
Tynieccy zakonnicy chcą uruchomić w Polsce aż 100 sklepów, w których będzie można kupić na przykład konfitury trydenckie, sery kilku świętych, wyśmienite piwa i wina czy śledzie po benedyktyńsku. Będą tam również dostępne produkty z klasztorów rozsianych po całej Europie.
- Zarobione w ten sposób pieniądze mają być przeznaczone na utrzymanie i remont prawie tysiącletniego klasztoru w Tyńcu - wyjaśnia przeor opactwa o. Bernard Sawicki.
Wszystko zaczęło się od działającej od kilku lat przy klasztorze restauracji "Mnisze co nieco" i sklepu. Zakonnicy postanowili otworzyć kolejne punkty handlowe w różnych rejonach Polski. Jedne z pierwszych powstały w Zabrzu i Bielsku-Białej. Działają na zasadzie franczyzy, podobnie jak np. sieć "Żabka". Zakonnicy dają swoją markę i produkty, właściciel sklepu zapewnia pomieszczenie i całą organizację handlu. Wystrój sklepów ma odpowiedni klimat. Półki przypominają średniowieczne klasztorne szafy z okuciami.
- Zainteresowanie jest duże. Chętnie kupowane są piwa według oryginalnych receptur. Wiele osób pyta o nalewki. Na razie ich nie mamy, raczej wina i miody pitne. Czekamy na likier benedyktyński i na benedyktynkę produkowaną przez braci w Lubiniu. Podobnie jak czekolady i kilka innych produktów - mówi Szymon Krysta z Bielska-Białej, który z rodziną prowadzi sklep.
Mimo że produkty zakonników nie są tanie, klientów nie brakuje. - Takich konfitur nie jadłam od dzieciństwa - zapewnia bielszczanka Jadwiga Nocoń.
Nie tylko benedyktyni dzięki biznesowemu podejściu do tradycji zdobywają pieniądze na wspomaganie klasztorów. W gminie Lipinki w Małopolsce powstanie wiatrowa farma. Będzie ją budować założona przez Zgromadzenie Ojców Salwatorianów Fundacja ks. Jordana. By rozpropagować swoje towary i sprzedać je łatwiej, zakonnicy i zakonnice korzystają również z internetu. Siostry karmelitanki dzięki pośrednictwu tego medium eksportują wyrabiane przez siebie kołdry. Polskie karmelitanki, które osiadły w Reykjaviku, słyną tam z najpiękniejszych świec do bierzmowania.
W niewielkim sklepiku w Bielsku-Białej wisi niezwykła licencja - opat klasztoru w Tyńcu, Zygmunt Galoch, zaświadcza, że sklep "przystąpił do sieci Benedicite i jest autoryzowanym sprzedawcą Produktów Benedyktyńskich". Do każdego produktu, który można tu kupić, dołączony jest ozdobny kartonik z pieczęcią benedyktynów. Opat tyniecki, Bernard Sawicki, dziękuje tak za zakup, z którego dochód będzie wspierać klasztor.
- Gdy dowiedzieliśmy się, że benedyktyni mają takie biznesowe plany, zabiegaliśmy u nich, by jeden ze sklepów powstał obok naszej cukierni. Byliśmy czwartym sklepem, teraz w całym kraju jest ich już około 20. Ludzie szukają tu czegoś oryginalnego i zdrowego. Mają w czym wybierać. My również sprawdzamy czy wszystko jest zgodne z założoną normą - zapewnia syn właściciela Szymon Krysta.
Wystrój sklepu zaprojektowany został przez benedyktynów. Półki przypominają średniowieczne klasztorne szafy z okuciami. Ceny oferowanych produktów nie są niskie. Piwo trapera kosztuje od 20 do 30 zł, wino od 30 do 55 zł, maleńkie słoiczki z konfiturami ponad 7 zł. Klientów jednak nie brakuje. Bo jak tu oprzeć się balsamowi kapucyńskiemu, borowikom w zalewie nowicjackiej, chlebom klasztornym na miodzie, wesołemu mnichowi czyli pijanym bakaliom i cukierkom według średniowiecznego przepisu. Są też całe serie herbatek oraz suszonych owoców i ziół, które służą ochronie nerek, wątroby, są specyfiki na bóle stawów, wzmacniające i odstresowujące.
- Weszłam tu zachęcona szyldem i oniemiałam. Takiego wyboru herbat ziołowych dawno nie widziałam, do tego całe suszone maliny i inne owoce. Zaraz wybiorę coś rozgrzewającego i przeciwkaszlowego dla dziecka - cieszyła się Lucyna Matlak, którą spotkaliśmy w sklepie.
Niewykluczone, że wkrótce do benedyktyńskiego asortymentu dołączą kosmetyki. - Produkowane są w klasztorach we Włoszech. Gdy tylko uzyskają dopuszczenie na polski rynek, trafią również do nas. Produkowane z naturalnych składników, pozbawione chemii, na pewno znajdą nabywców - mówi Stanisława Krysta, właścicielka bielskiego sklepu.
Obecne na rynku benedyktyńskie produkty mają już na koncie kilka znaczących nagród. Przyklasztorna restauracja w Tyńcu została doceniona wyróżnieniem w 8. plebiscycie mieszkańców regionu "Wielkie Odkrywanie Małopolski". W tegorocznej edycji Konsumenckiego Konkursu Jakości Produktów, organizowanego przez Towarzystwo im. Hipolita Cegielskiego w Poznaniu, miód pitny benedyktyński uhonorowano certyfikatem zezwalającym na używanie tytułu "Najlepszy w Polsce".
Palmę pierwszeństwa dzierżą tutaj benedyktyni z Krakowa. Nieco w tyle za nimi są paulini. Na mocy porozumienia zawartego ze znanym producentem słodyczy, paulini z Jasnej Góry rekomendują klientom przepyszne "Ciasteczka częstochowskie".
Wzór opakowania nie pozostawia cienia złudzeń, że pieczę nad jakością wyrobów sprawują, cieszący się olbrzymim zaufaniem Polaków, zakonnicy w białych habitach. Również mniejsze paulińskie placówki niebawem wystartują ze swoją linią zakonnych wyrobów. - Zawarliśmy porozumienie z miejscową firmą cukierniczą i już niebawem w wielu sklepach będzie można kupić "Ciasteczka leśniowskie". Będziemy gwarantem najwyższej jakości tych wyrobów i jesteśmy przekonani, że znajdą one uznanie wśród licznych pielgrzymów odwiedzających nasze sanktuarium - mówi ojciec Zbigniew Ptak, przeor Klasztoru Ojców Paulinów w Leśniowie koło Żarek.
Do tej pory leśniowski klasztor słynął ze znakomitych pomidorów, które miejscowi lekarze zalecają nawet alergikom. Niestety, zbyt mały areał i brak rąk do pracy nie pozwalają paulinom na rozwinięcie hodowli tych smacznych warzyw.
Wanda Then
PT