Facebook Google+ Twitter

Powrót z zaświatów? Recenzja płyty "Michael"

Dziesięć nowych piosenek, wielkie oczekiwania, wielkie kontrowersje, wielki rozgłos... i wielki powrót na listy przebojów. Taki był zamysł wydawców nowej płyty Michaela Jacksona. Co z tego wyszło?

 / Fot. materiały prasowe14 grudnia miał być wielkim dniem dla fanów Króla Popu. Krążek z nowymi nagraniami miał potwierdzić doskonałą formę wokalną w jakiej ponoć był piosenkarz przed swoją niespodziewaną śmiercią. Nad płytą pracowano ładnych kilka lat, Jackson zaprosił do współpracy artystów będących "na topie" i każdy z nich był zachwycony efektami pracy z Michaelem Jacksonem. Znany ze swego perfekcjonizmu i jasno sprecyzowanych wizji co do brzmienia albumów, artysta nie nadzorował tym razem finalnych prac. I to słychać.

Jakby tego było mało, jeszcze przed swoim wydaniem płyta została oprotestowana przez rzesze fanów piosenkarza, jak i jego rodzinę. Zdaniem fanów bowiem pośród 10 premierowych piosenek znalazło się kilka utworów śpiewanych ...przez kogoś innego. Wprawdzie Sony Music (wydawca płyty) utrzymuje, że cała dziesiątka jest oryginalnego autorstwa Jacksona, zmieniono jedynie odrobinę głos piosenkarza przy pomocy syntezatora (falę popularności wykorzystywania tego efektu rozpoczął w ostatnich czasach raper Lil' Wayne). Nie dało się jednak uniknąć kontrowersji – nie ulega wątpliwości, że Michael Jackson, gdyby tylko żył, nie pozwoliłby aby jego głos modyfikowano.

Mimo tego wszystkiego 14 grudnia udałem się do najbliższego sklepu muzycznego i wydałem kilkadziesiąt złotych na album zatytułowany „MICHAEL”. W końcu oryginalność siedmiu/ośmiu piosenek nie da się w żaden sposób podważyć. Wróciwszy do domu, rozpakowałem pudełko i moim oczom ukazała się nie najgorzej zaprojektowana okładka – sklejone ze smakiem okładki poprzednich albumów oraz odpowiednio wystylizowane archiwalne zdjęcia. Autorem jest niejaki Kadir Nelson - i tu należą mu się słowa uznania, bo zrobił kawał dobrej roboty.
Nie kupiłem jednak płyty po to, aby zachwycać się obrazkami, więc po wstępnych oględzinach wsunąłem krążek do odtwarzacza.

Pierwszy utwór jaki znalazł się w zestawieniu, to najlepiej znany szerszej publiczności przed premierą „Hold My Hand” nagrany w duecie z Akonem. Piosenka została wydana wcześniej jako singiel, nakręcono także do niej teledysk, który obejrzeć można było zarówno w internecie, jak i na najpopularniejszych kanałach muzycznych. Sama piosenka została nagrana w roku 2007 i niedługo po tym wyciekła do internetu. Problem polegał na tym, że nie była jeszcze ukończona i w efekcie nie brzmiała zbyt porywająco. Szczęśliwie, to co znalazło się na albumie brzmi tak jak brzmieć powinno. I jest to jedna z nielicznych piosenek, w której od początku do końca „słychać rękę” Michaela. Jedynym problemem może być to, że chwilami wokale obu piosenkarzy zlewają się ze sobą i trzeba dobrze się wsłuchać aby je rozróżnić. Poza tym jednak, piosenka nie ma większych wad – melodia jest chwytliwa, słowa łatwe do zapamiętania, partie wokalne odpowiednio dobrane do dźwięków w tle. Akon w momencie wydania singla powiedział o tej piosence, że ma ona szansę stać się „hymnem” i faktycznie tak jest – zanim jednak trafi na czołówki list hitów, potrzebna jest odpowiednia promocja, a z tym SONY Music nie od dzisiaj ma problemy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Adam
  • Adam
  • 28.12.2010 14:18

Byś facet dobrze przygotował się do tej recenzji! Wiadomą rzeczą jest że Hollywood tonight to w 100% Michael Jackson. Jedynie w piosenkach wyprodukowanych przez Eddiego Cascio, są ogromne wątpliwości - a raczej pewność wśród fanów, że to Jason Malachi (mnóstwo dowodów na youtube) - a więc to piosenki Monster, Keep your Head up i Breaking News! Jak można walnąc taką gafę i powiedzieć ze w Hollywood... nie śpiewa Jackson! A może w Billie Jean też nie śpiewa?! Nie wiem skąd to wziąłeś...

Komentarz został ukrytyrozwiń
Koko66
  • Koko66
  • 28.12.2010 13:58

Napisałeś co czujesz i to się liczy. Ja słucham Jacksona naście lat i wiem, że zrobiono mnie w konia w trzech utworach dając podrabiacza. Poznam ten głos wszędzie, niestety nie w tych trzech potworkach. Jackson nie jest tu niczemu winny... Sony spartaczyło robotę. A z "Behind The Mask" się zgodzę! Mistrzostwo świata :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
fanMJ
  • fanMJ
  • 28.12.2010 12:29

Głosujcie na MJ w przeboju roku radia rmf http://www.rmf.fm/f/przeboj-roku-2010.html
http://www.rmf.fm/au/?a=poplista

Komentarz został ukrytyrozwiń
Anita
  • Anita
  • 28.12.2010 10:45

Nareszcie,od wielu wielu lat przeczytałam tak dobrą recenzję.Dziękuje!

Komentarz został ukrytyrozwiń
weronika
  • weronika
  • 28.12.2010 10:14

dobra recenzja

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie żebym się czepiał, ale cały materiał jest utrzymany w pozytywnej tonacji wobec Jacksona i jedynym obiektem krytyki jest tutaj Sony.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Claudia.
  • Claudia.
  • 27.12.2010 20:37

Moim zdaniem powinniścię dać Michaelowi święty spokój.
Przestać ciąglę o nim pisać i rozmyślać....Zostawcię Go w spokoju.
Nie rozumiem prasy wogólę....męczyliścię Michaela gdy żył....teraz też to robicę....Zajmijcię się sobą.
I Love You MJ.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.