
Wiele z programów, które oglądamy w telewizji, nie powstałoby bez udziału statystów. Lepiej jest przecież obejrzeć program, w którym na widowni siedzą uśmiechnięci, szczęśliwi, niż pustą salę.
Jak rozruszać widownięWidownia powinna wykonywać polecenia, które wydaje reżyser. W tym celu, w nagraniu uczestniczy tzw. warm-upper, czyli animator. Ma on za zadanie rozruszać widownię, nauczyć ją klaskać w odpowiednich momentach, a gdy zmęczeni statyści nie mają już sił się nawet uśmiechać, opowiada niekoniecznie śmieszne dowcipy. W ostatnich momentach nagrań błaga o jeszcze chwilę wytrwałości, obiecując szybkie zakończenie nagrania. Obietnice o ostatnim uczestniku ciągną się w nieskończoność.
"A teraz nagramy wasz śmiech"Nagranie może potrwać nawet 12 godzin, podczas gdy to, co widzimy w telewizji, trwa ok. półtorej godziny. W trakcie montażu wybierane są najlepsze momenty. Wszystko jest odpowiednio zmontowane. Z tego względu podczas nagrań można się spotkać z dość dziwną sytuacją. Animator poprosi nas o owację na stojąco, śmianie się lub falę narastających oklasków - po prostu, bez wyraźnego powodu. W tym czasie nad naszymi głowami krążyć będzie kamera na wysięgniku, która nagra naszą sztucznie wywołaną radość.
Nadgodziny to normaNikogo nie powinno dziwić nagranie przedłużające się nawet o kilka godzin. Zdarzały się sytuacje, kiedy dzień zdjęciowy miał zakończyć się o godzinie 21, a ostatecznie przesłuchania do programu kończyły się po godz. 1 w nocy. Zdenerwowania widownia zaczęła wychodzić z sali, w której odbywało się nagranie, co jeszcze bardziej opóźniało godzinę zakończenia. Nie można bowiem nagrywać programu, gdy ludzie masowo kręcą się po sali. Wszystko musi być idealne, zasłony w przejściach zasłonięte, a osoby najbardziej widoczne na drugim planie - specjalnie dobrane.
Czytaj też:
Płaca statysty - 66 złotych, doświadczenia - niezapomniane