Facebook Google+ Twitter

Pracować nie ma komu

Bezrobotni płaczą, że biegają z rozmowy kwalifikacyjnej na rozmowę, a jedyne, co słyszą, to: "Odezwiemy się do Pana/Pani". Fakty są jednak zatrważające - większość woli pracować na czarno, brać zasiłek, a najlepiej nie robić nic i zarabiać.

 / Fot. Katarzyna Prokuska, "Gazeta Krakowska"Jednym ze skutków masowej emigracji było odblokowanie miejsc pracy, dzięki czemu ogromna stopa bezrobocia w Polsce zaczęła powoli maleć. Szczyt braku miejsc pracy na polskim rynku mamy już za sobą, a coraz większa liczba osób może znaleźć satysfakcjonujące zatrudnienie. Obecnie ofert podjęcia zatrudnienia nie brakuje - zarówno dla pracowników fizycznych jak i umysłowych. Na wszelkich portalach, w gazetach i na giełdach pracy każdego dnia pojawia się co najmniej kilkanaście ogłoszeń, a wymagania coraz częściej zostają zaniżone. Mimo to, zdecydowana większość niepracujących narzeka, że nie może znaleźć zatrudnienia, a bezowocne wysyłanie życiorysu stało się prawdziwą udręką i czekaniem na cud.

W internecie roi się od tematów na forach, gdzie ludzie żalą się, bo nie mają pracy i żadnych perspektyw na przyszłość. "Wykańcza mnie siedzenie w domu, szukanie pracy", "ja niecały rok nie mogę nic znaleźć", "mam już nerwicę z tego wszystkiego" - to tylko niektóre wypowiedzi internautów. Mówi się, że zwolnione stanowiska są niewiele warte, bo szalona konkurencja sprawia, że początkujący lub mniej wykwalifikowani nie mają szans na znalezienie pracy - pomimo wielu ofert.

Tymczasem fakty są jasne - bezrobotni bardzo często nie podejmują pracy, jaką proponuje im urząd, bo przyjmując ją, straciliby zasiłek. Wygodnie jest za to brać pieniądze od państwa, a dorabiać sobie "na czarno". W Radomiu w czerwcu sto zarejestrowanych nie potwierdziło swojej gotowości do pracy.

- Ofert nie brakuje, ale ludzie nie korzystają z nich tłumnie - przyznaje Dariusz Strzelec, rzecznik radomskiego PUP-u i jako przykład podaje historię mężczyzny, który rzucił się na urzędnika, gdy ten zaproponował mu pracę. Właściciele małych i dużych firm muszą często czekać całymi tygodniami zanim otrzymają poważne odpowiedzi, z których mogliby coś wybrać. Sytuacja na rynku odwraca się - to już nie pracodawca, a pracownik dyktuje warunki. Murarz nie chce pracować poniżej 10 złotych za godzinę, a 24-letni "pan magister" nie wyobraża sobie siedzieć po godzinach i zarabiać najniższą krajową.

Na jednym z forów internetowych pojawił się wpis: "Z tą pracą wcale nie jest tak łatwo. Mogę Wam powiedzieć, że jako pracodawca miałam problem ze znalezieniem ludzi chętnych do pracy. I to nie kwestia zarobków, bo były dobre, tylko że nikt nie chce pracować fizycznie. Co mnie trochę dziwi, bo od czegoś trzeba zacząć, nawet jeśli ma się wyższe wykształcenie".

Płaczą ci, którzy mając wyłącznie odbyte praktyki, wysyłają swoją aplikację, gdzie wymagane jest co najmniej kilkuletnie doświadczenie. Na rozmowy kwalifikacyjne prowadzone w języku angielskim zgłaszają się ludzie, którzy nie potrafią porozumieć się w obcym języku, ale do czego nie potrafią się przyznać, bo większość z nich zdała maturę z angielskiego lub niemieckiego. Przekonała się o tym właścicielka radomskiego sklepu, która pragnie zachować anonimowość. - Szukałam dziewczyny z co najmniej trzyletnim doświadczeniem, a zgłaszały się studentki, które miały najwyżej odbyte praktyki. Miała być znajomość języka niemieckiego, a tymczasem nikt nie potrafił porozumieć się ze mną w tym języku.

Praca na pół etatu czy na umowę o dzieło nie jest satysfakcjonująca dla coraz większej liczby osób. To samo dotyczy często niepłatnego okresu próbnego. Gdy bezrobotny słyszy, że zarobi najpierw tysiąc, a dopiero po kilku miesiącach półtora, rezygnuje. Łatwiej narzekać, że nie ma pracy niż solidnie ocenić własne możliwości i przygotowanie zawodowe. Najłatwiej zaś zarejestrować się jako bezrobotny i ciągnąć zasiłek, bo pieniądze są, a nie trzeba się męczyć.

Takie stanowisko jest typowe zwłaszcza dla "wykształciuchów" - młodych absolwentów, którzy nie znając realiów rynkowych, żądają kokosów za przekładanie papierków i grzanie krzesła. Firmy przedłużają rekrutacje, bo nieumiejętność ocenienia własnych kompetencji doprowadza do niemożliwości znalezienia odpowiedniego pracownika. Dlatego następnym razem aplikując na stanowisko specjalisty od HR, zastanówmy się, czy dyplom z ekonomii to wystarczające kwalifikacje. Żeby potem nie płakać, że tak trudno znaleźć pracę w tym kraju.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Konkretne przykłady w tekście (rzecznika czy pracodawcy z Radomia) miały pokazać, że coraz więcej osób nie chce pracować, że pracodawca musi się nagimnastykować, żeby znaleźć pracownika (i to dobrego), a ludzie wolą brać zasiłek niż pracować - takich faktów się dowiedziałam i stąd taka teza. Ale oczywiście, jak z pracą jest, każdy uważa inaczej. I chwała Bogu!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie podoba mi się Twoje podejście do tematu. Czy to dziwne, że ktoś z wykształceniem wyższym informatycznym chce pracować w zawodzie? A to na prawdę bardzo trudne zwłaszcza w lubelskim i małopolskim. Wszędzie wymagane doświadczenie. Ciekawe tylko skąd je brać... Urzędy pracy też wcale nie ułatwiają sprawy. Jeśli już znalazłaś miejsce na odbycie stażu, otrzymujesz od urzędu pracy ok 600 zł na rękę. A to, że ktoś przyjął Cię na staż, nie oznacza jeszcze, że później Cię zatrudni. Bo przecież sytuacja w której za wykonaną pracę płaci urząd jest sytuacja idealną dla pracodawcy. Stażysta pracuje 8 godzin, ma te same obowiązki co normalny pracownik a po stażu można go nie przyjąć do pracy i poszukać następnej chętnej osoby do pracy za 600zł miesięcznie. Należy tu też wspomnieć ze 2 dni w miesiącu traci się na kontakty z urzędnikami. Raz trzeba dostarczyć listę obecności a drugi, przyjść po wypłatę bo na konto nie wysyłają. Pół roku stażu i tak nie daje wielkiej poprawy jeśli chodzi o pozycję absolwenta na rynku pracy... Za 600 zł przez 6 miesięcy (i bez pewnej przyszłości) można co najwyżej nie umrzeć z głodu i modlić się żeby rodzice dalej płacili nasze rachunki. A przecież nie o to chodzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewo, problemem nie jest to, że ciężko jest znaleźć pracę, ale to, że ciężko jest znaleźć dobrą pracę.
Nie wiem, czemu dziwią Cię wymagania tych ludzi. Fakty są takie, że za najniższą krajową niestety ciężko się utrzymać i opłacić rachunki. Wszystko idzie w górę, a pensje niestety pozostają na podobnym poziomie. Poza tym komu marzy się siedzenie po godzinach za darmo? Murarz nie chce zarabiać poniżej 10 zł za darmo? I bardzo dobrze, bo to ciężka praca.
Nie podoba mi się Twój artykuł i nie podoba mi się język, w jakim jest napisany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak to mówią - Nie ma kim robić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.