Facebook Google+ Twitter

Powspominajmy - ZIO w Vancouver w wykonaniu Justyny. Jak to było?

Czas małe wspomnienie. IO w Soczi zbliżają się wielkimi krokami, więc powspominajmy ZIO, ale te ostatnie, czyli w Vancouver.

Justyna Kowalczyk na tę oimpiadę jechała z nadziejami, choć tego otwarcie nie mówiła. Powodem bezwątpienia były trasy - ośle łączki tak je Justyna nazywała. Wszyscy, którzy znają się na biegach narciarskich wiedzieli, że te łatwe trasy nie są stworzone dla naszej zawodniczki. Przed IO Justyna wygrała pierwszy raz w życiu TdS i wiele innych prestiżowych biegów. Jednak uciekała od roli faworytki. Przekonywała, że jedzie po jeden medal koloru brązowego. Wielu mogło nie wierzyć, ale tak rzeczywiście było. Pierwszym startem był bieg na 10 km stylem dowolnym. Polka rozważała możliwość wycofania się z tego biegu. Bo to nie była jej mocna strona - 10 km i do tego jeszcze łyzwa i ta trasa. Mimo wszystko Justyna wystartowała. Zdecydowała o tym na rozgrzewce i gdy serwismeni uspokojli ją, że trasa jest dobrze przygotowana. Wiedzieliśmy, że szanse na medal są znikome. Ale przecież mogliśmy wierzyć bo to jest sport i wszystko mogło się zdarzyć. Na półmetku Justyna była na medalowej pozycji. Miała w zasięgu ręki Bjoergen, która ostatecznie miała brąz. Justynie niewiele zabrakło. Ostatecznie miejsce 5. Justyna Kowalczyk po biegu mówiła, że ma prawo być usatysfakcjonowana bo myślała, że nie wejdzie do 10, ale zdrugiej strony na igrzyskach walczy sie o medale, a nie o miejsca.
Trzeba było szybko zapomnieć o tym biegu i skupić się na środowym sprincie techniką klasyczną. Przed eliminacjami nie zabrakło dramatycznych wydarzeń. Petra Majdić wpadła w rów okalający kamieniami. Była to tragedia dla tej Słowenki przecież opuściła bieg na 10 km by być bardziej wypoczętą na ten sprint. Mierzyła nawet w zloto. Nagle to wszystko pekło - oczekiwania, nadzieja. Justyna w eliminacjach wystartowała spokojnie i zajęła 5 pozycje. Petra mimo wszystko wystartowała - pokazała ludzki hart ducha. Zaś Justyna w każdy biegu pokazywała moc. Począwszy od ćwierćfinałów po półfinał i w finale też było dobrze. Jednak los zetknął ją z Bjoergen w walce o medale. Na początku Justyna prowadziła, praktycznie przez cały dystans. Jednak ostatni zakręt i marzenia nasze prysły. Bjoergen ją wyprzedziła i mogliśmy cieszyć się z medalu, ale nie złotego tylko srebrnego. Ale to było bardzo dobre rozpoczęcie igrzysk. Zresztą Justyna przyznała po biegu, że Bjoergen mimo wszystko była po prostu lepsza a ja cieszę się z medalu.
Następnym biegem był bieg łączony. Kolejna medalowa szansa. Emocje były gwarantowane. Justyna biegła spokojnie, jednak kontrolowała sytuację. Na 12 km Bjoergen uciekła. Justyna wten wczas miała kolizję ze Steira. Jednak szybko się wybroniła i ruszyła w pogoń. Za nią jednak Haag i wpomniana Steira. Ani przez moment nie mogliśmy być pewni medalu. Ostatecznie złoto zdobyła chyba niezaskoczenie Bjoergen, srebro dla...Haag, a brąz to przez parę minut było niewiadome. Steira czy Kowalczyk?? To pytanie zadawali sobie wszyscy. Norwedzy mieli nadzieję, że to Kristin , Polacy, że Justyna. Ostatecznie przy nazwisku Polki pojawiła się trójka. Radość Justyny była ogromna. Jednak nie zabrakło smutnych i nerwowych wydarzeń. Norwedzy złożyli protest iż Polka na części klasycznej pobiegła parę kroków łyżwą. Jury wezwało Justynę. Polka przekonywała iż ta sytuacja jej nie pomogła, a nikomu nie zaszkodziła. Argumenty Kowalczyk były przekonujące. Jury nie odebrało medalu Justynie. Polka płakała po biegu, stojąc na podium również. Te wszystkie emocje w niej puściły.
Następnym biegiem w którym wystartowała Justyna była sztafeta w składzie: Marek(obecnie Kubińska), Kowalczyk, Maciuszek i Jaśkowiec. Marek nieco straciła dystans. Justyna miała do odrobienia 40sekund. Kowalczyk biegła jednak jak ekspres. Odrobiła na pierwszym kilometrze uwaga... 25 sekund. Zniwelowała całą stratę i wysunęła polską reprezentację na pierwsze miejsce. Wiadomo jednak było, że Maciuszek i Jaśkowiec nie utrzymają tak wysokiej pozycji. Jednak one również pobiegły ambitnie. I ostatecznie Polska sztafeta ukończyła zmagania na 6 pozycji. Jednak nas najbardziej cieszył fakt, że Justyna wysłała swoim rywalkom czytelny komunikat: Jestem mocna i w trzydziestce będę walczyła o złoto.
Tak rzeczywiście było. Justyna od samego początku nie chciała forsować tempa. Biegła w okolicach 10-15 miejsca. Bjoergen w pewnym momencie zdecydowała się na ucieczkę. Justyna wyruszyła w podróż i z powodzeniem dobiegła rywalkę. Jak wspomniała już po biegu bardzo pomógł jej trener, który stał przy trasie i powiedział do niej: Spokojnie Justyś, dogonisz ją krok po kroku. I rzeczywiście tak było. Justyna na ostatnim podbiegu wyprzedziła Marit. Chciała być pierwszą na zjeździe. Mogliśmy obawiać się tego zjazdu. Ale Justyna jak na nią zjechała wówczas świetnie.
I ostatni empicki finał tych igrzysk. Bjoergen czy Kowalczyk? Która silniejsza? To pytania wszystkich kibiców. Finisz wygrała...Justyna Kowalczyk. Jaka radość, jaka ulga, w końcu spełnienie marzeń. Po 38 latach mogliśmy usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego, tyle lat czekania, ale warto było. Justyna pokazała ludzki hart ducha i na pewno zachwyci nas jeszcze niejeden raz. Być może ta dziewczyna nie pozwoli nam za długo czekać, na kolejne złoto dla Polski. Już za 4 lata (obecnie za 8 miesięcy) ZIO w Soczi. Tam Justyna Kowalczyk może również dominować i dostarczyć nam wielu pozytywnych emocji, wszyscy jej tego życzymy:)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.