Facebook Google+ Twitter

Powstał trzeci rynek pracy - specjalnie dla praktykantów

Pracodawcy korzystają z sytuacji na rynku pracy - szukają pracowników, którzy sami płacą za to, że mogą pracować.

Minął dopiero tydzień, odkąd dziennik Rzeczpospolita ujawnił, że Andrzej Lepper domaga się podniesienia zasiłku dla bezrobotnych do 800 zł miesięcznie. Nikt się nie oburzył – poza paroma ekonomistami. Nikt nie zażądał postawienia Leppera przed Trybunałem Stanu. Cisza. Pomysł, który musiałby doprowadzić do podwojenia bezrobocia w Polsce, który zatrzymałby nawet najbardziej chętnych do pracy w krzywdzącym dla nich i dla społeczeństwa stanie nicnierobienia i utwierdziłby ich w przekonaniu o własnej nieprzydatności dla społeczeństwa, nie spowodował wybuchu protestu i publicznego gniewu.


Najwyraźniej opinia publiczna już przyzwyczaiła się do masowego bezrobocia. W Niemczech rząd liczył całe lata na niż demograficzny, polski rząd czeka, aż masowa emigracja rozwiąże problem i do tego czasu publicznie załamuje ręce nad rzekomym brakiem patriotyzmu tych, którzy wolą pracować za granicą niż żyć z zasiłku w kraju.

De facto w całej Europie – z wyjątkiem paru krajów o elastycznych rynkach pracy, jak Szwecja, Wielka Brytania i Irlandia – mamy już dwa rynki pracy: Jeden dla tych, którzy pracują naprawdę, drugi dla tych, którym państwo dopłaca, aby nie byli bezrobotni Jest więc praca, która się opłaca i praca, która musi być dotowana: roboty interwencyjne, programy na przekwalifikowanie pracowników, sektory usług publicznych. W Niemczech państwo dopłaca do kosztów pracy, jeśli firma zatrudnia pracowników upośledzonych na rynku pracy z powodu wieku.


W międzyczasie powstał kolejny rynek pracy, trzeci, na którym sami pracownicy dopłacają do swego miejsca pracy, aby móc pracować i nie uchodzić za bezrobotnych. Są to praktykanci. W Niemczech są całe rzesze pracowników, którzy nie mogą znaleźć pracy i tak ratują się od praktyki do praktyki, mając nadzieję, że kiedyś jakaś firma, dla której tak długo pracowali za friko, w końcu ich zatrudni. Firma zaś w ogóle nie ma powodu, aby to robić, bo może zastąpić praktykanta odchodzącego następnym praktykantem. Niektóre instytucje wykluczają nawet własnych praktykantów z rekrutacji na stałe miejsca pracy. Z praktykantami wszystko można robić – tak są zdesperowani, aby nie znaleźć się wśród bezrobotnych. Społeczeństwo już od dawna akceptuje masowe bezrobocie, ale bezrobotnych nie toleruje, choć niewiele brakuje, aby byli w większości wobec pracujących. Niedawno znalazłem ofertę dla praktykantów w Brukseli, w której instytucja rekrutująca nie tylko zastrzegła się, że wyklucza takiego delikwenta z rekrutacji na stałe miejsca pracy, ale też powiadamia, że oczywiście nie płaci za praktykę i nie daje mieszkania. Przy kosztach utrzymania w Brukseli taka praktyka kosztuje praktykanta przynajmniej 600 – 800 euro miesięcznie, nawet jeśli tam wynajmuje tylko łóżko w hotelu robotniczym.


Obywatele starożytnej Grecji korzystali z pracy niewolników, ale samych niewolników nie lubili. Dzisiejsi pracodawcy też nie lubią praktykantów. Nikt ich chyba nie lubi. Do tego wniosku doszedłem analizując ostatnio warunki przyznania stypendiów kilku dużych fundacji. Fundacje te domagają się od kandydatów nie tylko, aby terminowo, rzetelnie i sprawnie studiowali, mieli ponadprzeciętne oceny, ale i angażowali się społecznie. Praktyk jednak nie zalicza się do tego zaangażowania. Kto chce się ubiegać o stypendium, nie tylko musi studiować (i ewentualnie, aby się utrzymać, pracować), ale musi też (częsty wymóg podczas studiów) odbyć praktykę i angażować się społecznie – prawdopodobnie zamiast spać.


Nawet praktyka, a więc darmowa praca, w najbardziej zacnych instytucjach nie kwalifikuje się jako dowód „obywatelskiego zaangażowania.” Na marginesie dodaję, że te fundacje oczywiście też korzystają z darmowej pracy praktykantów. W świetle przepisów tych fundacji nawet darmowa praca dla nich nie kwalifikuje się jako „zaangażowanie społeczne”. Dzięki temu przynajmniej teraz wiem, jak wygląda wzorowy uczestnik „trzeciego rynku pracy”: Studiuje szybko, sprawnie i ma bardzo dobre oceny, po godzinach pracuje, na przykład na drugiej albo trzeciej zmianie, po której – zamiast iść spać – angażuje się w jakiejś partii politycznej albo pracuje za darmo dla Amnesty International albo w miejscowym schronisku dla bezdomnych (tylko, broń Boże, aby tego nie deklarował jako praktykę). Wakacje spędza odbywając kolejne, wymagane przez regulamin studiów, praktyki. Jeśli to robi przez kilka lat, ma szansę ubiegać się o stypendium. Jeśli je dostanie, będzie mógł się nareszcie wyspać.


Kiedy to się skończy? Kiedy zmieni się sytuacja na rynku pracy. Kiedy pracujący i bezrobotni (i oczywiście praktykanci) zbuntują się przeciwko mechanizmom, które wymuszają, aby pracujący zarabiający (tak zwani pracownicy etatowi) musieli oddawać część zarobków, aby bezrobotnym bardziej opłacało się być bezrobotnym niż pracować i że pracujący niezarabiający (tak zwani praktykanci) dopłacali do pracujących zarabiających, aby nie uchodzić za bezrobotnych.

Klaus Bachmann

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Ciekawy tekst. Możnaby jeszcze zadać pytanie: kiedy pracodawcom obniży się koszty pracy, a ludziom (do diaska, nie tylko młodym!) ułatwi się zakładanie własnego biznesu, no i obniży podatki, żeby w kieszeni wreszcie coś zostawało.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.