Facebook Google+ Twitter

Prasa wielkonakładowa jako zapalnik wojny światowej. Część 2

W roku 1914 możliwości prasy były trudne do przecenienia. Tak pod względem technicznym jak politycznym. Prasa, a właściwie rzecz biorąc reklamodawcy, którzy trzymali ją w ręku, potrafiła pozbywać się niewygodnych ministrów, nawet premierów.

Pani Caillaux po opróżnieniu magazynka Browninga. Rycina współczesna / Fot. nieznanyO piątej po południu 16 marca 1914 w biurze dziennika „Le Figaro” pojawiła się żona francuskiego ministra finansów Józefa Caillaux (wymawiaj: kajo) – Henrietta. Zażądała, aby pozwolono jej się spotkać z redaktorem naczelnym, a zarazem wydawcą tej jednej z największych gazet Trzeciej Republiki. Kiedy powiedziano jej, że wyszedł, ale wróci za godzinę odparła. że poczeka. Gaston Calmette (wym.: kalmet) rzeczywiście powrócił po upływie godziny i niespodziewanie zgodził się ją przyjąć. Po wejściu do biura naczelnego zamieniła z nim kilka słów, prosząc go, aby zaprzestał kampanii prasowej przeciw jej mężowi. Kiedy odmówił, wyjęła ukryty w mufce pistolet Browning kaliber 32 (najbardziej wówczas rozpowszechniona niewielka broń palna przeznaczona dla kobiet) i oddała doń sześć wystrzałów. Trafiony czterema pociskami Calmette zmarł w szpitalu sześć godzin później. Pani Caillaux nie próbowała uciekać. Poprosiła tylko, aby nie odwozić jej do kwatery głównej policji karetką więzienną, ale jej własnym samochodem, którym tam przyjechała. Policjanci wyrazili na to zgodę.

Zastrzelony redaktor naczelny posługiwał się naprawdę bezwzględnymi metodami, aby zaszkodzić ministrowi finansów, którego obawiali się najzamożniejsi ludzie w tym kraju. Publikował bezustannie rozmaite listy mające świadczyć o wszelkiego rodzaju nieprawidłowościach, jakich rzekomo dopuścił się i nadal dopuszczał ten minister. Np. zarzucił mu, że wystąpił z inicjatywą wprowadzenia pewnego podatku, a następnie zakulisowo doprowadził do jego storpedowania w parlamencie. Calmette opublikował to akurat w czasie gdy Caillaux starał się przepchnąć ustawę wprowadzającą progresywny podatek dochodowy. Takie kampanie prasowe ogromnie utrudniały sytuację Józefa Caillaux jako ministra finansów. Tego dnia, 16 marca, „Le Figaro” miał opublikować prywatny list Henrietty Caillaux do jej przyszłego męża, napisany w czasie gdy jeszcze oboje pozostawali w związkach małżeńskich z innymi osobami. W tamtych czasach etyka dziennikarska nakazywała unikać publikacji takich rzeczy, ale redaktor Calmette postanowił być bezwzględny aż do samego końca...


W tej sytuacji Henrietta Caillaux postanowiła bronić honoru własnego I swojego męża. „W czasie gdy będziesz czytał ten list wymierzę już sprawiedliwość” - napisała na kartce, którą zostawiła w domu zanim dokonała swojego okrutnego czynu. Przeciągnęło to opinię publiczną na jej stronę mimo w gruncie rzeczy niewielkich tłumów wołających: „Caillaux na szafot!” Bezczelność, nadmierna władza i brak zahamowań ludzi prasy wielkonakładowej rzucały się już prawie wszystkim w oczy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (22):

Sortuj komentarze:

Panie Arturze, konotuję sobie to pytanie, ale zostawmy dyskusję na ten temat na nieco później. Jest wydarzenie z dziejów wielkiej wojny, które pasuje do rozważań na takie tematy jak ulał, a właśnie systematycznie opisuję to wydarzenie i na dniach... Inszallah ;) ma się rozumieć.

Zaś zaraz zaczynam ładowanie części trzeciej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gazeta.pl właśnie powiesiła życzenia: "samych dobrych wiadomości..."

Rozumny, czy bezrozumny człowiek je "wyprodukował"..?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dla mnie jest oczywistością, że człowiek rozumny nie demontuje zastanego bez wypracowanej i "miękkiej" alternatywy, którą ludzie będą zdolni zaakceptować.

Szok jest niekiedy potrzebny, ale indywidualny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Zdrowy rozsądek i umiejętność krytycznego myślenia są u mnie stale w cenie, ale odróżniam je od tego, co Fryderyk von Hayeck określił jako "zgubną pychę rozumu"./

"Pycha rozumu" - to bezrozumność. A co z "pychą wiary"?

Dziesięć przykazań, powiada Pan...
Zebrać wszystkich "Bogów" tego świata i każdy niech rzeknie: nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Drogi imienniku wielkiego cesarza! Przecież, na wszystko co mądre i dobre, skoro nie uważasz za niestosowne stałego podkreślania przez Ciebie co myślisz o religii jako takiej, to ja ze swej strony mam równie dobre prawo poużywać sobie w odwrotną stronę. Nie trzeba do tego żadnej wielkiej filozofii.

Panie Arturze, być może znowu wyraziłem się nieściśle. Zdrowy rozsądek i umiejętność krytycznego myślenia są u mnie stale w cenie, ale odróżniam je od tego, co Fryderyk von Hayeck określił jako "zgubną pychę rozumu". Niejeden libertyn późnego caratu przekonał się na własnej skórze o tym, co to znaczy wpoić prostym ludziom, że Boga nie ma , a Dziesięć Przykazań przestało obowiązywać. Oparcie się wyłącznie na zaufaniu w ograniczone i zawodne, a na dodatek nie u wszystkich tak naprawdę występujące możliwości ludzkiego rozumu to samobójczy pomysł.

Wracam do pracy nad częścią trzecią...

Komentarz został ukrytyrozwiń

/...dowodzi jak niewiele wart jest rozum jako przewodnik w wyrabianiu sobie poglądów oraz jak niewiele bywają warte indywidualne poglądy przy podejmowaniu najważniejszych decyzji./


Nie zgadzam się.

Rozum w wyrabianiu SOBIE poglądów, to JEDYNA broń przed manipulacją.
Rzecz jasna chodzi o wiedzę i jej rozumne zastosowanie.
Ja wiem, że bywam manipulowany i wiem, że nie zawsze mogę się przed tym uchronić, ale wiedza o tym jest warunkiem koniecznym obrony. Następnym warunkiem jest dostateczy wysiłek podjęty do zrozumienia rzeczywistości ( z danej dziedziny).

A to, że wielu, bardzo wielu, po prostu nie chce się rozumu używać - to inna sprawa.
Podobnie odrębną kwestią jest nasz indywidualny wpływ na decyzje w wymiarze społecznym, państwowym i globalnym.

Niemniej jednak liczenie na rozumnego, moralnego i dysponującego odpowiednią siłą władcę, żeby nas, biedne owieczki ochronić, jest według mnie o rzędy wielkości mniej prawdopodobne, niż rozprzestrzenianie się postawy "rozumnego niedowiarka".

A chyba Pan w szczególności, nie wierzy w ostateczną odpowiedzialność zbiorową, nieprawdaż..?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Właśnie o 7:56 dzisiaj napisałem:

"Chociaż... właściwie, to zawsze w pewnym miejscu dochodzimy do spraw światopoglądowych i cała zabawa zaczyna się od nowa... w każdym temacie...".

Grzegorz, gdy nawet tylko komentarz pisze, zawsze musi podkreślić, że wszystko zależy od Szefa... A więc bądź spokojny Grzesiu, nie bądź taki przerażony. Świat póki co się nie zawala... Najwyżej Szef wyda rozkaz do wszczęcia trzeciej światowej i już... Cokolwiek zrobisz, to i tak tym nie sterujesz...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pania Arturze, pański komentarz z 24 XII, 10:24, dowodzi jak niewiele wart jest rozum jako przewodnik w wyrabianiu sobie poglądów oraz jak niewiele bywają warte indywidualne poglądy przy podejmowaniu najważniejszych decyzji. Owszem, nie należy wyłączać rozumu, ale opierać się na tradycji i doświadczeniach pokoleń, na naukach historii.

Dlatego tak ważne jest dokładne przeanalizowanie pierwszej wojny światowej ze względu na liczne analogie do obecnej sytuacji.

Caillaux pisze (ss. 19-25) o tym jak pewna grupa polityków starała się przerwać procesy społeczno-gospodarcze pchające mocarstwa do bezwzględnej i szalonej próby sił oraz jak wszędzie odsuwano od władzy takich polityków. Czy sytuacja jego samego w latach 1911-14 nie przypomina sytuacji np. Berlusconiego czy też byłego czeskiego premiera Neczasa względnie byłego prezydenta Klausa? Będąc wtajemniczony w sprawy tak bankierów jak fabrykantów były francuski minister finansów twierdzi, że działo się tak nie dlatego, że ktoś z nich świadomie pragnął ogromnej wojny w Europie, ale dlatego, że ...

No ale o tym w części trzeciej, jeszcze dziś wieczór jeśli Bóg pozwoli.

Komentarz został ukrytyrozwiń

O zwykłej korupcji już tylko wspominając.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ten własny świat tworzy się również mimochodem i wbrew woli.
W teorii rzecz jest prosta: bez gruntownego zbadania tematu nie zajmuję stanowiska. Mogę co najwyżej wychwytywac sprzeczności w stanowiskach innych. Poza tym opinie innych przyjmuję do wiaqdomości i odkładam na półkę. No ale to teoria, bo nawet odkładając na półkę trudno zachować neutralność. Zwykle to odkłądanie robimy już z jakimś, często nawet niewytłumaczalnym nastawieniem, pro lub anty.

A co dopiero, gdy przyjdzie zmierzyć się z wypracowaną ( niekiedy latami) hipotezą, która zaczyna się chwiać w obliczu nowych faktów..? A jeśli za tym stoi stanowisko i prestiż? Czyż miotła i dywan nie są wówczas wielką pokusą ? Albo przynajmniej gra na (wy)cenny czas..?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.