Pozycja materiału w rankingach:
Nasi studenci w przerwie międzysemestralnej chętnie decydują się na pracę na farmie, czy gospodarstwie rolnym gdzieś w zachodniej Europie. Łatwo dostać pracę, a do zbioru truskawek czy plewienia roślin nie potrzeba poligloty.
Praca za najniższą stawkę, brak płatnych nadgodzin, wyścig szczurów przy pracy na akord. Praca w deszczu, czy w błocie, brnąc po kolana. Niewielu jest zadowolonych z traktowania i warunków pracy. Dlaczego godzą się na brak szacunku i mieszkanie w rozwalających się, zimnych karawanach przypominających puszki konserw?Zobacz także:
Artykuły
(149)
Galerie
(11)
Średnia ocen
(4.60)
Wiek: 28 | Miejscowość: Lublin | Kraj: Polska
O mnie: dziennikarz, literat, zwolennik inicjatywy W24
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Michał Mazik 04.12.2008 02:02
Na uczelniach można znaleźć naprawdę dobre oferty, to prawda, problemem jest, że mimo skarg wysyłają kolejne osoby na te same farmy. Jako student ogrodnictwa mam sporą wiedzę na temat farm (pracowałem w Anglii i USA), większość to były obozy. To problem dotyczący studentów z całej Polski, niestety. Trzeba tutaj, aby rozpoczęto eliminacje "czarnych" farm, to będzie trudne, gdyż w każdym sezonie będzie inaczej. Trzeba znać prawa pracownika czy studenta za granicą by wiedzieć, jakie się ma przywileje. Najpierw jednak zainteresowani muszą te informacje zdobyć, nasze zadanie to ułatwić im to. Swoją drogą na jednej z farm zastrajkowali Polacy (stanowili większość), po zaledwie jednym dniu opuszczenia pracy, szef zgodził się na ich warunki (gdy zbierali więcej owoców, płacono im mniej od skrzynki, czyli i tak wychodziła minimalna płaca, choć przed rozpoczęciem pracy była ustalona cena, co było powodem strajku).
Rafał Suś 03.12.2008 12:02
brakuje mi w tym artykule jakiegoś podsumowania, które można by wysnuć z przytoczonych przykładów.
Sam jestem absolwentem rolnictwa, więc temat semestralnych praktyk jest mi znany.
zgodzę się że decydując się na farmę owocową (truskawki itp.) trzeba być przygotowanym na fatalne warunki i złe traktowanie. Ale nie zgodzę się że jest to wina uczelni, uczelnie mają w swojej ofercie zarówno wyjazdy na duże farmy (kołchozy) gdzie nauczysz się rosyjskiego lub ukraińskiego (tak było na mojej).
Tego typu wyjazdu mają cel zarobkowy a nie edukacyjny, o czym studenci są informowani (przynajmniej na UTP w Bydgoszcz)
Jeżeli chcą zdobyć jakąś wiedzę i doświadczenie powinni wybrać raczej mniejsze farmy lub szklarnie, co opisałeś w swoim artykule
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +10230)