Na Śląsku cztery osoby zginęły od zaczadzenia w dwóch porannych pożarach.
W Siemianowicach Śląskich kobieta, która przyszła do swoich rodziców zauważyła, że w jednym z pokoi tli się ogień i unosi się dym. Natychmiast wezwała straż pożarną i pogotowie. Kiedy służby ratownicze przyjechały na miejsce 73-letni mężczyzna już nie żył. Mimo 40-minutowej reanimacji nie udało się także uratować 73-letniej kobiety. Ogień był na tyle mały, że dym nie wydostawał się na zewnątrz przez co nikt nie wiedział o dramacie jaki rozgrywał się w mieszkaniu.
Do kolejnej tragedii doszło w Sławkowie, gdzie 72-letnia kobieta i jej syn zatruli się spalinami z agregatu prądotwórczego. Na miejscu jest policja i prokuratura.