Facebook Google+ Twitter

Praca nienormalna

Od dwóch lat sprzedaję kosmetyki w systemie sprzedaży bezpośredniej. Mam swoją bazę klientek i grupę współpracownic. Kiedy opowiadam o tym swoim znajomym, zazwyczaj zapada znacząca cisza.

Mało kto lubi akwizytorów. Właściwie nie znam nikogo, kto by ich lubił. Kiedy ludzie odniosą wrażenie, nawet jeśli jest ono mylne, że ktoś próbuje im coś sprzedać, zazwyczaj automatycznie zamykają się na jakąkolwiek próbę komunikacji.

Od dwóch lat sprzedaję kosmetyki w systemie sprzedaży bezpośredniej. Mam swoją bazę klientek i grupę współpracownic. Kiedy opowiadam o tym swoim znajomym, zazwyczaj zapada znacząca cisza. – Jesteś akwizytorką – wydaje się mówić ich spojrzenie – kimś, kogo staramy się unikać. Mają problem, ponieważ mnie lubią i chyba chcieliby tez polubić moją pracę, żeby móc zaakceptować mnie w całości. Tak bardzo wszyscy lubimy kompleksowe rozwiązania. Ale mimo że niektórzy starają się… ukrywać co o tym myślą i tak wychodzi to z nich w momentach, kiedy się nie kontrolują.

– Ale nie chcesz poszukać sobie normalnej pracy? – mówią tonem pełnym troski i jednocześnie zdziwienia. No tak – nie wstaję o szóstej rano, nie jadę do biura, nie odbijam karty w fabryce, czyli nie pracuję. Tłumaczę im cierpliwie, że to jest moja praca.

Robię to, ponieważ lubię kontakt z ludźmi i cenię sobie fakt, że pracuję, kiedy chcę. Wydaje mi się, że oni widzą w tym wygodnictwo i nawet lenistwo. Oni przecież wstają o tej szóstej, czy nawet o piątej, muszą wyjść z domu, jechać do jakiegoś biura czy innego miejsca, siedzieć tam osiem czy więcej godzin i pracować. Ja jeżdżę sobie samochodem do domów klientek i przy pysznej kawie prezentuję im nową ofertę kosmetyków, zgarniając subtelnie do kieszeni pliki banknotów. Nie widzą tego, że nie pracuję osiem godzin, ale czasami dwanaście!

Wyobraźmy sobie – mam bazę klientek, których jest ok. 30. Ja o nich pamiętam, one o mnie mniej. Utrzymywanie stale systematycznych relacji z taką grupą wymaga sporo wysiłku i dobrej organizacji pracy. Codzienne telefony, e-maile, sporządzanie list przypominających, do kogo jeszcze trzeba zadzwonić, do kogo już nie. I w dodatku kontakty te muszą być dobre. Nie każda pani jest przecież aniołem, każda może mieć zły dzień, zły tydzień, zły miesiąc. A ja muszę mieć codziennie dobry dzień. Dzwonienie do klientek trwa, pochłania wiele energii, cierpliwości, czasami stresuje. Ta grupa ciągle rośnie. Nowe klientki należy czymś zachęcić, stare – sprawić, by się nadal interesowały. no i nie należy zapominać o tych o średnim stażu. Sprawdzam, czy kosmetyki dobrze działają, zachęcam, przypominam, pozdrawiam. Każdy, kto musiał jednym ciągiem „obdzwonić” ponad 20 osób, ustalić z nimi dogodne terminy spotkań i je wszystkie poustawiać tak, żeby nie kolidowały ze sobą, wie, że jest to praca.

Wyjazdy na spotkania z klientkami są oczywiście świetne. Gdzieś tam w ciepłym mieszkanku czekają na mnie panie, rozparte na kanapach, ze świeżo zaparzoną dla mnie kawą. Jednak najpierw muszę się tam dostać. Kiedy już poznam klientkę, która jest zainteresowana kosmetykami, które sprzedaję, jest to cenny skarb. Umawiam się z nią na spotkanie w domu, nawet jeśli jest z miasta odległego o 30 km. Więc jeżdżę do miast, których praktycznie nie znam, błądzę sama po ciemnych uliczkach, nie raz kręcę się w kółko, wpadając w rozmaite objazdy i inne „ułatwienia” na naszych drogach. Dźwigam ciężkie kartony z kosmetykami, ubrana nienagannie, bo przecież reprezentuję firmę - szpilki i spódniczka obowiązkowo. Spotkania odbywają się zazwyczaj po 18 czy nawet 19. Trwają 1,5 godziny. Do domu wracam często po 21.

Zawsze się uśmiecham, nawet kiedy okazuje się, że jechałam godzinę, aby spotkać się z kilkoma paniami, które tylko wklepały sobie w twarz kosmetyki, pochwaliły ich działanie i stwierdziły, że są bardzo fajne, ale one niestety nie mają teraz na nie pieniędzy. Wstaję kolejnego dnia rano, robię listę, dzwonię. Zamawiam kosmetyki, noszę kartony, jadę na spotkanie. Kiedy mam wolny dzień, mam też stresujący dzień. Nic nie robiąc, nie zarabiam. Leniuchując, nie zarabiam. Nieustannie szukam motywacji, żeby robić więcej, żeby ruszyć dalej. Czasem motywacja ta bardzo dobrze się ukrywa i trudno ją znaleźć.

Kiedy inni w domu wylegują się już popołudniu przed telewizorem, po swojej dniówce, ja przeglądam Internet, ogłaszam się na stronach, szukam akcji, do których mogłabym się włączyć. Biorę udział w konferencjach związanych z szeroko pojętymi sprawami kobiet. Rozkładam tam często stoiska, za których wystawienie płacę kilkaset złotych, stoję po 8 godzin (wreszcie te 8 godzin!) i zdarza się, że nie sprzedaję nic. Uśmiecham się jednak do przechodzących obok stoiska kobiet. Każda z nich może się przecież okazać potencjalną klientką.

Jeżdżę, chodzę, szukam, rozmawiam z setkami kobiet. Rozdaję wizytówki, spisuję numery telefonów. Moja praca trwa cały czas. Mimo to nie zmienię jej na inną, ponieważ naprawdę to lubię. Momenty, w których klientki same do mnie dzwonią, aby podziękować mi i pochwalić się, jakie efekty osiągnęły dzięki „moim” kosmetykom, są tymi, dla których chcę to robić. – Ale nie mogłabyś sobie jednak poszukać normalnej pracy? – znajomi wydają się nieugięci. Ja się do nich uśmiecham. W pracy się nauczyłam.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Ania Walczak
  • Ania Walczak
  • 17.02.2011 09:38

Świetny artykuł ! Gratuluję i trzymam kciuki:*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się, że nie każdy się nadaje. Denerwują tylko komentarze, że to nie praca, tylko takie tam jeżdżenie "po ludziach". Dziękuję za wszystkie miłe słowa :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
Maciej Maciejewski
  • Maciej Maciejewski
  • 27.11.2010 22:06

Świetny tekst. Życzę Olu spełnienia wszystkich marzeń i prowizji wysokich jak Giewont!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Uważam, że ta praca jest normalna, ale nie każdy się do niej nadaje. Nie wyobrażam sobie siebie w takiej roli.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli ktoś to lubi i ma smykałkę sprzedawcy, to czemu nie. Niestety nie każdy się do tego nadaje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moja córka próbowała tego samego - poddała się.Pani życzę wytrwania i rozwoju "firmy".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.