Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

29805 miejsce

Powroty do krainy dzieciństwa

W trudnych momentach życia odczuwamy potrzebę powrotów do krainy dzieciństwa. Porządkujemy wspomnienia, szukamy ważnych dla nas osób, miejsc, zapachów, odgłosów, smaków i tego wszystkiego, co nas ukształtowało. Szukamy siebie.

Fragment lasu sosnowego - boru. www.wikipedia.org / Fot. MARCIN HOP- Ciociu, nie wolałabyś mieszkać w mieście, nie nudzisz się tutaj? - pyta mała mieszkanka Bydgoszczy. Przyjechała do Piecewa z rodzicami do Uli, żony mojego dalekiego kuzyna.
- Nie. Wiesz, bardzo lubię iść wcześnie rano do sadu w koszuli nocnej i jeść czereśnie prosto z drzewa. - Biedne są teraz te dzieci. Jakie one mają dzieciństwo - użala się kuzyn nad młodym pokoleniem - tylko komputer i te głupie gry.

A moje dzieciństwo? Było naznaczone wojną, chociaż urodziłam się dopiero w 1957 roku. Gdy byłam całkiem mała, do robienia babek z piasku służył mi niemiecki, zardzewiały hełm. Mieszkaliśmy w pobliżu Wału Pomorskiego. W okolicznych lasach znajdowaliśmy czasem niewypały: granaty, naboje, nawet miny. Na zakończenie każdego roku szkolnego zapraszany był milicjant, aby nas pouczyć, jak się zachować, gdy znajdziemy niewypał. W Tarnówce, pobliskiej wsi, zdarzył się wypadek. Chłopcy przynieśli do domu naboje i kazali kilkuletniej siostrzyczce wrzucić je do paleniska kuchni. Naboje wybuchły i dziewczynka o mało nie straciła wzroku. Długo leżała w szpitalu. Zdarzały się też wypadki śmiertelne.

Moją ulubioną zabawką był karabin, zapomniany lub ukryty przez niemieckiego żołnierza w naszym gospodarstwie. Na kolbie jego właściciel wyżłobił nożem kilka rowków. Tkwił w nim nabój, była to więc zabawka niebezpieczna. Rodzice bali się o nas. Tata z naszym sąsiadem, panem Ludwikiem rozmontowali broń. Pan Ludwik wziął zamek, a tata karabin. Jako cztero-pięcioletnie dziecko potrafiłam twardo negocjować. Kiedy mama lub babcia kazały mi pilnować gęsi, zgadzałam się pod warunkiem, że dostanę karabin. Musiało to dość komicznie wyglądać, kiedy chodziłam naokoło stadka uzbrojona po zęby. Na gęsiach nie robiło to większego wrażenia, za to zirytowało przewodnika stada. Gąsior mnie zaatakował i dość porządnie uszczypnął w brzuch. Z odsieczą przybiegła mama. Wyrwała mi broń, chwyciła za lufę i zaczęła okładać gąsiora kolbą. Ja wydzierałam się w tym czasie w niebogłosy. Gąsior zdezerterował. Mama pyta: - Boli cię brzuszek, córciu? - Nie! - wrzeszczę - zepsujesz mi karabin!
Dopiero, gdy wyjechałam na studia do Krakowa, w rozmowach z moimi koleżankami uświadomiłam sobie, że miałam dziwne zabawki: One wszystkie miały lalki! Na szczęście dziś nic nie zostało z moich militarnych zamiłowań. Jestem zdeklarowaną pacyfistką.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Są tematy do poczytania, są również takie do przedyskutowania, ale najciekawsze są te do przemyślenia. Ten piękny tekst zalicza się do trzeciego rodzaju. Wzrusza i nakłania do powrotów choćby myślą do minionych czasów i miejsc. 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.