowiem kontakt z dr. Lubomirem Holzerem, czeskim muzykiem, kompozytorem i aktorem, a zarazem twórcą własnej muzykoterapeutycznej metody leczenia. Dzięki owej współpracy, niebawem doszło do zorganizowania
warsztatów muzykoterapii holistycznej, które były efektem współdziałania dr Holzera, Stowarzyszenia Hayirakan oraz Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Rodzin i Przyjaciół Dzieci z Zespołem Downa.
Stowarzyszenie Hayirakan w dalszym ciągu zajmuje się także szeroko pojętą promocją muzyczną. Dzięki współpracy z niezwykle interesującymi, a niekoniecznie znanymi w Polsce, twórcami, stowarzyszenie realizuje jeden ze swoich celów, jakim jest promowanie i szerzenie szeroko pojętej kultury poprzez muzykę. Nie jest to bynajmniej tak oczywiste, jak może się wydawać.
– Muzyka, którą się interesujemy ma jeden zasadniczy element. Jest pierwotna, prymitywna, oparta w większości przypadków na naturalnym strojeniu instrumentów – objaśnia Grzegorz Gumuła. - Ma wiele walorów, między innymi ten magiczny, jak chce Gendos czy leczniczy, jak uważa Holzer. Muzycy, z którymi współpracuję, w jakiś sposób mnie fascynują. A jeżeli fascynują mnie, to mogą zafascynować innych. Andrzej Waśniewski mówił, że jeżeli chce posłuchać dobrej muzyki siada to pianina. Ja niestety nie umiem grać, muszę więc zaprosić muzyków do siebie – uśmiecha się.
A niedźwiedź czuwa...
Na oficjalnej stronie stowarzyszenia możemy przeczytać, iż w języku tuwińskim hayirakan oznacza niedźwiedzia; do tego tłumaczenia dołączona jest prośba o patronat jego potężnego ducha nad działalnością jeleniogórskiej organizacji. Patrząc na działalność Hayirakan, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że tajemniczy duch wielkiego zwierza faktycznie nad nią czuwa. A może to nie jest tylko wrażenie?