Leń, nieuk, leser - tak mówi się o uczniach, którym przyszło powtarzać klasę. W innych krajach ta "metoda" już dawno została zniesiona. Czy nie należałoby pójść tą samą drogą?
Jako, że nieuchronnie zbliża się koniec roku i z ust uczniów pada przeważnie jedną pytanie: zdajesz? Chciałbym poruszyć temat, który budzi często kontrowersje mianowicie powtarzanie klasy przez ucznia, który otrzymał ocenę niedostateczną na koniec roku. Czy rzeczywiście jest to dobry sposób postępowania z uczniem? Osobiście uważam, iż jest to najgorsze możliwe wyjście. Zapytacie dlaczego? Otóż jaki ma sens zmuszanie ucznia do powtarzania całego materiału z każdego przedmiotu, skoro nie udało mu się osiągnąć odpowiedniego poziomu wiedzy, by dostać promocje do następnej klasy tylko z jednego czy dwóch przedmiotów. Pod względem dydaktycznym nie ma to najmniejszego sensu. Bowiem uczenie od nowa czegoś co już się umie jest niepotrzebne. Tracimy tylko cenny czas. Nie tylko nie rozwijamy się, ale wręcz cofamy się intelektualnie.
To tylko skutki edukacyjne. O wiele większe spustoszenie wywołają skutki związane z nowym środowiskiem jakim niewątpliwie będzie nowa klasa. Uczeń powtarzający klasę trafi w zupełnie obce dla siebie miejsce. Nikogo nie będzie znał. A co gorsze zostanie mu przydzielona etykieta „nieuka”. Jak ktoś taki może się odnaleźć w nowym środowisku społecznym (klasa w moim przekonaniu jest takim środowiskiem)?
Sytuacja ta nie zakończy się jednak wraz ze skończeniem szkoły. Będzie ciągnąć się za nim już przez całe życie. Jeśli pójdzie dalej do szkoły to będzie wiele sytuacji gdzie będzie musiał podać wiek (osiemnastka, urodziny, wypełnianie kwestionariuszy). W końcu wyda się, że osoba jest starsza i padnie to pytanie dlaczego. Zwykle wtedy pada jeszcze pytanie: chodziłeś/aś do technikum? Odpowiedź przecząca od razu wywołuje różne reakcje, zwykle niestety negatywne (śmiech graniczący nierzadko z drwiną). Bowiem uczniom od razu na myśl przychodzi tylko jedna odpowiedz (nie zdał). I dla tego ucznia uruchamia się cała machina upokorzeń. A może to, że nie zdał nie wynikało z lenistwa, lecz inne czynniki odegrały tutaj kluczową rolę. Ktoś był w domu chory i dziecko musiało przejąć obowiązki domowe. Wariantów można by mnożyć bez końca co mija się z celem. Chodzi o to by wywołać zadumę nad problemem: Czy należy traktować wszystkich jednakowo? Oczywiście ktoś powie, że w trudnych sytuacjach nauczyciele zwykle traktują ulgowo ucznia. Jednak nie jest to regułą i nauczyciel może gdy są podstawy takiego ucznia przysłowiowo „uwalić”. Choć nie była to wina ucznia lecz czynników zewnętrznych to i tak otoczenie pomyśli swoje i powie utarte: winny się tylko tłumaczy.
Przeglądając w internecie wypowiedzi uczniów, którzy musieli powtarzać klasę można dostrzegłem, że dla nich jest to horror, coś z czym niewiele osób może sobie poradzić (jeśli jest to w ogóle możliwe?). Depresja, załamanie nerwowe a nawet myśli samobójcze– to wszystko dzieje się w ich głowie. Chciałbym teraz przytoczyć wypowiedzi dwójki uczniów, którzy musieli przez to przejść. Pierwszy tekst zwraca uwagę na to, iż nauczyciele nie zawsze są obiektywni podczas egzaminów warunkowych. Drugi natomiast pokazuję sytuacje w której czynniki zewnętrzne przyczyniły się do kłopotów z ocenami. Pierwsza wypowiedz jest uczennicy liceum, która nie poradziła sobie z językiem polskim w pierwszej klasie i musiała podejść do egzaminu komisyjnego. Niestety, nie zdała go, choć uważa, że były realne szanse na to, żeby otrzymała promocję.
"Kobieta w komisji, która mnie nie uczyła, była za mną. Chciała mnie przepuścić... Ale moja nauczycielka od polskiego postawiła na swoim. Wypracowanie poszło mi w miarę; napisałam dużo, lecz okazało się, że miałam też sporo błędów... Podczas egzaminu ustnego odpowiedziałam na trzy pytania, w tym na jedno nie w pełni. Uważam, że powinnam zaliczyć na tę dwóję... Gdy zostałam zawołana po naradzie i panie ogłosiły, że nie zdałam, zauważyłam uśmiech na twarzy mojej nauczycielki..."
Dalej już opisuje to co się działo później po „wyroku”:
"Z tego wszystkiego nie mogłam płakać, myślałam, że zemdleję. Pot mnie oblał, nie pomogły nawet błagania. Chciałam popełnić samobójstwo. Zawiodłam rodziców i straciłam cały rok. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, nigdy nie byłam nawet zagrożona, a co dopiero egzamin komisyjny... Nie mogłam spać, jeść, czułam się fatalnie i cały czas płakałam. To był koszmar. Nie życzę tego nikomu."
„Wyrok” usłyszała również Kasia, która nie zdała w drugiej klasie liceum. Na koniec roku miała trzy oceny niedostateczne.
"Czułam się okropnie, zwłaszcza że mama wydała mnóstwo pieniędzy na moje korepetycje
z matematyki. I mimo to zawaliłam, wszystko zniszczyłam. Najgorsze jest to, że mój tata przez cały rok nie miał pojęcia, jak szło mi w szkole, niczego się nie spodziewał. Mama mnie kryła, nie pokazywałyśmy mu ocen, a ja obiecywałam w zamian, że poprawię się w nauce. Mówiłam tak ze strachu i godziłam się na to, bo mój ojciec jest bardzo wybuchowy, wiele razy mnie bił."
Jak zatem wyjść z tej sytuacji. W moim przekonaniu dobrym wyjściem byłoby pozwolić przejść uczniowi z oceną niedostateczną (nawet z ocenami) przejść do następnej klasy. Warunkiem jednak ukończenia szkoły i otrzymania świadectwa potwierdzającego, a także dopuszczenia do matury w przypadku szkół kończących się maturą, powinno być zaliczenie tego przedmiotu przed planowanym zakończeniem edukacji. Ktoś powie, że przecież jest możliwość warunkowego zdawania przedmiotu w wakacje. Jednak to też jest narzucanie terminu uczniowi. Może mu ten termin nie pasować również z przyczyn niezależnych od niego. Mogą teraz paść zarzuty, iż wszystkie te zmiany sprawiłyby, że uczniowie wiedząc, iż nie grozi im powtarzanie klasy jeszcze bardziej odpuszczą naukę. Rzeczywiście na początku mogłoby tak być. Myślę jednak, że w dłuższej perspektywie przyniosłoby to pozytywne skutki. Bez dyplomu tak naprawdę nie będziemy absolwentami szkoły, nie pójdziemy na studia. A i o prace będzie tak samo ciężko jakbyśmy skończyli tylko podstawówkę. Uczniowie zatem z czasem traktowaliby te sytuacje poważnie uczyli się by zaliczyć brakujące przedmioty aby otrzymać świadectwo.
Celem tego tekstu nie jest oczywiście podanie gotowego rozwiązania problemu, gdyż wymaga on głębszej analizy. Raczej chodziło mi o to być choć kilka osób, które przeczyta ten tekst, przez chwile zastanowiło się czy może istnieje inne wyjście niż tylko zostawianie uczniów na kolejny rok. Rok, który już nigdy nie powróci. A przecież te młodzieńcze lata są najcenniejsze.
Cytaty pochodzą ze strony: www.kafeteria.pl