Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10669 miejsce

Powstał z popiołów niczym feniks. Drugie życie polskiego florecisty

Niepoprawny optymista, mimo podwójnego dramatu. Zapomniany florecista, któremu choroba odebrała niemal wszystko. Jeszcze wczoraj był niczym "worek leżący bezwładnie w łóżku", a dziś jest aktywnym sportowcem, medalistą, szermierzem walczącym na wózku. Całości dopełnia jego niesamowita osobowość, siła charakteru i wola walki. Bo chcieć, to znaczy móc, a Jacek Gaworski jest tego najlepszym dowodem.

Jacek Gaworski, po zdobyciu dwóch medali podczas mistrzostw świata w szermierce na wózkach w miejscowości Eger na Węgrzech, Fot. Marcin P. Wrona / Fot. Marcin P. WronaMarcin P. Wrona: Czytałem Twojego bloga i znam Twoją historię. Mogę stwierdzić, że jest to Twoje drugie życie szermierza. Rzeczywiście szermierka na wózkach jest Twoim odrodzeniem?
Jacek Gaworski: Przyznam szczerze, że nigdy nie widziałem siebie w takiej roli, a już na pewno nie wtedy, kiedy byłem zdrowym szermierzem. Nigdy nie myślałem, że życie pokieruje mnie w stronę sportu dla osób niepełnosprawnych, aczkolwiek z czasem doszedłem do wniosku, że jest to sport taki sam jaki uprawiałem wcześniej. Poprzez to, że mam zdrowotną możliwość uprawiania sportu na nowo, jak gdyby odrodziłem się drugi raz. Nauczyłem się, że nigdy w życiu nie można powiedzieć nigdy, albo że coś się nie stanie. Do niedawna nie myślałem, że będę miał możliwość wzięcia floretu do ręki i skrzyżowania go z przeciwnikiem. Teraz okazało się, że jest to możliwe i robię drobne kroczki do przodu z jakimiś konkretnymi wynikami.

Można Cię porównać do mitycznego feniksa. Odrodziłeś się z popiołów.
(śmiech) To jest troszeczkę wygórowane porównanie, aczkolwiek do takiego małego feniksa można by mnie porównać.

Prowadzisz podwójną walkę. Zmagasz się nie tylko z przeciwnikami na platformach, ale również w życiu. Walczysz z chorobą, a właściwie z chorobami...
Moim pierwszym przeciwnikiem było stwardnienie rozsiane. Ono cały czas jest, jednak ze stwardnieniem jakoś sobie dałem radę. No może tak nie do końca sam, bo pomogło mi w dużej mierze społeczeństwo, wyciągnęło do mnie pomocną dłoń. Na chwilę obecną postęp mojej choroby został powstrzymany. Na dzień dzisiejszy nie ma leków, które by całkowicie wyeliminowały chorobę, ale są leki spowalniające, które działają, na co jestem najlepszym dowodem - mogę wypowiadać się spokojnie i mogę uprawiać sport. W najmniej spodziewanym momencie, kiedy byłem już przekonany, że poukładałem sobie wszystko w życiu, uaktywniła się w ukryciu druga choroba - nowotwór rdzenia kręgowego. Powtórzyła się ta sama sytuacja, co ze stwardnieniem rozsianym.

Plakaty fundacji "Pomóż walczyć o życie", Fot. Augusto Bizzi / Fot. Fundacja Pomóż walczyć o życie / Fot. Augusto BizziTerapia i lekarstwa na pewno pochłaniają ogromną ilość pieniędzy. Jak radzisz sobie finansowo?
Od diagnozy do momentu leczenia pojawiło się jedno wielkie pytanie - pieniądze. Okazało się, że polski system lecznictwa nie jest w stanie mi w żaden sposób pomóc. Po raz kolejny pozostałem sam z problemem, zresztą jak większość osób chorych i na stwardnienie rozsiane i na choroby nowotworowe. I to jest w tym systemie najgorsze, szczególnie, że nie tylko uprawiałem sport, ale jeszcze normalnie pracowałem i odprowadzałem składki na ubezpieczenie. Państwo inkasując jakieś pieniądze podpisało ze mną, jak gdyby kontrakt - w teorii powinno to wyglądać w ten sposób, że jeżeli kiedyś zachoruję, to państwo mi pomoże, jednak tak się nie stało. Miesięczna terapia na stwardnienie rozsiane kosztuje jakieś 8-8,5 tysiąca złotych. Nowotwór mogę zoperować w Niemczech, bo w Polsce nikt się tego nie chce podjąć, ale niestety kosztuje to 20 tysięcy euro.

Czyli jest szansa, żeby wszystko wróciło do normy i normalności?
Szansa jest zawsze. Światełko nadal się pali, pozostaje jednak nadal problem z finansami.

Ale wierzysz w to, że się uda?
Ja to wiem, ja wewnętrznie to czuje, a po tym co przeżyłem ze stwardnieniem rozsianym wiem, że dam radę, i że jest to walka do wygrania.

Towarzyszy Ci straszny pech.
Powtarzam sobie w ostatnim czasie, że jak spaść, to z dużego konia. Już raz spadłem, jednak pozbierałem się dzięki wsparciu - szczególnie mojej żony i córki. Wielu chorych nie może liczyć na takie wsparcie, bo często jest tak, że ukochana osoba nie potrafi poradzić sobie z tym wszystkim i odchodzi od człowieka dotkniętego chorobą.

Co jest dla Ciebie największą motywacją, żeby pochwycić za broń, żeby walczyć i uprawiać szermierkę?
Jeżeli dzisiaj nie pójdę na trening, lub dzisiaj nie pojadę na zawody, to mogę nie mieć takiej szansy na następny dzień i to jest moja największa motywacja. Staram się żyć dniem codziennym i cieszę się z niego - nie użalam się, że mogłem go przeżyć jakoś inaczej. Po prostu biorę z życia, co najlepsze.

Jacek Gaworski (pierwszy z lewej) podczas dekoracji w mieście Eger, Fot. Marcin P. Wrona / Fot. Marcin P. WronaMogę zaryzykować stwierdzenie, że medalem jest dla Ciebie każdy dzień? Chodzi o coś więcej niż tylko o kawałek metalu?
Sportową stronę życia już przeżyłem. Zdobyłem sporo medali, mam na koncie sporo osiągnięć i sukcesów, także od tej strony jestem już zaspokojony. Teraz interesuje mnie radość z życia, a jak wyniknie z tego coś więcej - jakiś medal sportowy, to jest to nagroda nie tylko dla mnie, ale również dla wszystkich ludzi, którzy mi pomagają.

Byłeś kiedyś florecistą, a właściwie jesteś nim nadal, czyli nic się nie zmieniło. Jak trafiłeś do Integracyjnego Klubu Sportowego IKS AWF? Jakie były twoje początki?
W zeszłym roku zaproponowano mi występ na mistrzostwach Polski w szermierce na wózkach w Warszawie. Obawiałem się, że nie dam sobie rady, bo od dawna nie trenowałem i odzwyczaiłem się od wysiłku fizycznego, jednak wszystkie techniczne aspekty szermiercze miałem w jednym palcu. Nie było żadnego musu i żadnej presji. Powiedziano mi, że jeżeli coś nie wyjdzie, albo nie będę na siłach, to będę mógł się w każdej chwili wycofać. W rezultacie moje wysiłki zaowocowały, bo wygrałem kilka walk, przez co IKS zainteresował się współpracą ze mną, a jest to przecież jedyny klub w Polsce, który prowadzi tak szeroką działalność w szermierce na wózkach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Panie Jacku Chapeau bas!
Jest Pan prawdziwym Wojownikiem Światła!
Świetny artykuł Panie Marcinie gratuluje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Michale jeżeli tylko znajdzie się miejsce, to będę zaszczycony.

Dziękuję za ciepłe słowa :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Super artykuł:) Gratulacje wyników i oby tak dalej:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

,,Jedni piszą daleko piękniej,
niż żyć umieją,
inni żyją daleko piękniej,
niżby to najsławniejszy autor opisać potrafił.,,

Narcyza Żmichowska
Bohater wywiadu to Wspaniały Człowiek ,który moze byc przykladem dla innych .Swietny wywiad.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Znakomity materiał Marcinie. Mam nadzieję, że znajdzie miejsce i w jakimś naszym wydaniu printowym...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pięknie dziękuję za komentarz :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wspaniały wywiad z niezwykłym człowiekiem ! Gratuluję obu Panom.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.