
Wiele razy słyszeliśmy w telewizji czy radiu, czytaliśmy w prasie o tym, że wiele firm może wpaść w poważne kłopoty finansowe. Część z nas w popłochu zabierała swoje pieniądze z banków, wycofywała akcje z giełdy, a inni nie wierzyli, twierdząc, że to jedynie wymysły mediów.
Jakiego stanowiska byśmy nie zajęli, sytuacja przedstawia się następująco: wiele firm straciło kapitał i zakończyło działalność. Z kolei inne postanowiły ograniczyć wydatki, co oznacza obcięcie premii, obniżenie pensji i w rezultacie zwolnienie. Taki los spotkał tysiące ludzi w Polsce, a jedną z nich jest Marysia.
- Niedawno skończyłam studia i bardzo się ucieszyłam kiedy zaproponowano mi pracę w jednej z agencji reklamowych. Wszystko szło dobrze dopóki nie zaczęło być głośno na temat kryzysu. Rozpoczęła się fala zwolnień. Z racji tego, że byłam najkrócej zatrudniona, poszłam na pierwszy ogień, ale oprócz mnie zwolnionych zostało jeszcze dwadzieścia innych osób - mówi dziewczyna.
Masowe zwolnienia odbywały się we wszystkich branżach. Zarówno przedsiębiorcy jak i pracownicy wpadli w panikę.
- Wiadomo, jak przychodzi kryzys to trzeba ograniczyć koszty, a przecież każdy pracownik kosztuje - mówi Wacław, właściciel firmy handlowej.
Ci którzy pozostali bez pracy i środków do życia musieli szybko zacząć poszukiwania nowego zatrudnienia. Okazało się, że i tu nie będzie łatwo.
- Ogłoszeń co prawda jest mnóstwo, ale liczba potencjalnych pracodawców znacznie zmalała - stwierdza Paweł, który od pięciu miesięcy bezskutecznie szuka pracy.
Firmy nie tylko nie chcą zatrudniać nowych pracowników. Problemem są też pensje, a raczej ich wysokość. Proponowane stawki są coraz niższe, a ilość obowiązków nie uległa zmianie.
- Nie sposób jest przecież przeżyć za 1200 zł w Warszawie, zwłaszcza kiedy musisz wynająć mieszkanie - żali się Olga, studentka, która pracuje jako kelnerka w dwóch restauracjach.
Sytuacja pracujących i poszukujących pracy Polaków nie wygląda zatem ciekawie, a pojawiają się głosy, że prawdziwy kryzys dopiero nadejdzie. Wielu z nas jeszcze przez długi czas nie zaśnie spokojnie.
Zastanawia mnie jednak pewna sprawa, czy zasłanianie się kryzysem wynika z rzeczywistej sytuacji czy jest jedynie "zasłona dymna" by nie musieć płacić przyzwoitych pensji swoim pracownikom. W przypadku drugiej ewentualności jest to żerowanie na uczciwych ludziach, którzy pragną jedynie zarobić na życie. Oby cały ten absurd skończył się jak najszybciej i obyśmy mogli normalnie pracować.