Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

17060 miejsce

Praga psychice pomaga - wywiad z Mariuszem Szczygłem

W październiku ukaże się nowa książka Mariusza Szczygła, reportera "Gazety Wyborczej". Będzie to zbiór reportaży z Czech. Autor udzielił krótkiego wywiadu dla Wiadomości24.

Mariusz Szczygieł (Fot. Paweł Sobulski)W październiku ukaże się Pana nowa książka. Będzie to zbiór reportaży. Co tak naprawdę Pana zafascynowało w Czechach?

– Miłość do Czech spadła na mnie chyba z nieba. Wobec tego, to prawdziwa "laska nebeska". Moja książka "Gottland", która ukaże się w październiku, jest próbą opowiedzenia historii Czechosłowacji. "Gottland" - to kraj smutku, horroru i groteski. Jeśli ktoś się spodziewa, że opiszę Czechy i Czechosłowację jako kraj wesołków - tu się zawiedzie. Pokazuję inny obraz, też prawdziwy.

 

W Czechach - jako człowieka - zafascynowało mnie, że są krajem bardzo egzotycznym z polskiego punktu widzenia. Niby sąsiedzi a kompletnie inni. Przecież u nich nawet nie istnieje grzech, bo są najbardziej ateistycznym krajem świata.

W ostatnim czasie częściej przebywa Pan w Polsce czy w Czechach?
- Częściej w Polsce, ale jak tylko jadę do Czech, to wszyscy moi znajomi mówią, że nawet twarz mi się zmienia, a moja koleżanka i sąsiadka Zofia Czerwińska (Balcerkowa z "Alternatyw 4") mówi: "Ty jak wracasz z tej Pragi, to ładniejszy jesteś". Praga psychice pomaga - takie hasło lansuję.

Podejrzewam w ogóle, że chyba jestem Czechem, a na pewno kryptoczechem.

Kiedyś sporo podróżowałem. Myślę, że ludzie podróżują, bo szukają swojego właściwego miejsca, nawet podświadomie szukają. Jadą i sprawdzają, czy jakieś miejsce jest bardziej "ich" niż to w którym są. I tak zwiedzają prawie świat cały. Ja, gdy nagle przyjechałem 5 lat temu do Pragi, przestałem potem prawie gdziekolwiek jeździć. Już niczego nie szukam. Mam swoje miejsce, mimo że nie mieszkam tam na stałe.

Podobno Czesi traktują Polskę jak lokalne mocarstwo. Jacy oni są? Czego my powinniśmy się od nich uczyć? Dla większości Polaków to ciągle „pepiki” i „knedliki”.
- Możemy się od nich uczyć spokoju i dystansu do siebie. Mają fantastyczną kulturę, także kulturę picia. Teraz zalegalizowali związki partnerskie i kampanię w tej sprawie prowadzono pod świetnym hasłem: "Nikomu nie zaszkodzi, komuś pomoże".

Śledzi Pan obecną sytuację polityczną w Polsce?
- Niestety, śledzę. Niedobrze się dzieje, boję się, żebyśmy nie stali się Hiszpanią z czasów Franco.

Na początku lat 90., Pana artykuł p.t. „Onanizm Polski” w „Gazecie Wyborczej” wywołał burzę w katolickim środowisku ówczesnego ZChN. Był Pan nawet autorem „zakazanym”. Napisałby Pan dzisiaj drugą część, albo chociaż suplement?
- Napisałbym dzisiaj taki tekst, bo nie jestem strachliwy. Choć wydaje mi się, że temat onanizmu został już chyba
odczarowany .


Uważa Pan, że rewolucja obyczajowa w Polsce już się dokonała?
- Zależy gdzie. W mojej głowie tak.

W jednym ze swoich felietonów postawił Pan tezę, że Czesi są spokojniejsi od Polaków – po piwie czy na ulicy – bo mają uregulowane życie seksualne. Może politycy w Polsce nie mają?

- W Polsce seks jest traktowany jak świętość, tabu, rzecz wstydliwa, brzemię. Czesi za to traktują erotykę na równi z dobrym przedstawieniem w teatrze czy dobrze wysmażonym kotletem. Nie mówię, że wszyscy, ale pewne prawidłowości zauważam. Z badań wynika, że w Czechach jest na przykład o wiele większa tolerancja dla kontaktów pozamałżeńskich niż w Polsce. Wystarczy przejść po Pradze, żeby zobaczyć jak traktowana jest tam erotyka. Jako dobra zabawa. Zewsząd wabią kluby, kabarety erotyczne. Jest nawet w Pradze knajpa piwna, gdzie wszystkie kelnerki podają bez biustonoszy! Myślę, że brak napięć w tej dziedzinie rzutuje na charakter narodu.


 

Mówi Pan, cytując „Jana Macieja Karola Wścieklicę” Witkacego, że „sztuką jest pozostać w swoich proporcjach”. Pan pozostaje? Gdy rozpoczyna Pan kolejną rozmowę, kolejny reportaż, to jest Pan nadal tym cichym chłopakiem ze Złotoryi czy już światowcem?

- Wciąż chłopakiem ze Złotoryi, który nie zna angielskiego i nie zrobił prawa jazdy. Mam sporo kompleksów. Chociaż jedna moja koleżanka mówi mi: "Co się martwisz, że nie masz prawa jazdy, ale miałeś wykład na Sorbonie i opowiadałeś o swoich reportażach, to się liczy". Rzeczywiście wiem, że we Francji nawet w niektórych szkołach dziennikarskich przerabiają mój tekst pt. "Reality", który ukazał się w antologii polskiego reportażu literackiego, w tłumaczeniu pani Margot Carlier. Więc trochę ta Złotoryja we mnie bije się ze "światowością". Czasem wygrywa jedno, czasem drugie.


 

A co Pan sądzi o takiej inicjatywie, jak Wiadomości24? Uważa Pan, że reporter, dziennikarz, powinien być globtroterem? Czy coraz częściej, mając na uwadze znaczenie informacji, liczyć się będzie takie „dziennikarstwo obywatelskie”?

- Wszystkie inicjatywy dziennikarskie poza wielkimi koncernami są bardzo cenne. Popieram, jestem fanem takich pomysłów! Oby tylko stosować się do trzech zasad: Pierwsza - nie nudzić, druga - nie krzywdzić, trzecia - nie kłamać.


 

Na zakończenie – ile w Panu jest z Milana Kundery?
- Lubię - jak Kundera - każdy swój tekst matematycznie, precyzyjnie zaplanować, w przeciwieństwie do szkoły "hrabalowskiej", gdzie leci jeden wielki, ale piękny słowotok.




 


 

Mariusz Szczygieł – reporter „Gazety Wyborczej” (od 1990). Absolwent Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Za reportaże o Czechach i Czechosłowacji zdobył nagrodę Melchior 2004 w konkursie im. Melchiora Wańkowicza. Pracę reportera zaczął w tygodniku „Na przełaj” (1985). Wydał zbiór reportaży o Polsce „Niedziela, która zdarzyła się w środę” (1996). Jego teksty były drukowane w Austrii, Czechach, Francji, Niemczech, Szwajcarii, Szwecji i Stanach Zjednoczonych. Jest redaktorem dodatku reporterskiego do „Gazety Wyborczej” – „Duży Format” (od 2004) i prowadzi autorskie seminarium z reportażu na Uniwersytecie Warszawskim. W Tv Polsat prowadził talk-show „Na każdy temat” (1995-2001), za co otrzymał kilka nagród. Jego działalność dziennikarska jest tematem siedmiu prac magisterskich. (za www.traffic-club.pl)

 

Kontakt: www.mariuszszczygiel.com.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

No i ładnie i uczciwie nam pan Mariusz powiedział o w24. Zresztą lubię go.

"- W Polsce seks jest traktowany jak świętość, tabu, rzecz wstydliwa, brzemię. Czesi za to traktują erotykę na równi z dobrym przedstawieniem w teatrze czy dobrze wysmażonym kotletem."

No właśnie. Przydałoby nam się trochę czeskiego podejścia na te sprawy, trochę więcej zabawy i radości z seksu.

PS Ciekawe czego dotyczył ten tekst o onaniźmie? Onanizmu czy może pod tym terminem kryło się coś jeszcze?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja też uwielbuam Pragę:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pouczające rady dotyczące dziennikarstwa. Dziękuję Mateuszu i stawiam + :-) A Praga jest urocza, ach!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.