Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

25863 miejsce

Powrót do grzechów przeszłości Część II

Nie sposób dziś zadać sobie pytania o przyczyny demontażu dźwigni przesuwających nasz kraj z tragicznego przedmurza do centrum Zachodniego Świata.

Znamienny to fakt, że fundamentalistyczna światopoglądowo prawicowa formacja zyskuje przychylność elektoratu głosząc hasła, które powinny być domeną partii lewicowej. Wolność, równość, braterstwo – tak by pokrótce można było scharakteryzować kierunek programowy tej formacji. Jest jednak jeden szkopuł, otóż to dobrodziejstwo systemowe w założeniu ma obejmować tylko „prawdziwych Polaków, żarliwych katolików i oddanych sprawie patriotów, czyli naszych. Wszelkich „innych” czeka odwet, a w najlepszym razie dyskryminacja. Aktywiści tego wszech miar szkodliwego ruchu społecznego nie kryją się ze swymi zamiarami i nie szczędzą pogróżek tym, których zamierzają wykluczyć z „wolnej Ojczyzny”, którą wkrótce opatrzność raczy im dać. Wprawdzie naczelny guru tego sarmackiego obozu głosi, że na razie nie trzeba myśleć o rewanżu i odwecie, co oznacza aż tyle, że przymusowa reedukacja lemingów zostanie tylko odłożona w czasie.

Kampania wyborcza ruchu pisowskiego jawi się jako zwieńczenie wieloletniego, destrukcyjnego działania pseudopatriotycznej i obłudnie religijnej awangardy skupionej wokół Jarosława Kaczyńskiego. Konsekwentna polityka uzurpowania sobie wyłączności na prawdę, okazywanie pogardy ludziom myślącym inaczej i obrzydzania wszystkiego, co niepisowskie przynosi wreszcie tej formacji politycznej od dawna oczekiwane słodkie owoce w postaci wysokiego poparcia elektoratu w kolejnych sondażach preferencji wyborczych. Obłudne powoływanie się na wolę obywateli, poparte lawiną obietnic przynosi oczekiwane efekty. Wydaje się jednak, że najbardziej skutecznym sposobem walki formacji pisowskiej o władzę jest metodyczne niszczenie przeciwnika politycznego bez oglądania się na jakiekolwiek zasady dobrych obyczajów i kanony demokracji, a najlepszym orężem w tej brudnej walce jest mowa nienawiści. Zapoczątkowali ją w mediach tak zwani pampersi prezesa Walendziaka, czyli młodzi dziennikarze o twardych, prawicowych poglądach, Ich zajadła, retoryka wymierzona przeciw ludziom lewicowego autoramentu miała służyć lustracji, a w efekcie całkowitemu usunięciu z życia politycznego działaczy wywodzących się z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Ta metoda przejęta i udoskonalona przez Jarosława Kaczyńskiego stała się psychologiczną maczetą ugrupowania, które udało mu się zbudować i umocnić liczną gromadą drugiego rzutu działaczy „Solidarności”, tych, co nie zdążyli na czas wsiąść do złotego pociągu wypełnionego dobrodziejstwami transformacji ustrojowej.

Pierwsze wielkie zwycięstwo ta skłaniająca się ku faszystowskim wzorom formacja odniosła w wyborach prezydenckich. Kampania nieustannych, podszytych nienawiścią napaści na urzędującego prezydenta, nagłaśniana przez żądne sensacji media i bezprzykładny atak na jego osobą prowadzony przez pisowskich hejterów w Internecie doprowadziły do sytuacji, której Bronisław Komorowski lawinowo stracił wysokie poparcie społeczeństwa i przegrał z nikomu nieznanym, drugorzędnym politykiem PiS-u Andrzejem Dudą, który nie wykazał się dotąd żadnymi walorami predestynującymi go do najwyższego urzędu w państwie, a prócz worka pustych obietnic nie miał nic narodowi do zaoferowania. Inna rzecz, że Panu Dudzie przyszedł z niespodziewaną pomocą rockman Paweł Kukiz, który wywołał prawdziwy rokosz przeciw prezydentowi i popierającej go Platformie Obywatelskiej. Piosenkarzowi udało się zbuntować i skupić wokół siebie tłumy wyborców niezadowolonych z przydzielonej im przez władzę cząstki tortu wypieczonego w III Rzeczpospolitej za pieniądze z unijnych dotacji.

Inna rzecz, że Komorowski wyraźnie przysnął w pałacowych pieleszach. Wprawdzie godnie reprezentował państwo za granicą, ale w kraju dał się ponieść samozadowoleniu swego obozu politycznego symbolizowanym ową ciepłą wodą płynącą z kranów. Celebrował przygasający już blask odzyskanej wolności, rozdawał kolegom, kombatantom Orły Białe i zdawał się nie widzieć, że ta wolność nie wszystkim jednako służy. Jednych, /naszych/ osłania dobrostanem, a innych dotyka biedą i wpędza w ekonomiczne wykluczenie. To dla tym ostatnich płynęła woda zimna, a często i lodowata, więc podburzeni przez hejterów i innych nienawistników wylali mu jej cały kubeł na głowę, zamiast obdarzyć spodziewaną reelekcją. Sprawującej władzę koalicji nie udało się zachować równowagi w podziale kasy na inwestycje i bieżące spożycie. Zielona wyspa ze wzrostem gospodarczym na tle objętej recesją Europy nie przysłużyła się dobrze rządzącym, bo lud zawsze chce rosnącej konsumpcji i mało go obchodzi skąd ów wzrost się bierze. Reforma emerytalna, choć konieczna została źle zaprogramowana. Być może lepszy efekt finansowy i psychologiczny przyniosłaby likwidacja większości niczym nieuzasadnionych przywilejów emerytalnych i obwarowanie prawa do wcześniejszej emerytury koniecznością przepracowania czterdziestu lat.

Dodawanie opału pod kotłem gospodarki kosztem ostrego cięcia uprawnień pracowniczych być może było pomocne w utrzymaniu wzrostu PKNB w czasie światowego kryzysu gospodarczego. Pozostawiło jednak negatywny dla władzy ślad w świadomości większej części społeczeństwa spodziewającego się większych, osobistych profitów z udziału Polski w strukturach Unii Europejskiej, stale porównującego wysokie wynagrodzenia w bogatych krajach Zachodu do naszych marnych uposażeń, bez brania pod uwagę licznych uwarunkowań, których niestety żaden kraj z aspirujących do ligi bogatych, z roku na rok przeskoczyć nie jest w stanie. Tę bolesną szczerbę w mentalności ludu zręcznie wykorzystywała konserwatywna, pisowska opozycja, skutecznie obciążając rządzących winą za taki stan rzeczy. Zarzucała permanentnie władzy nieudolność, złodziejstwo, a nawet celowe działanie na szkodę społeczeństwa. Nie da się też ukryć, że obóz rządzący wykazywał od pewnego czasu objawy arogancji i zaślepienia oraz popełniał błędy, które odpowiedzialnej władzy nie powinny były się zdarzyć. Takie oto przyczyny legły u podstaw utraty poparcia dla działań modernizacyjnych i przychylnego nadstawiania uszu na słodkie i kuszące obietnice nieodpowiedzialnych populistów i mitomanów, nieustannie podgrzewających w narodzie negatywne emocje.

Lud kocha obietnice i gładko połyka pochlebstwa płynące ze strony ważnych polityków. Głośne nawoływanie pisowskich dygnitarzy, że to władza powinna słuchać ludu, bo ludzie najlepiej wiedzą, co jest dla nich dobre, to szczególnie niebezpieczna i szkodliwa demagogia. Gdyby tak popuścić ludowi państwowych cugli prawa i przymusu kraj w jednej chwili pogrążyłby się w anarchii, państwowa kasa zostałaby wysadzona w powietrze jak nie jeden już bankomat uliczny pod osłoną nocy. Głoszenie, więc takich haseł przez prawicę jest szczególnie bałamutne, bo ta ze swej istoty powinna dbać o ład i porządek w imię wartości, które rzekomo wyznaje. Może to jej pomóc w zdobyciu władzy, ale zrujnuje na długie lata morale społeczeństwa. W tym anarchizowaniu elektoratu przez elity tkwi chyba istota polskiej niemożności, a inną, ważną przyczyną jest wszechobecna obłuda. Totalny eurosceptycyzm w niczym nie przeszkadza liderom prawicy w inkasowaniu potężnych apanaży z tytułu zasiadania w unijnych organach, a zwolennikom tychże, głosujących ongiś na ich wezwanie przeciw wejściu do Unii, nie rodzi problemu przy korzystaniu z sutych, unijnych dopłat.

W poprzednim ustroju panowała doktryna o potrzebie socjalistycznej ideologizacji społeczeństwa, ale też kształtowania jego mentalności i morale według humanistycznych wzorów i propagowanie kultury wysokiego lotu. Dziś pseudopatriotycznej prawicy wystarcza tylko krzewienie swojej, jej zdaniem jedynie słusznej ideologii. Zamiast działań podnoszących poziom wyższej kultury i obywatelskiej postawy prowadzi ona politykę schlebiania najgorszym gustom i podsycania wszelkich fobii. Wybuch dzikiej histerii wywołała w kręgach przywódczych, głównie po prawej stronie politycznej sceny konieczność przyjęcia kilku tysięcy uchodźców uciekających przez wojną i nędzą do bogatej Europy. Tym samym elity polityczne nie tylko poddały się presji wrogich imigrantom społecznych nastrojów, ale jeszcze je podsyciły i spotęgowały. Odbiło się to nieprzyjaznym nam echem w krajach Zachodu, gdzie nie wygasła jeszcze pamięć o pomocy dla milionów Polaków w czasie stanu wojennego. Czyż nie jest to powód do wstydu, że ci, którzy ongiś szturmowali plebanie rozdające żywność i odzież nadesłaną z potrzeby serca przez zachodnie społeczeństwa teraz wygrażali pięściami imigrantom, którzy nie zdążyli jeszcze do Polski przybyć? I pomyśleć, że tak wredni okazali się obywatele kraju, z którego przez całe wieki emigrowały za chlebem miliony ludzi.

Patrząc na bieg wydarzeń ostatnich lat nie sposób nie zadać sobie pytania o przyczyny demontażu dźwigni przesuwających nasz kraj z rejonu pustoszonego przez dziejowe kataklizmy przedmurza do centrum zachodniej Europy. Nie sposób też nie pokusić się do szukania odpowiedzi na takie pytanie, choć trzeba się spodziewać, że nie da się sformułować jednej, uniwersalnej odpowiedzi na wszystkie narodowe bolączki i porażki. Wydaje się jednak, że nie straciły nic na aktualności słowa księdza Stanisława Staszica, który już w 1790 roku pisał. – Z samych panów zguba Polaków. Na naszych oczach po kilku dekadach wdrażania egalitaryzmu społecznego odrodziła się sarmacka, warcholska klasa panów, jawnie uzurpująca sobie prawo do przywileju obfitego czerpania z zasobów narodowego bogactwa, tolerująca łaskawie hołdujących jej zwolenników, a pełna pogardy i nienawiści do wszystkich innych, szczególnie tych, którzy mają czelność myśleć inaczej i żyć według własnych przekonań. Klasa hipokrytów instrumentalnie traktująca religię, z patosem broniąca życia zarodków i zygot, a obojętna, nawet wroga wobec dramatu ludzi, uciekających z objętej pożogą wojenną Syrii, szukających ratunku w krajach Unii Europejskiej. Sprzeciwiająca się jawnie apelom papieża i katolickich hierarchów wzywających do przyjęcia uchodźców pod katolicki dach w każdej parafii.

Ta prawica sięga po władzę przy poparciu kręcącego bat na własną skórę ludu, zdefiniowanego przez onych „prawdziwych Polaków” jako ciemny motłoch. Już wkrótce całą władzę w Polsce, ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą może dostać do ręki jeden mały, mściwy człowiek. Wyposażony w moc płynącą z zapisów statutu partyjnego i ordynacji wyborczej będzie dzielił i rządził hołubiony i wspierany przez reaktywowaną klasę panów. Czym to się skończy, być może niedługo się dowiemy? Wiele dziś wskazuje, że skończy się tak samo jak zawsze.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.