Facebook Google+ Twitter

„Poważny człowiek” poważnych Coenów?

Niewątpliwie jest to ekscentryczny film z gatunku tych, których nie spotyka się zbyt często. Czemu? Nieznani aktorzy, powolne tempo akcji, alternatywna wobec mainstreamu tematyka - żydowska mniejszość w USA, sposób narracji. Unosi się nad tym filmem widmo, widmo niezależności...

Wszystko to kojarzy się bardziej z festiwalem w Sundance niż z oscarowymi produkcjami. A jednak ku zdziwieniu wielu, w tym pewnie i samych twórców „Prawdziwy człowiek” był jedną z dziesięciu nominowanych do nagród Akademii zeszłorocznych produkcji. W przypadku braci Coen niezależność jest jednak znakiem firmowym, wszak pierwszą fabułą nagrodzoną we wspomnianym Sundance (w 1984 r.) był ich debiut, „Śmiertelnie proste”. Czy przez ćwierćwiecze nie stracili Coenowie swojego stylu, dzięki któremu są rozpoznawalni?

Prolog zaskakuje. Wprowadza nas w środowisko żydowskie, kilka wieków temu na polskiej prowincji. Rozmawia para małżeńska. Mąż twierdzi, że na gościńcu od zawiei uratował go człowiek, który jak się okazuje, nie żyje od trzech lat. Żona, wierząca w ludowe podania podejrzewa, że to dybuk. Mąż - racjonalista nie daje się przekonać. Gdy ów domniemany dybuk pojawia się u nich w domu, żona stawia na swoim i chce udowodnić, że przybysz jest martwy... Leje się krew, ale prawdy o losie owego człowieka nie poznajemy.

Przez dłuższy czas czekamy na rozwinięcie tego wątku w toku fabuły właściwego watku. Akcja rozgrywa się w latach 60. w środkowych Stanach. Nauczyciel fizyki Larry Gopnik (Michael Stuhlbarg) racjonalista aż do bólu jest członkiem społeczności żydowskiej. Mieszka jak przeciętny Amerykanin w jednym z szeregowych, kiczowatych spokojnych domów (rodem z „Edwarda Nożycorękiego”). Ma żonę, córkę i syna uczęszczającego do specjalnej żydowskiej szkoły i oczekującego na bar micwę (odpowiednik bierzmowania). Poza tym, że łazienka jest ciągle zajęta przez jego brata - Arthura, a antena na dachu jest stale zepsuta, życie Larry'ego płynie spokojnie.

Oczywiście nie byłby to temat na film, gdyby coś nie zaczęło się psuć. Coś, a w zasadzie wszystko. Żona Larry'ego postanawia się z nim rozstać, ale jak podkreśla – rozstać, a nie odejść. Traktujący go patrymonialnie przyjaciel stara się go pocieszyć, po czym okazuje się że on jest tym trzecim. Larry musi zamieszkać w motelu i opuścić dom, co nie znaczy, że uwalnia go to z obowiązku spierania się z sąsiadem-gojem i naprawiania co jakiś czas anteny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.