Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

45991 miejsce

Pożytki płynące z lektury

We Wrocławiu, w pobliżu ulicy Kiełbaśniczej jest tania księgarnia. Taka sama jest na Brackiej w Krakowie. W Warszawie nie ma nic taniego, bo gonimy Londyn – do tego stopnia, że wszyscy się tam wybierają na stałe.

A w Łodzi, nie wiem gdzie jest ksiegarnia, ale na pewno jest.

To będzie tekst o książkach, więc osoby nowoczesne nie powinny nań marnować czasu. Niech sobie lepiej SMS-ują lub mailują, a nawet niech wykorzystają ten czas na prasowanie.

Kiedy byłam mała, moim marzeniem było osobiste czytanie i tak mi zostało do teraz. Moje koleżanki chodzą do molochów handlowych, powąchać kosztowne perfumy, ja do księgarni – powąchać książki. Pamiętam te z mojego domu. Tanie, na gazetowym papierze nowości wydawnicze typu: Trylogia, Prus, Brandys, Iwaszkiewicz czy Parandowski – i na okrasę przedwojenne encyklopedie w skórze z pozłotką.

Potem amerykańscy komuniści, Faulkner, Steinbeck, Hemingway i prozy: japońska oraz iberoamerykańska. Superszyk i radzieckie albumy z malarstwem zachodnim z ich muzeów. Zapach poszczególnych wydawnictw, ze szczególnym uwzględnieniem drugiego obiegu, który był wyłącznie dla osób o sokolim wzroku. I widzę, że całe moje życie było obłożone książkami. Tyle się naczytałam, że w końcu czas już trochę popisać.

Ciekawe, że teraz, w czasach najpiękniejszych książek, czytamy mniej, choć komputerowa konkurencja jest jakościowo bardzo, ale to bardzo marniutka. To jest tak, jakby się chciało wszystko pożreć, zamiast dostrzec przed nosem talerzyk z kanapeczką z szarym kawiorem.
Nie polecam też telewizji, poza wiadomościami, bo dlaczego ktoś ma mi zagospodarowywać intelektualnie wieczór. Nie ma filmu lepszego od swojego literackiego pierwowzoru, nie ma większego uspokojenia niż dobra lektura. Proponuję, choćby dla rozgrzewki, chociaż raz w tygodniu spędzić godzinę w księgarni, ale na piętrze z albumami i literaturą, a nie tam, gdzie sprzedają kasety i płyty z filmami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Odpowiedz jest w tekscie: " Tyle się naczytałam, że w końcu czas już trochę popisać." - niestety nie każdy umiejący czytać, umie od razu pisać. To umiejętności zdecydowanie rozłączne...

Komentarz został ukrytyrozwiń

owszem- ja chce czytac! bardzo lubie faletony pani Bakuly, niektore potrafia wyjatkowo rozsmieszyc, szkoda, ze ostatnio tego humoru jest w nich malo

Komentarz został ukrytyrozwiń

A na koniec pytanie jeszcze jedno: czy ktoś wynurzenia (wynaturzenia) intelektulane H. Bakuły czyta lub czytać chce?

Komentarz został ukrytyrozwiń

nowa klawiatura sprawia mi nieco trudności, a to zmusza mnie do złożenia przeprosin za błędy:))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Odwieczne pytanie jawi mi się po lekturze tego czegoś: czy redakcja ma obowiązek zamieszczania każdego tekstu, który autor spłodzi? Jeżeli tak, co mnie zmuszało do odsyłania autorom tekstów nieporównywalnie lepszych i na pisanych niecolepsząpolszczyzną?
Rodzi się też we mnie pytanie takie oto: czy malarz, rzeźbiarz, aktor, hydraulik, kamieniarz jest dziennikarzem lub choćby potężną osobowością, której teksty mają sens jakikolwiek?
Odpowiadać na te pytania?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Płyciutki tekst. A w Warszawie są tanie księgarnie, trzeba chcieć poszukać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.