Facebook Google+ Twitter

Pozdrowienia z emigracji, czyli „Po co nam te obcokrajowce?!” (2)

W ostatnich dniach znowu było głośno o Auschwitz, tym razem za sprawą 71-rocznicy wyzwolenia tego obozu zagłady. Z doświadczenia wiem, że historia nie tylko lubi się powtarzać, ale się powtarza i tak pojawia mi się makabryczny obraz Polski.

Płonie Sylwestrowych korków szampańskich już nie słychać, w internetowych nagonkach na Uchodźców zadomowił chaos i „hejt”, choć zgwałconych setek kobiet okazało się jednak nie być. Były za to setki zgłoszeń kradzieży „na wydrę”, są setki nachalnie obmacanych kobiet, jest złość, współczucie ofiarom, ale przede wszystkim i nade wszystko zawisła coraz szerzej jątrzona nienawiść do Uchodźców z regionów objętych wojną i biedą.

Policyjne śledztwa co prawda jeszcze nie wszędzie ukończone, ale wiadomo już dzisiaj, że po nocy sylwestrowej w samej Kolonii zgłoszono ponad 500 deliktów kradzieży, które odbyły się według sposobu opisanego w części pierwszej (nachalne, seksystyczne obmacywanie kobiet, by odwrócić uwagę od samej kradzieży „kieszonkowej”). Nie były to zatem „brutalne gwałty”, choć po dziś dzień polskie masmedia nadal tak opisują sylwestrowe incydenty, a i w komentarzach widzów i czytelników, jak echo „gwałty na naszych kobietach” topują wszystko inne. Wyzwisk na tzw. azylantów nie będę tutaj cytował; wstyd mi za polską brać i nie wiem, do jakiego sortu zaliczyć takich rodaków. Wiem jedynie, że poprzez wszechobecną w Polsce zaściankowość, zadarty do samego nieba nos, nieobeznanie z innymi nacjami, jak i amoralną upartość w odrzucaniu wszystkiego co obce (oprócz twardej waluty, oczywiście), przykładają się oni bezmyślnie do nadciągającej wielkimi krokami destabilizacji Europy i w konsekwencji faktycznej wojny, bo na problem teraźniejszej wędrówki wygnanych i uciekających przed terrorem potrzebne są rozwiązania dla tych w większości szukających godnego życia w pokoju ludzi, a nie podziały i nienawiść, bo to obusieczna broń.

Katolicki kler od 1050 lat dopina swego, manipuluje polskimi „parafianami” i osiąga kolejny szczyt twierdząc, że od dawna stosunki państwa polskiego z kościołem nie były tak dobre, jak teraz. Nota bene polecam sprawdzić w słownikach, co słowo „parafianin” tak naprawdę oznacza, bo Polacy niby nie gęsi... „Parafianin” to człowiek zacofany, bez ogłady i wykształcenia, ograniczony, prowincjonalny i zaściankowy - ciemna masa, jak zwykło się potocznie mówić i tak traktowany jest przez kler. Ten oficjalnie już i z butami wtargnął na łamy i ekrany polskich mediów, nadając coś o wartościach chrześcijańskich w kraju, w którym kobieta, jak wszędzie w patriarchacie, niewiele ma do powiedzenia i z definicji nie będzie miała, póki akceptujemy tak (religijnie) skonstruowany „system wartości”.

Kropidła wydają się być już rozgrzane do czerwoności, co było widać na Jasnej Górze przy „święceniu” tłumnie zebranych „kibiców”, czekają na wyświęcanie bojówek, armat, czołgów i wszystkiego tego, co nam po praktycznie zdemontowanej armii pozostało, by – jak w przeszłości już było - morowo pchać mięso armatnie do przeznaczonego celu: siania strachu, nienawiści, przemocy i gwałtu na ludziach tak samo wmanewrowanych w wojnę, jak my... Ale to w Polsce jeszcze niestety na małą skalę zauważany szczegół, wróćmy więc do nieszczęsnych Uchodźców.

Komunikatów dementujących wcześniej opublikowane doniesienia o wspomnianych rzekomych gwałtach w Kolonii pojawiło się, jak grzybów po deszczu. Jednego dnia ludzie demonstrują rozwścieczeni, bo „azylanci zgwałcili nam 13-letnie dziecko”, informacja ta jak salwa z broni maszynowej dominuje na poratalach społecznościowych i powielana jest tysiące razy, po czym okazuje się, że wszystko było sfingowane przez rodzinę rosyjskich imigrantów mieszkających już od dłuższego czasu w Berlinie. Policja dementuje to co prawda, wskazuje powiązania owej rodziny z nazistowską NPD (Narodowodemokratyczna Partia Niemiec), ale kto tego słucha, skoro w sieci pojawił się inny propagowany na Facebooku materiał rzekomego policjanta, jakoby jego zwierzchnicy i tak kłamią. „Hejterzy” zażarcie i bez przerwy postują nadal informacje o „masowych gwałtach” i „inwazji moslemów”, skrajnie prawicowa partia AfD (Alternative für Deutschland) zaciera ręce i cieszy się z możliwości podebrania elektoratu rządzącej koalicji CDU/CSU.

- To ewidentnie wygląda na jakieś działania zamierzone, to nie jest przypadek – twierdzi prof. Rafał Ożarowski, politolog Uniwersytetu Gdańskiego i nie jest on odosobniony w tej opinii. - Wygląda to na zaplanowaną akcję przez jakieś środowiska, które być może opłacają różnych emigrantów, którzy już tu przybyli wcześniej” – dodaje.

Tak masywnej manipulacji, uprawianej przez siły skrajnie nacjonalistyczne i im podobne, Niemcy już doświadczały na krótko przed wybuchem II Wojny Światowej. Dzisiaj znowu korzysta się ze starych i wypróbowanych patentów: wyłapuje się i za niewielką opłatą werbuje kręcących się po ulicach rzezimieszków do prowokowania zadym ulicznych, a jak szybko prowokatorzy mogą zamienić podekscytowane zbiorowisko ludzi w zamieszki uliczne – nie muszę chyba wyjaśniać?

Dzisiejsi azylanci w najdelikatniejszych wpisach nazywani są bydłem, ośrodki dla uchodźców płoną coraz częściej, politycy niemieccy za bądź co bądź chrześcijańskie otwarcie i humanitarne podejście wobec setek tysięcy przybywających kolejnych Uchodźców (i tych prawdziwych, i rzezimieszków, bo weryfikacja jest przy takim przypływie niezmiernie utrudniona) nazywani są zdrajcami.

Kampania nienawiści więc trwa, a mnie dech zapiera, kiedy z kraju, który sam już nie raz zdany był (i wciąż jeszcze dla trzech milionów polskich migrantów jest!) na solidarność i otwarte serca innych narodów płynie niepohamowany wstręt i prymitywna nienawiść do Obcych z sugestią, że... „asfalt ma swoje miejsce”. I z pewnością błogosławieństwem teraźniejszości jest to, że każdy może skorzystać z prawa wypowiedzi, niesmakiem jednak kończy się spostrzeżenie, w jaki sposób prawo to jest wykorzystywane na codzień. Niemiecki krytyk mediów, Hans Haff trafnie wyjaśnia:

- Nic w tym złego, że dzisiaj każdy głupiec może wypowiadać się publicznie. Jest to dobre dla demokracji. Złe w tym wszystkim jest to, że każdy głupiec brany jest poważnie i dochodzi do tego, jakby każda, choćby najbardziej zawiła teoria, była warta odnotowania.”

Cdn.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.