Facebook Google+ Twitter

Pozostaje modlitwa! Ostatnia kolejka La Liga

To byłby skandal. Szok, niedowierzanie, nagłówki w stylu "Faktu" po meczu Polska-Ekwador na mundialu 2006. Zalewanie się łzami, przygryzanie wargi, tłuczenie głową w ścianę. W dwóch słowach - football fiction.

To ostatnia okazja, by zastanowić się, czy w hiszpańskim futbolu może jeszcze dojść do przewrotu, o którym mówiono by przez dziesiątki lat. Albo przez całe stulecie! 38. kolejka La Liga: Barcelona jedzie po trzy punkty od Granady, a Real - ze stratą jednego "oczka" - będzie bił się z Deportivo La Coruna.

Karuzela rozpędzona do granic możliwości ma już pierwsze ofiary. Atletico Madryt po morderczych bojach z Barceloną w półfinale Ligi Mistrzów nie sprostało czerwonej latarni ligi - Levante. Ostatnia drużyna tabeli wywinęła figiel na miarę De Graafschap - przedostatni zespół, z którym zremisował Ajax, tracąc tytuł na rzecz PSV.

Skala jest może inna tylko ze względu na to, że kibice "Los Colchoneros" i tak zachowywali zdrowy rozsądek na finiszu rozgrywek, a szampany chłodzą na ewentualny triumf w Lidze Mistrzów. Tym samym, Atletico przestało kogokolwiek interesować w La Liga, bo do końcowego triumfu potrzeba im triumfu nad Celtą i... porażek Realu w La Corunii i Barcelony w Granadzie. Zresztą, "Atleti" swój mecz rozgrywa o 19:30, a do 19:00 wszystko będzie już jasne, bo dwójka rywali skończy do tego czasu swoje zmagania.

Barcelona jest ostatnio jak... a zresztą - wszystko już o niej powiedziano. Patrząc na same rodzime rozgrywki - ciężko opisać traumę, która rozpoczęła się w Gran Derbi z Reaem na Camp Nou. Oddane prowadzenie, przegrana 1:2 i następnie kolejne dwie porażki z Sociedad i Valencią. Rywale przecierali oczy ze zdumienia, nagle "Marca" przestała użalać się nad zmarnowanymi szansami za Rafaela Beniteza, przestała też wywierać dodatkową presję na Zinedine'a Zidane'a. Patrzono raczej jak na światełko w tunelu, które świeci coraz jaśniej. Kiedy Atletico miało tyle samo punktów, co lider, a Real był punkt niżej... przyszedł mecz "Blaugrany" z Deportivo La Coruna zakończony wynikiem 8:0, następnie z sześcioma bramki odprawiła Gijon, potem jeszcze 2:0 z Betisem i na koniec zdeklasowała w derbach Espanyol (5:0).

Luis Suarez bawił się w tych spotkaniach z rywalami jak na dziecięcym klepisku w Urugwaju (zdobył 11 goli), udowadniając, że jest 9-tką numer 1 na świecie, a sępy latające nad zdawałoby się truchłem Dumy Katalonii znów musiały się rozproszyć. Dziś potknięcie z Granadą nie mieści się nikomu w głowie. Szesnasty zespół ligi to dla piłkarzy Luisa Enrique nie powinna być przeszkoda w marszu po mistrzostwo. Tego samego zdania są bukmacherzy - w tym firma Fortuna. Kurs na Barcę to 1.1, a na gospodarzy 26! Nic dziwnego, skoro premia dla zawodników z Camp Nou ma wynieść aż 18 milionów euro... A propos pieniędzy, niemiecki transfermarkt.de ciekawie porównuje wartość rynkową piłkarzy obu ekip. Granada - 60,7 mln euro. Barcelona? Miażdżące 693 miliony! Kolejny dowód na to, że ekipa lidera (trzymająca miejsce od 11. kolejki!) ma obowiązek dowieźć to do końca.

Jeżeli świętujący w tym tygodniu 32. urodziny Iniesta sięgnie po krajowy tytuł, stanie się trzecim najbardziej utytułowanym piłkarzem w historii całego futbolu. Z 29 tytułami goniłby wówczas Gary'ego Neville'a. Żeby udało mu się dorównać byłemu menadżerowi Valencii, wraz z kolegami musi jeszcze wznieść trofeum po ostatnim gwizdku finału Copa del Rey z Sevillą Krychowiaka. Po tym zostaną przed nim już tylko Vitor Baia (31 tytułów) i Ryan Giggs (36).

Podobnie jak Granady z Barceloną oceniane są szansę ekipy z La Corunii w starciu z Realem. Na "Depor" kurs wynosi 16, a na "Królewskich" 1.16. Zawodnicy „Zizou” stają w ostatnim czasie na głowie – na finiszu walki po mistrzostwo wygrali 11 spotkań ligowych, w dziesięciu z nich strzelając przynajmniej dwa gole. Deportivo przegrywało z kolei u siebie w trzech ostatnich meczach z rzędu, co daje dosyć klarowny obraz tego, co może wydarzyć się na El Riazor.

Francuski trener tym zrywem jego drużyny na koniec sezonu najpewniej zapewni sobie posadę na Bernabeu w przyszłym sezonie - przekonuje "Marca". I to niezależnie od rezultatu w finale Ligi Mistrzów. Najlepsze pióra słynnego dziennika piszą, że liczba "11" tak czy siak jeszcze musi mu w tym sezonie przynieść szczęście. To w końcu 11. trener Florentino Pereza; zaliczył 11 wygranych z rzędu; odrobił 11 punktów do Barcelony w 11 meczach i ma szansę na mistrzostwo. Dla odmiany w Mediolanie powalczy o 11. Puchar Europy dla Realu Madryt.

Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby nie jego rodak - Karim Benzema. Sfrustrowany swoją wyhamowaną karierą reprezentacyjną, strzelał jak na zawołanie, irytując tylko krytyków. W 34 spotkaniach strzelił 28 bramek – o 6 więcej niż w ubiegłej kampanii. Ponadto, dzięki trafieniu z Valencią Benzema może pochwalić się 20 meczami, w których wpisywał się na listę strzelców (18 w La Lidze i 2 w Lidze Mistrzów).

Skazany za korupcję trener Janusz Wójcik mawiał w tzw. sytuacjach stresowych, że tu już nie ma co trenować, a trzeba dzwonić. W kraju w pełni cywilizowanym piłkarsko można dzwonienie zamienić już tylko na modlitwę. To ostatnia nadzieja "Los Blancos", bo Madryt - mimo wielu sportowych argumentów - potrzebuje pomocy niebios przy ewentualnym potknięciu się Barcelony...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.