Facebook Google+ Twitter

Powyborcze przemyślenia

Najniższa w historii frekwencja w wyborach do PE wcale mnie nie dziwi. Bardzo dużym zaskoczeniem dla mnie byłaby bardzo wysoka frekwencja.

Tomasz Sierpiński pisze o najniższej frekwencji w wyborach do europarlamentu ("Najniższa frekwencja w historii wyborów do Parlamentu Europejskiego!"). Teraz pewnie wszyscy europolitycy (i nie tylko...) rozpoczną dyskusję nad potrzebą ogólnoeuropejskiej akcji informacyjnej, czym właściwie jest Parlament Europejski. Tyle, że na dyskusji pewnie się skończy, bo po pierwsze, PE nie ma za dużo uprawnień (Uprawnienia PE, dla porównania, uprawnienia Komisji Europejskiej - Uprawnienia KE).

Drugą kwestią jest to, że politykom nie zależy na wysokiej frekwencji. Na wysokiej frekwencji wśród swoich zwolenników jak najbardziej, ale już na wysokiej frekwencji wśród całego narodu - na pewno nie. Przy frekwencji ok. 28 proc., Platforma uzyskała ok. 43 proc. (według nieoficjalnych wyników). Czyli tak naprawdę na PO zagłosowało nieco ponad 12 proc. Polaków. Tylko tylu wystarczyło, by wygrać wybory. Im wyższa byłaby frekwencja, tym większą liczbę Polaków należałoby przekonać do swoich kandydatów, a to wiązałoby się z większymi nakładami na kampanię wyborczą. Wysoka frekwencja to także duże ryzyko, że przeciwnik przekona większą liczbę potencjalnych wyborców niż my.

Póki co w Polsce wybory wygrywa partia, która ma bardziej zdyscyplinowany elektorat. Polska kampania wyborcza nie jest nastawiona na niezdecydowanych. Polska kampania stawia sobie za cel, aby przekonać zwolenników swojej partii do pójścia do wyborów. Dopóki tak będzie, nie mamy co liczyć na wysoką frekwencję.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.