Facebook Google+ Twitter

Potwór w Nowym Jorku!

Tytuł straszny, lecz tak można określić fabułę Filmu "Projekt: Monster" J.J Abramsa, który zasłynął serialem "Zagubieni".

Artysta potrafił stworzyć wspaniały serial, łączący kilka gatunków naraz. "Lost" to, subiektywnie oceniając, jeden z najlepszych seriali w historii telewizji. Ale, jako że Abrams pracował nad wspomnianym serialem z innymi scenarzystami i reżyserami, dalsze losy rozbitków pozostawił na ich barkach. Za to sam zaczął tworzyć tajemniczy projekt...

Zaczęło się od niewinnej strony internetowej oraz dziwnego trailera. Jak się okazało, zadziałało to na widzów, którzy jeszcze długo przed premierą zwiastowali filmowi wielki sukces. Z chwilą pojawiania się kolejnych zdjęć oraz następnych filmików promocyjnych, podekscytowanie zaczęło rosnąć. Sięgnęło zenitu podczas premiery - "Cloverfield" wystartował na świecie 16 stycznia. W Polsce pojawił się na początku lutego, pod tytułem "Projekt: Monster". Czy tłumaczenie było trafne? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam wam.

Fabuła jest prosta jak budowa cepa. Sympatyczny mężczyzna o imieniu Rob w przeddzień wyjazdu do Japonii, zastaje w domu imprezę pożegnalną. Zaskoczony chłopak, cieszy się z niespodzianki, dziękując pomysłodawcom. Balanga trwa w najlepsze, Rob w tym czasie wyznaje uczucia kilku osobom. Kobieta, którą kocha przychodzi ze swoim nowym partnerem, przez co dochodzi do serii niezręcznych sytuacji. Jest Hud, człowiek który zaczyna nagrywać przyjęcie oraz prosić każdego o pozdrowienia dla Roba, aby następnie wysłać kasetę do Japonii. Nagle zaczyna się wszystko trząść. Panika. Podejrzenia o trzęsieniu ziemi. Wszyscy goście uciekają na dach, spojrzeć co się dzieje. I to co widzą, to co słyszą, przekracza wszelkie granice rozsądku. Od tego momentu, zaczyna się prawdziwe piekło w Nowym Jorku. Czy kilku bohaterów przetrwa atak "czegoś"?

Film, jeśli chodzi o wykonanie, jest podobny do "Blair Witch Projekt" z tego powodu, iż przez cały czas kamera jest trzymana przez Huda i widzowie widzą wszystko tylko przez nią. Niezrozumiały jest fakt, czemu przez cały koszmar chciało mu się trzymać kamerę i wszystko nagrywać. Pewnie na pamiątkę. Tym bardziej, że przez machanie urządzeniem, człowiekowi w kinie robi się niedobrze. No, ale bez tej "trzęsawki" nie byłoby atmosfery i uczucia paniki.

Rob wychodzi na ulicę, a za nim kamerzysta, Jason oraz Lily. Ten pierwszy postanawia poszukać ukochanej, która przyszła na przyjęcie z towarzyszem. Dowiaduje się o miejscu gdzie ona teraz przebywa i Rob zdobywa się na misję, która brzmi mniej więcej tak: "Właściwie jestem już martwy, ale i tak idę szukać mojej miłości przez zrujnowany Nowy Jork, co chwilę błądząc". Grupa jego przyjaciół postanawia przyjść mu pomocą, ze świadomością, że tytułowy potwór jest tuż, tuż. Przez cały, krótki (1 godz. 24 min) film szukają Beth, przy okazji uciekając od stóp bestii. Czy doszli na miejsce? Kogo po drodze spotkali? Czym jest tajemnicza choroba? I jak zakończyła się ta przygoda? Tego oczywiście nie zdradzę.

Co ja na to? Z jednej strony, śmierdzi mi banałem i kiczem. Nie podobają mi się niektóre momenty oraz kilka niedociągnięć. Jednakże trzeba przyznać, iż przez cały film czuć klimat zniszczonego Nowego Jorku,
ogromnego, strasznego potwora. Jest to z pewnością takie kino, które bezapelacyjnie relaksuje po ciężkim dniu.

Ocena - 8/10

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.