Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

179656 miejsce

Pożegnania...

Świat umiera, kiedy odchodzą z niego autorzy, do których książek ciągle wracamy, próbując znaleźć jakiś egzystencjalny klucz. Ryszard Kapuściński był jednym z nich.

Wcześniej jednak, kilka miesięcy temu, pożegnał się ze światem Stanisław Lem. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych Stanisław Lem pisał przede wszystkim powieści. „Powrót z gwiazd” był pierwszą, która tak dramatycznie opisała naszą ludzką zależność od czasu. Niewiele za tamtych lat już pamiętam, ale wiem, że to właśnie „Powrót z gwiazd” pozwolił mi, wtedy kilkunastoletniemu chłopcu, pojąć nieprawdopodobną kruchość naszego gatunku.

Był to bez wątpienia jeden z najważniejszych poznawczych wstrząsów, jakie w życiu przeżyłem. I dlatego tomy napisane przez Stanisława Lema zawsze będą stać na honorowym miejscu domowej biblioteki. Sięgałem po nie bardzo często. Tak często, że zmuszony byłem kupować kolejne wydania, na szczęście zawsze dostępne w księgarniach. Papier, niestety, też poddaje się czasowi.

Teraz na półkach stoją, pięknie wydane przez Wydawnictwo Literackie, jego „Dzieła zebrane”. Pokazują, poza pracowitością, nieprawdopodobne filozoficzne pragnienie, by w imieniu wszystkich ludzi, chociaż bez ich wyraźnego przyzwolenia, zrozumieć nasz gatunkowy los w rozszerzającym się wszechświecie. Ciągle odnoszę wrażenie, że ten wielki polski pisarz, równie często tłumaczony za granicą, jak Ryszard Kapuściński, zabrał ze sobą na tamten świat jakąś niezwykle ważną tajemnicę. Nie wyjawił jej z jednego tylko powodu. Nie miał pewności, czy ktoś jeszcze chce go tutaj słuchać. Przecież przez tyle lat ostrzegał przed cywilizacyjną katastrofą, wywołaną także, a może nawet przede wszystkim, ograniczoną wyobraźnią i głupotą polityków. Zbyt rzadko oglądają oni nocą gwiazdy, by pojąć, jak ogromną odpowiedzialność wzięli na swoje wątłe barki i jeszcze mniej sprawne intelekty.

Wielu z nas geniusz Stanisława Lema dostrzegło dopiero po jego śmierci. Świadczy o tym wielki rynkowy sukces felietonów publikowanych w „Tygodniku Powszechnym”. Zebrane przez Tomasza Fiałkowskiego w tomie „Rasa drapieżców. Teksty ostatnie” cieszyły się one wielkim powodzeniem. Za późno.
Używając chłodnego, realistycznego języka wielkiego pisarza, można powiedzieć, że ludzka cywilizacja wydała już na siebie wyrok już kilkadziesiąt lat wcześniej, nie słuchając ostrzeżeń ekologów o powolnym, lecz konsekwentnym, i wynikającym z naszego bezgranicznego zadufania, niszczeniu ziemskiej ekosfery. Nie wspominając oczywiście o gatunkowej agresji. Jesteśmy przecież rasą drapieżców.

Profetyzm Ryszarda Kapuścińskiego był inny. Przede wszystkim nie był głoszony tak jawnie, i z tak ogromnym pisarskim temperamentem, jak to robił Stanisław Lem. Trzeba było bardzo uważnie czytać jego książki, by dostrzec, charakterystyczną dla niego, nutę filozoficznego katastrofizmu. Ryszard Kapuściński był człowiekiem i mędrcem niesłychanie powściągliwym. Pisał tak, by czytelnik mógł sam wyciągać wnioski dotyczące natury ludzkiego świata, gubionego przez trwałą niezdolność dostrzegania problemów zasadniczych, a zajmowanie się błahostkami, takimi jak władza nad światem. Obydwu pisarzy łączyło, moim zdaniem, marzenie, byśmy byli zdolni spojrzeć na kulę ziemską z kosmicznej perspektywy. Być może dopiero wtedy zobaczylibyśmy, jak małą planetę zamieszkujemy. I że tylko od nas zależy, czy ją uratujemy.

Ryszard Kapuściński mówił o sobie, że jest tłumaczem kultur. Warto jednak dodać, iż realizując tę misję próbował, przez całe swoje niezwykle pracowite życie, wyjaśniać przedstawicielom kultur ekspansywnych, zaborczych i imperialnych, iż podporządkowując sobie kultury słabsze, niszczą, w konsekwencji, całą ludzką cywilizację. I na nich spadnie ostateczna odpowiedzialność za jej unicestwienie. Chodziło mu też o coś więcej. Starał się przekonać możnych tego świata, by nie dopuszczali do tak wielkich, kulturowych różnic. By zmniejszyli, chociaż trochę, bezmiar codziennego cierpienia, którego doświadczają miliardy ludzi na całym świecie. Powiedzmy otwarcie, nie został zrozumiany. I dlatego należy ciągle wracać do wydanego w poprzednim roku tomu „Ten Inny”. To z pewnością jest jego aksjologiczny testament.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

To wielka dla nas strata, gdy żegnamy mistrzów - nauczycieli pokory, bo nie wiadomo, czy znajdą się naśladowcy.
„…marzenie, byśmy byli zdolni spojrzeć na kulę ziemską z kosmicznej perspektywy” miał także Czesław Miłosz, np. w „Przypowieści o maku”: „Ziemia to ziarnko - naprawdę nie więcej”.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Doskonala charakterystyka obu mistrzow! Za to oczywiscie +. Jestem wielbicielka R.Kapuscinskiego, a ten "Ten Inny" o ktorym Pan wspomina to jedna z moich ulubionych ksiazek-wykladow. Moze dlatego, ze mieszkam zagranica i spotykam sie czasami z niezrozumieniem drugiego czlowieka "Innego", brakiem szacunku do kultur, wyznan i samej istoty ludzkiej. Dziekuje Panie Andrzeju za ten tekst przede wszystkim o Ryszardzie Kapuscinskim...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.