Facebook Google+ Twitter

Poza zasięgiem!?

Wojciech Kilar, zapytany kiedyś przez dziennikarza o receptę na światowy sukces, powiedział: Trzeba usiąść i czekać na telefon od Francisa Forda Coppoli. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby Kilar nie podniósł wtedy telefonu.

Życie z telefonem nie jest nudne. Dryń, dryń. "Czy to jest komórka pana posła Cymańskiego" - słyszę kilka razy w miesiącu. Bynajmniej, odpowiadam, i z niepokojem patrzę w lustro, żeby sprawdzić, dlaczego nas mylą. Dryń, dryń. "Cześć Krystyna, co słychać", A przy okazji, jakby mimochodem: "Możesz dać mi komórkę do...". Pik, pik. To SMS: "Informuję, że od dzisiaj mam nowy numer telefonu 123456 Dolores Pieluszka." Kto to u licha? Szukam w pamięci. Na próżno.

Niedawno na amerykańskim rynku ukazał się nowy obiekt pożądania, czyli telefon komórkowy iPhone. Telefon może się łączyć z internetem, robić zdjęcia, pozwala słuchać muzyki, oglądać filmy. Urządzenie nie ma klawiatury, działa na dotyk palca, nie potrzeba nawet tradycyjnego rysika. Po wspaniałe dobro ustawiły się za Atlantykiem kolejki. Niejaki Greg Packer, pierwszy w kolejce do sklepu w Nowym Jorku, czekał na iPhone'a od poniedziałku rano do piątku wieczorem, jakieś 100 godzin!

Myśmy już to brali, myślimy z wyższością. Co prawda staliśmy po rosołowe, żelazko i wczasy w Rolbiku nad Zbrzycą, ale idea jest ta sama. Być może Amerykanie zechcą skorzystać z naszych doświadczeń. Możemy im podpowiedzieć, jak się zapoznać ze sprzedawcą, ustawiać w ogonku naprzemiennie, założyć komitet kolejkowy i tak dalej.

Wrzawa wokół pojawienia się gadżetu była tak duża, że wywołała powszechną wesołość i zdrowy śmiech. W amerykańskim tygodniku "Time" zaprezentowano przyszłą wersję iPhone'a dla tych, którzy nie załapali się na pierwszą generację. Według redakcji produkt nie tylko będzie można uruchamiać za pomocą palców u nogi (klawisze zostaną zainstalowane w plażowych klapkach), ale też nowy model będzie oferował tak pożyteczne funkcje, jak kontrola mediów, sterowanie pogodą, teleportacja oraz będzie wyposażony w przyciski "wzbogać się" i "iGod", czyli bezpośrednie połączenie z Panem Bogiem.

Zapewne wizja "Time'a" brzmi satyrycznie, ale nie takie dowcipy wynalazcy traktowali poważnie. Przecież sama komórka wydawała się niegdyś domeną literatury science fiction. Kilkanaście lat temu ze zdziwieniem patrzyliśmy na człowieka gadającego do siebie i wymachującego rękami. Drwiące uśmiechy plażowiczów wywoływały ciężkie komórki zawieszane dla szpanu na lekkich parawanach. Dzisiaj taki widok nie wzrusza: prawie wszyscy mają komórki.

Pudełeczko schowa się do kieszeni, w ucho wepnie klips i już można rozmawiać. Może jeszcze nie z Panem Bogiem, ale z każdym mieszkańcem kosmosu, który zechce nas słuchać. Nikt też nie reaguje na dźwięki dochodzące z damskiej torebki (nawet tej podrabianej), ani spod marynarki (markowej). Żadne tam dryń, dryń, ale co najmniej koncert na elektroniczne dzwonki. Szanujący się abonent meloman nie zadowala się jednym utworem. Dzwoni misiaczek - motyw z "Love story", teściowa - grają werble, szef - lance do boju, szable w dłoń, przyjaciółka od serca - dźwięk ostrzega: odbierz albo ugotuj obiad, wybór należy do ciebie.

Są tacy, którzy z zasady nie przyjmują rozmów anonsowanych jako połączenie z numerem prywatnym. Wyznają zasadę: chcesz rozmawiać, to się ujawnij. Zasieki przed niechcianymi rozmówcami doprowadziły z kolei do rozwinięcia komórkowej subkultury towarzyskiej. Jej bohaterami są ci, którzy znają numer komórki do wpływowego polityka, cenionego artysty, dysponenta biletów na mecze Ligi Światowej albo innego dobra. Rankingi znajomych układa się według kryterium komórkowego. Awans na liście zapewnia znajomość kogoś, kto sam ma dostęp albo zna kogoś innego, który wie, do kogo zadzwonić, aby uzyskać numer telefonu komórkowego aktualnego VIP-a. Papierowe i elektroniczne notesy pełne tajnych zazwyczaj telefonów komórkowych są dziś w cenie. Znam dyrektorów, prezesów i ministrów, który hojną ręką rozdają swoje numery komórek, chociaż wiedzą, że nigdy ich nie odbiorą. Wiele obsługuje wyłącznie automatyczna sekretarka, inne są zawsze poza zasięgiem.

Wojciech Kilar, zapytany kiedyś przez dziennikarza o receptę na światowy sukces, powiedział: Trzeba usiąść i czekać na telefon od Francisa Forda Coppoli. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby Kilar nie podniósł wtedy telefonu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

To sztuka napisać o czymś zwykłym i codziennym w sposób ultraciekawy - tu mamy tego przykład. Samo się czyta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.