Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Moje Trzy Grosze > "Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie!"

Pozycja materiału w rankingach:

24828 miejsce

Dział: Moje Trzy Grosze

Ocena: 5pkt

Oceń:

"Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie!"


Jak dzisiaj możemy interpretować słowa Jezusa, odnoszące się do najmłodszych mieszkańców tego świata? "Pozwólcie" znaczy dajcie szansę. Wydaje się, że dzisiaj dzieci są tej możliwości pozbawiane lub same z niej rezygnują.

Warto zastanowić się nad tym, jak bardzo dzisiaj to wezwanie staje się aktualne. W dobie postępu technologicznego często zapominamy o naturalnych potrzebach dzieci. Potrzeba miłości, obecności, ciepła, przyjaźni. Dzisiejszy świat próbuje wskazać ich spełnienie właśnie w efektach szalonego pędu, którego niestety dzieci stały się już integralną częścią. Internet, komunikatory, telefony najnowszej generacji, czy młody człowiek może znaleźć zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb w obrębie technologii? Być może tak wydaje się wielu ludziom, jednak jest to spełnienie pozorne i co gorsze blokujące dążenie do spełnienia kompletnego. Cywilizacja zdaje się być "katalizatorem", który nie dopuszcza młodych do wartości fundamentalnych, określając ich potrzebę jako potrzebę niższego rzędu.

Dzieci zaniedbywane przez rodziców coraz częściej nie umieją wytłumaczyć pojęć abstrakcyjnych, takich jak miłość czy przyjaźń. Uczą się ich poprzez internet czy telewizję, a więc poznają je pośrednio. Rodzice próbują wynagradzać swoją absencję na przedstawieniach czy meczach międzyszkolnych poprzez przekupywanie dzieci telefonami, odtwarzaczami mp3 czy dvd. Przez to dziecko szuka miłości nie w kontakcie z drugim człowiekiem, ale w wyimaginowanym świecie, który to coraz bardziej go pochłania.

Jan Paweł II w swoim Liście do Młodych zwraca uwagę na werset Pisma, w którym to ewangelista pisze o „wzrastaniu” Jezusa w swych latach młodzieńczych. Takie „wzrastanie” powinno być udziałem wszystkich dzieci, jako słusznej drogi przejścia z okresu dziecinnego do adolescencji. Jest to bowiem okres szalenie ważny dla całej późniejszej konstrukcji człowieka. Wartości wyniesione z domu powinny być fundamentem, tworzyć kręgosłup moralny człowieka. Jego rdzeniem powinno być poczucie godności zarówno swoje, jak i każdego innego stworzenia. Rozważając ten temat w kontekście wiary to o sile takiego kręgosłupa właśnie ona może stanowić. Kiedyś znany chrześcijański publicysta Szymon Hołownia mówił w Programie Trzecim Polskiego Radia, że syn jego znajomego nie wie kim jest człowiek wiszący na krzyżu. Znamienna jest także scena z filmu "Supersize me", gdzie to młody chłopiec zapytany kogo widzi na obrazku przedstawiającym Chrystusa odpowiada, że to George Bush.

Nie chodzi tu koniecznie o to, że dzieci te prawdopodobnie do kościoła nie chodzą, ale o niesamowitą arogancje kulturową ich rodziców. Teza, że za kilkaset lat może nie być już Kościoła nie jest do końca bezzasadną. Pomijając nawet negatywny stosunek do wiary, to przecież wartości promowane przez chrześcijaństwo powinny stanowić fundament dla każdego człowieka. Miłość, wierność, pokora, to wartości jakim powinniśmy hołdować niezależnie od wyznania czy poglądów.

Świat zagłusza wołanie o szansę dla dzieci, aby mogły rzeczywiście „wzrastać” w otoczeniu miłości i ciepła. Ciepła matczynej ręki, a nie rozgrzanego kineskopu komputera i miłości ojcowskiej, a nie miłości sprowadzonej do aktu seksualnego w wytwórniach filmowych. Nawet jeśli już rodzice starają się, aby rzeczywiście takie „wzrastanie” stało się udziałem ich pociech, to często środowisko szkolne te dzieci nastawia negatywnie wobec wpajanych w domu wartości. Dzisiaj wstydliwym jest przyznanie się do wieczornej modlitwy w gronie rodzinnym czy chodzenie na zajęcia katechezy (ich poziom to odrębny temat). Inna sprawa, że instytucje, które powinny wspomagać w odpowiednim wychowaniu dzieci (państwo, Kościół) ze swoich obowiązków wywiązują się różnie. Pięknie o dzieciach, w kontekście sprawowanych przez siebie liturgii mówił ks. Tischner, którego cytuje Marcin Jakimowicz w swoim tekście pt. "Intruz czy aniołek" : „Akceptowałem dzieci takimi, jakie były. Dziecko wchodziło na ołtarz, szarpało mnie za ornat i pytało, co tam jest. Brałem je wtedy na ręce i pokazywałem, co jest w tabernakulum. Uważałem, że zachowań rytualnych będzie się uczyć z biegiem czasu, spontanicznie. A jeśli jakieś dziecko nie umiało się zachować, to brałem je, aby mi pomagało. Na przykład, kiedy czytałem Ewangelię, to prosiłem, żeby mi przytrzymało lekcjonarz. Prosiłem o przeczytanie któregoś z ogłoszeń. Ono się czuło dumne, a ludzie uważniej słuchali ogłoszenia, bo jak ja czytam, to nikt nie słucha” . Kościół jako instytucja mająca wspierać rodziny w wychowywaniu swoich dzieci, powinien właśnie objawiać się dzieciom jako bezpieczny, dobry, godny zaufania. Najbardziej smutne jest właśnie to kiedy ludzie mający za obowiązek pomoc dzieciom w odpowiednim rozwoju, niszczą ich i dają okazję do ataków na całe środowisko, całą społeczność. Wszyscy bowiem ponosimy odpowiedzialność za działających w naszym imieniu. Brak zaufania często jest barierą nie do pokonania, zwłaszcza dla dzieci, które mogą odejść od wartości już na zawsze.

Jakkolwiek zabrzmi to patetycznie to jednak dzieci są przyszłością narodu. Są skarbem, drzewem, które należy pielęgnować i doglądać. Dzisiaj właściwie są pozostawione same sobie i - jak na razie - nie widać instytucji mogących wspomóc rodziców w zmienianiu tej sytuacji. Jak dziwnie możemy poczuć się czytając relacje pochodzące sprzed II wojny światowej czy międzywojnia, gdzie to podczas Wigilii czytało się Pismo Święte, a pozdrawiało się słowami : „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Wezwanie z tytułu tego tekstu dzisiaj wydaje się być dramatycznym apelem o szansę dla dzieci. Postarajmy się dać taką szansę naszym potomkom.

Zobacz także:

Piotr Lenartowicz OFFline profil autora

Autor: Piotr Lenartowicz

Napisz do autora

Artykuły (5) Galerie (0) Średnia ocen (4.33)

Wiek: 62 | Miejscowość: Sulejówek | Kraj: Polska

O mnie: staram sie nie zwariować

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 15

Sortuj komentarze:

Autor usunął profil 23.06.2008 08:38

Ocena: Ocena pozytywna 42 Ocena negatywna 27

Piotr ma rację.
Przykre jest również to, że dzieci nie mają świadomości po co/ w jakim celu przychodzą do Kościoła. Gdyby rodzice potrafili wytłumaczyć pociechom, że przychodzą nie tylko jedynie do "Boziulki" (ponieważ gdy dzieci zapytają kto to jest, rodzice nie potrafią konkretnie określić dziecku kim jest Bóg), ale także do Jego Synka, który umarł na krzyżu, cierpiał. Gdyby wytłumaczyli dzieciom dlaczego umarł, dlaczego cierpiał, wtedy nie musieliby przekupywać ( to nie jest dobry sposób na wychowanie, wręcz żaden...) dzieci lodami, czy cukierkami.
Gdy byłam na Jasnej Górze, podczas Drogi Krzyżowej na około sanktuarium częstochowskiego, obok mnie szła matka z (na oko 3-letnią) córeczką. Mama tłumaczyła malutkiej KAŻDĄ stację, pod koniec Drogi, dziewczynka spytała mamy DLACZEGO Jezus cierpiał - przez złych ludzi i nasze złe uczynki(taka padła odpowiedź) - rozpłakała się i prosiła, żeby Jezusek nie umierał, żeby nie był smutny, że ona Jezusowi pomoże, że nie chce być zła...To niesamowite, że mały człowieczek potrafi pojąć śmierć Chrystusa głębiej niż dorosły katolik.
Czasem więc, wystarczy JEDYNIE, albo AŻ - chęć, poznania, w Co/Kogo się wierzy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Katarzyna Lisowska 08.04.2008 18:37

Ocena: Ocena pozytywna 31 Ocena negatywna 29

Myślę, że społeczeństwo w naszym kraju nie miało kiedy i jak wyrobić sobie kanonu wartości innych, niż wartości chrześcijańskie. W znacznie bardziej zlaicyzowanych społeczeństwach takich jak np. szwedzkie czy niemieckie obowiązują pewne, powiedzmy świeckie, kanony przyzwoitości, odpowiedzialności, uczciwości. Nie wiem, czy kiedyś dogonimy te przykładowe społeczeństwa w tym względzie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jan Nowaczek 07.04.2008 13:44

Ocena: Ocena pozytywna 32 Ocena negatywna 30

dobrawrozka,
twój punkt widzenia jest o tyle błędny (moim zdaniem), że dziecko przyjmuje wszystkie informacje bezkrytycznie. Wszystkie informacje i fakty przyswaja jako prawdziwe. Nie ma jeszcze krytycyzmu wynikającego z własnych obserwacji świata dających podstawy do patrzenia na rzeczy z różnych stron.
Stąd łatwiejsza jest indoktrynacja najmłodszych umysłów, są one podatniejsze na narzucenie poglądów i sposobu pojmowania otaczającego świata (patrz systemy totalitarne, Korea np. gdzie bardzo duża część społeczeństwa ślepo wierzy w doktryny będące dla nas nie do przyjęcia).
Spójrz na to też z tej strony.

Komentarz został ukrytyrozwiń

zofia rozynska 07.04.2008 08:50

Ocena: Ocena pozytywna 26 Ocena negatywna 26

jest w tym troche prawdy, ale prosze nierozwalac rodzin. Piszac o problemach dzieci niewolno zapominac o problemach rodzicow bo skutek i przyczyna sa rzeczywistoscia. Ile winy w tym spolecznej tez kosielnej nie ma co opisywac. Niekazdy przepis nadaje sie do gotowania jak brak skladnikow w domostwie, inaczej mowiac trzeba ciagle reformowac i przystosowywac do rzeczywistosci, a ktore instytucje najciezej sie reformuje wszystkim wiadomo - te odpowiedzialne za stan rzeczy. Wiec egzekwojcie odpowiedzialnosc tez od tych instytucji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Klara Maj 06.04.2008 23:31

Ocena: Ocena pozytywna 33 Ocena negatywna 27

Marika, ja zupełnie inaczej to odebrałam, jako przywrócenie zwykłemu człowiekowi, ktory sądzi, że po Oświecimiu Boga nie ma, wiary w to, że nie wszystko jest w stanie pojąć i że nie wszystko wytłumaczy mu doktryna, za to wierzący człowiek, jakim był pastor, tak.
Odwołania do Biblii plus bohaterowie jako symbole ludzkich, miernych postaw, super, byłam pod wrażeniem

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marika Przybył 06.04.2008 21:37

Ocena: Ocena pozytywna 24 Ocena negatywna 24

Jakoś mnie ten film mierzi.
A osobiście chyba najbardziej dręczy mnie jego (nazbyt) prześmiewczy ton w stosunku do Kościoła i religii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Klara Maj 06.04.2008 21:32

Ocena: Ocena pozytywna 25 Ocena negatywna 24

a dlaczego przesadzony?
przecież to nie była obyczajowka, żeby przykładać do niego taka akurat miarę;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marika Przybył 06.04.2008 21:27

Ocena: Ocena pozytywna 23 Ocena negatywna 21

"Jabłka Adama" - przesadzony ten filmik :-)

"ale nie lubię patosu. Patos to prosty gest, którego używają ci, ktorzy inaczej nie umieją."
Klaro, ale patos zalewa nas wszędzie, z każdej strony. Ratujmy Tybet. Chrońmy nasze środowisko. Zbudujmy drugą Irlandię. Równość dla wszystkich. Miłość nie rozróżnia płci. Wolna Kuba.
Ple, ple, ple.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Klara Maj 06.04.2008 20:49

Ocena: Ocena pozytywna 24 Ocena negatywna 22

Marika, mozna, wierzaj.

wczoraj oglądałam duński film Jabłka Adama
szokujący, prosty, ascetyczny, przewrotny
ktory sprawił, że poczytałam do poduszki Księgę hioba i byłam zamyśloną:)

lubię dywagacje o dobru.
ale nie lubię patosu. Patos to prosty gest, ktorego używają ci, ktorzy inaczej nie umieją.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piotr Lenartowicz 06.04.2008 20:46

Ocena: Ocena pozytywna 26 Ocena negatywna 23

czasem może warto uciec się do patosu aby uzmysłowić powagę sytuacji czy poruszanego zagadnienia.
i nie jest to ucieczka od stwierdzenia o braku umiejętności:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.