Facebook Google+ Twitter

Powrót z niebytu

W najczarniejszej z czarnych, niewyobrażalnej, nieogarnionej, miękkiej jak puchowa poduszka – pojawiła się maleńka iskierka, budząca się kropelka mojego mnie.

Bo to byłam ja. Szukałam reszty, ale była tylko ta maleńka myśl – że myślę. Byłam, istniałam, zawieszona w tej najczarniejszej z czarnych, niewyobrażalnej, miękkiej jak puchowa poduszka ciemności. Potem pojawiło się drugie zaczepienie o byt poza niebytem: gdzieś, strasznie daleko od iskierki świadomości dawało nieokreśloną dolegliwość. Przeszkadzało. A potem zwyczajnie piekło skórę tam, gdzie powinno być moje biodro.

Ciemność zszarzała, pusta przestrzeń między myślą a tym piekącym miejscem wypełniła się moim ciałem (o kurczę, spirytus ją na biodrze odparzył), jakaś siła odwracała mnie na zmaterializowane plecy, jakaś odczuwalna ręka klepała po twarzy:
- Proszę otworzyć oczy, już po wszystkim, proszę dać znak, że pani słyszy.
Jak się daje znak bezwładnym wszystkim? Trzeba ruszyć głową albo otworzyć oczy, albo coś powiedzieć.
- Mmm - powiadam i mrugam z wysiłkiem.
- No wspaniale, proszę popatrzeć, to jest ten pani zmiażdżony dysk.

Wydaje mi się że otwieram oczy i chyba tak jest, bo widzę jakieś metalowe szczypce, a w nich dyndający, bury strzępek czegoś, co było moje, a teraz już nie jest, bo wisi w tych szczypcach.

Dają mi spokój, jestem wybudzona z narkozy, mogę poddać się rytmowi wózka wiozącego mnie na salę. Huśtawka w głowie, ułożenie na brzuchu, chłodna kostka wilgotnego prześcieradła pod policzkiem, jedna noga zgięta w kolanie, jedna ręka nad głowa, druga wzdłuż tułowia, w pozycji żaby najwygodniej. Odpływam, przysypiam, ktoś mi rękę obmywa i przez mgłę rozpoznaję głos pani, która już chodzi z balkonikiem:
- O rany, ale ją skłuli.

Leżę, przeciągam głowę z policzka na policzek, głowa porusza coraz większe partie mięśni, każdy ruch okupiony coraz wyraźniejszym bólem, aż wreszcie pozostaje jeden, dominujący: w okolicy krzyża jestem przybita wielkim gwoździem do łóżka. Dalej nie ma nic. Zanikają majaki, coraz bardziej dominuje ból.

Wieczorem – obchód lekarski, nóg jeszcze nie mam, dostaję rutynowo zastrzyk przeciwbólowy, żeby noc była znośniejsza. Niestety – w miejsce przytłumionej świadomości bólu zjawiam się druga ja.
Ja druga unoszę się nad łóżkiem, pływam sama nad sobą pod sufitem, ale odpłynąć dalej nie mogę, bo obie jesteśmy przebite wspólnym gwoździem. Tym moim. Ja druga czasem znikam i jestem tylko ja pierwsza, czasem jesteśmy obie, wreszcie nadchodzi świt i zaczynam drzemać bez żadnej asysty z powietrza.
Poranny obchód.

- Co pani czuje, pani Jadwigo?
- Coś mi pan doktor przy nogach robi, ale ja nóg nie mam.
- Ale coś tam robię? Tak? No to chyba wracamy do czucia. Jak tam noc?
- Było nas dwie i ja już tak nie chcę. Niech boli mnie jedną, nie chcę cierpieć za ludzkość, bo może jeszcze ktoś się podczepi?
- Siostro, proszę na noc podać pani Jadwidze pyralginę, morfinę odstawiamy.
- To nie jest materiał na ćpuna, żartuje ordynator i wiedzie swój dwór do kolejnej pooperacyjnej.

Racja. Nie chciałabym tego doświadczenia powtórzyć nawet za dopłatą.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (15):

Sortuj komentarze:

Życzę zdrowia,

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

:)
I ja.
Jak mam do wyboru, lekarza Rzemieślnika i Eksperymentatora, wybiorę tego pierwszego, w rzeczy samej...
;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, Jadwigo,to mógł byc zart dla pokrzepienia ciała w Tobie, skoro wróciłas spod Sufitu, nie przeczę, ze oni mają wyczucie, moj śp wujek był znakomitym chirurgiem i znam to specyficzne poczucie humoru ludzi w białych kitlach, ktorzy na codzien obcuja ze smiercią. Zwracam honor Twojemu lekarzowi. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 14.05.2008 08:37

(+) Powtorze za Stefania: bardzo sugestywnie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ginko1 - to był żart; Zawodowe momenty stresu kształtują nieco inaczej chirurgiczne poczucie humoru.
Spod ręki Naukowca wylądowałam na oddziale, gdzie Rzemieslnik uratował moje nogi. Chodzę na nich dotychczas.
Chwała dobrym Rzemieslnikom - ja, były pracownik szpitala Wam to mówię.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam sie z Agnieszką. Lekarze, na szczęscie nie wszyscy, czasami juz zachowuja sie jakby ordynowali w rzezni i tak przepłoszył z grubej lekarskiej rury Twoją Swiadomosc Spod Sufitu i zrobił z niej ćpuna. Naukowo, materialistycznie i po rzeżnicku, Hipokrates by sie do niego nie przyznał.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Pozdrawiam:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeciez mówię, Jadwigo.
Lekarz nie powinien był diagnozować tak stanowczo bez przeprowadzenia eksperymentu z morfiną po raz drugi, gdy Obie Wy doszłybyście do pełni sił.
Postąpił nieprofesjonalnie, w rzeczy samej, albo nie było w nim dziecięcej ciekawości i pragnienia eksperymentu.
Rzemieślnik, a nie Naukowiec, ot co.

Komentarz został ukrytyrozwiń

dobrze opowiedziane. Podobno przeżyłem śmierć kliniczną podczas operacji, nastolatkiem będąc, podobno bo nic z tego nie pamiętam, wiem to od matki, a ona od lekarzy.. i tyle ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.