Facebook Google+ Twitter

Pożegnanie z Mongolią

Ostatnie godziny w Mongolii to nerwy z powodu zaginięcia bagażu i zadziwiające problemy z jego odzyskaniem. Na szczęście wszystko kończy się dobrze i przykre wydarzenia nie przesłaniają mi wcześniejszych, niezapomnianych wrażeń.

Step / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Zagzuugiin_amny_shoroon_kherem.jpg GNU Free Documentation LicenseCzas pożegnać się z Mongolią. Umawiam się ze znajomymi, że kupią mi bilet na pociąg do przejścia granicznego z Chinami i idę na obiad. O ustalonej godzinie stawiam się w hotelu. Przed wejściem spotykam jednego z kolegów, który wygląda na zdenerwowanego. Dowiaduję się, ze przez pomyłkę pociąg odjechał wcześniej niż przypuszczaliśmy. Cóż, zdarza się. Tak, tylko, że po serii nieporozumień tym pociągiem jedzie teraz reszta naszej grupy razem z moim plecakiem. Że co? Przecież to… niemożliwe! A jednak… Jestem w Ułan Bator, odgrodzony od domu tysiącami kilometrów stepu i tajgi, i mam ze sobą tylko pieniądze i paszport. Na dodatek zaczyna się ochładzać, a ja jestem ubrany tylko cienką koszulkę.

Bezradność nakazuje mi pochylić kark przed wszechwładnym losem. Pozostaje tylko paść na kolana i skamleć z nadzieją na łaskę. Na szczęście przychodzi otrzeźwienie. Coś mogę przecież zrobić. Wyrywam się z bagna beznadziei i kupuję bilet na jutrzejszy pociąg. Skromny sukces i poczucie, że posunąłem się choć trochę naprzód przywraca mi wiarę w siebie. Sam znów kreuję mój los.

Następnego dnia jesteśmy na dworcu godzinę przed czasem. W końcu pociąg wtacza się na peron. Migają tabliczki z numerami wagonów. 1, 2, 3… Czekamy na numer 15, szykując się na walkę o miejsca siedzące. …12, 13, 17!!!, 18, 19… Zaraz, zaraz, gdzie jest nasz wagon? Zniknął? Pocieszamy się, że może będzie dalej. Nie ma. Biegniemy zdezorientowani do konduktorki wpuszczającej podróżnych do wagonu 13-stego. Spogląda na nasz bilet i każe iść do 17-tego. Tam kierują nas z powrotem do 13-tego. Przecież nie spędzimy całego dnia biegając w poszukiwaniu zaginionego wagonu. W akcie desperacji nacieramy na konduktorkę, która widząc naszą determinację, tym razem kapituluje.

Z ulgą zajmujemy miejsca i rozkładamy bagaże. Radość mija, gdy pojawiają się podróżni, z zarzutem, że zajmujemy ich miejsce. Pokazujemy im swoje bilety, ale słyszymy, że jesteśmy w złym wagonie. Być może, ale to nie nasza wina, ze kasa sprzedaje miejsca w wagonie widmo. Wzywamy konduktorkę, która wertuje bilety i odsyła nas do wagonu…. 17-tego. Sytuacja robi się absurdalna. Im dłużej o niej myślimy tym bardziej czujemy się jak idioci. Niestety nasze siedzenia są zajęte, ale pasażerowie z uśmiechem robią miejsce. Nad ranem, trochę ściśnięci, dojeżdżamy do celu.

Na peronie zaczepia nas kilkunastoletnia dziewczynka, która proponuje transport przez granicę. Zgadzamy się i bierzemy ją jako tłumaczkę do hotelu, gdzie znajomi zostawili mój plecak. Zagadujemy portiera, który robi minę jakbyśmy się go pytali, czy nie ma na przechowaniu bomby. Po głębokim namyśle pozwala mi przeszukać portiernię, ale znajduję tam tylko puste butelki po wodzie. Pytamy się portiera kilkanaście razy, czy w hotelu nie ma jakiegoś specjalnego miejsca na bagaż. W tym czasie mężczyzna patrzy przed siebie nieobecnym wzrokiem i drapie po głowie.

Parlament Mongolii / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Mongolia_Parliament_Building.JPG domena publicznaMam wrażenie, że portier udaje głupka licząc na łapówkę. Próbuję wcisnąć mu pieniądze, ale nie chce ich przyjąć. Dalej biję głowa w mur głupoty oddzielającej mnie od upragnionego plecaka. Po kolejnej porażce mam coraz większą ochotę wyładować się na tępej gębie portiera, który nie może zrozumieć, dlaczego męczymy go pytaniami. Gdy tracę już nadzieję, mężczyzna nagle doznaje olśnienia i zaczyna mnie prowadzić długimi podziemiami. W końcu widzę jakiś pakunek oparty o ścianę. Czy to jest, czy to jest… Tak, to mój plecak! Szczęśliwy, czym prędzej opuszczam hotel i kieruję się na przejście graniczne.

Za chwilę znajdę się w Chinach, więc czas na podsumowanie. Mongolia to dziki, ubogi i zacofany kraj. Ale to właśnie opóźnienie cywilizacyjne jest, oprócz nieskalanej przyrody i malowniczych widoków, istotą jej uroku. Bez niego nie byłoby koczowników i ich chwytającego za serce stylu życia. A tak można się cofnąć tysiąc lat wstecz.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

fajne perypetie xD
Moje podsumowanie : Ciekawa wyprawa, miejscami całkiem ciekawie opisana :D
Podróżuj więcej!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za Mongolię :) Kocham Azję :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja też! Ja też! Też Ci jej zazdroszczę!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • P P
  • 26.02.2008 22:03

zazdroszczę Ci tej Mongolii...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Lubię czytać Twoje wspomnienia z Mongolii, czekam na kolejną wyprawę! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

plus. Czyta się swietnie. Tak, człowiek bez swojego plecaka, na drugim końcu świata, to jest adrenalina! Dobrze, że się znalazł.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zapomniałem dodać, na następną wyprawe wez aparat ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Normalnie jak Harrison Ford w Indiana Jones :] Plus dla podróżnika...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.