Facebook Google+ Twitter

Powiadają, że najciemniej pod latarnią... Wiedzą, co mówią

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-04-25 10:36

Okolice krakowskiego Rynku wydają się najbezpieczniejszą częścią miasta, czy aby na pewno?

Podzielę się z Wami historią, która spotkała mnie wczoraj przy ul. Floriańskiej w Krakowie. Wybrałyśmy się z koleżanką na spacer po Starym Mieście. Około godz. 20 szłyśmy Floriańską i natknęłyśmy się na pewną osobliwą parę. Mężczyzna i kobieta szamotali w bramie; byli zaniedbali, wyglądali na bezdomnych.
Mężczyzna okładał kobietę pięściami, krzycząc: - Oszukałaś mnie ty k…! I tak zaczęło się makabryczne widowisko. Mężczyzna bił i kopał kobietę, uderzał nią o mur, obrzucając jednocześnie inwektywami, przerywanymi sformułowaniem: - dobrze wiesz, że ci się należy k….

Długo się nie zastanawiałam, wyciągnęłam komórkę i po prostu wykręciłam numer 112. Dosyć długo czekałam na połączenie, ale w końcu udało się zgłosić zdarzenie. Opisałam dokładnie sytuację: kto, kogo, gdzie, po co i tym podobne szczegóły.

Tymczasem na ścianie pojawiły się czerwone wzorki, tak jakby przy Floriańskiej grasował Jackson Pollock i jego radosne pędzle. Z tym, że sytuacja wcale nie była radosna, a co gorsza nie pojawiał się nikt, kto mógłby interweniować. My nie mogłyśmy tego zrobić, bałyśmy się rozwścieczonego mężczyzny.

Stoimy, czekamy… Facet przestał już nawet bić, ale wrzaski nie ustawały, druga runda wisiała w powietrzu, a policji jak nie było tak nie było. Ruszyłyśmy ponownie w stronę Rynku, bo wcześniej widziałyśmy tam dwa duże radiowozy. Logika podpowiadała, że któryś z nich powinien być wysłany do naszego zgłoszenia. Niestety policji nie było. Mijała 10. minuta od zgłoszenia zdarzenia, gdy zadzwonił telefon. Tym razem funkcjonariusz straży miejskiej poprosił mnie o ponowne opisanie sytuacji, więc po raz kolejny złożyłam swoje "zeznania". Drugi już raz zapewniono mnie, że patrol interwencyjny jest w drodze.

- Chodź, wrócimy tam i zobaczymy jak to się skończy - zaproponowała moja koleżanka i po kilku minutach znowu byłyśmy przed bramą na Floriańskiej. Zobaczyłyśmy tylko ślady krwi na ścianach i posadzce oraz opancerzony policyjny samochód, a w nim dwóch funkcjonariuszy, rozglądających się dookoła (z wnętrza samochodu).

Moja osobista refleksja po tym całym zajściu może być tylko jedna. W mieście, gdzie patrole policyjne widuję kilka razy dziennie i pozornie czuję się bardzo bezpieczna, nie mogę mieć pewności, że kiedy coś mi się stanie, to któryś z tych patroli zdąży mi udzielić pomocy. Dwadzieścia minut oczekiwania na wezwaną policję w ścisłym centrum Krakowa to jednak zbyt długo.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 08.05.2009 23:06

Owszem, tyle że ja do dziś na wspomnienie twarzy tej kobiety i ewentualnego dalszego ciągu tej bójki dostaje dreszczy ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wszędzie się zdarza. W Krakowie w nocy czuję się wyjątkowo bezpiecznie o ile na mojej drodze nie stoi grupka anglików bawiących się na wieczorze kawalerskim.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.