Pozycja materiału w rankingach:
W ośrodku dla bezdomnych brak zwykle pralki automatycznej. W areszcie jest wymiana prania (ręczników, pościeli) co dwa tygodnie. Areszt proponuje trzy posiłki dziennie (w tym jeden złożonych z dwóch dań). W domu noclegowym są tylko śniadanie i obiadokolacja...
Dom noclegowy czy areszt? Gdzie są lepsze warunki socjalno-bytowe?
W ośrodkach dla bezdomnych brak jest etatów psychologów, nie robi się badań. W domu noclegowym człowiek bezdomny dostaje dwa posiłki: śniadania (w kółko to samo) i obiadokolację. W takim miejscu człowiek jest pozostawiony samemu sobie. Nie ma dla niego fachowej pomocy, mieszkań treningowych. Przepełnienie sprawia, że problem bezdomności staje się nierozwiązywalny i ogranicza ludzi pracujących z bezdomnymi do biernej pomocy na zasadzie udzielania schronienia i wydania posiłku. Wielu bezdomnych przystaje na to. Zobacz także:
Artykuły
(31)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.88)
Wiek: 37 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: wychowanek domu dziecka, obecnie bezdomny...
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Seweryn Srocki 24.08.2011 00:23
Byłem kilka lat bezdomnym miedzkałem na osrodku wraz z rodzina było wszystko co potrzebne do zycia,braki w zaopatrzeniu za braki wine ponoszą sami bezdomni poniewarz sprzedają otrzymane dary za bezcen.Wystaczy troche szacunku do darowizn,a niczego wam nie zabraknie.W Polsce są tysiące ludzi dobrego Serca,ale bezdomni nie potrfią tego uszanowac.Jeżeli ktos chce podyskutować na temat dytuacji ludzi bezdomnych podaje moj telefon 514 342 689.Uwazam ze bezdomny nie łamiący regulaminu osrodka nigdy nie będzi głodny,a porównanie osrodka do zakładu karnego jest obrazą wielu porządnych wolontariuszy.
Autor usunął profil 07.07.2009 02:11
Przerażające....
Prawo chroni przestępców, nie pozwalając ich "karać nadmiernie" czyli nie wolno w "miejscach odbywania kary" źle ich traktować.
A człowiek, który nie jest przestępcą, nie ma żadnych praw.
Mariusz Bndarenko 12.05.2007 03:29
No cóż. Z większością tego co napisał Salvatore zgadzam się. Wiem jak wygląda życie w domu noclegowym.Może jest ono wspaniałe od święta, albo dla kogoś z zewnątrz, ale nie dla mieszkańca takiego przybytku. Ośrodek przy ulicy Wolskiej (polecam Krolowej_Margot dłuższy pobyt)znam nawet bardzo dobrze, podobnie jak drugi warszawski ośrodek Caritasu przy ulicy Żytniej 3/9, gdzie cala masa spraw(w zasadzie być, albo nie być) zależy od kaprysu "wielebnego"(inie chodzi tu o to, że ktoś naruszył czy złamał regulamin, tylko dosłownie o kaprys). Ładne zdjęcia to niestety nie jest codzienność tylko maskarada manipulująca mediami. Dary, które trafiają do takich ośrodków najpierw są gruntownie przebrane przez pracowników(co lepsze ubrania trafiają na bazary lub do ciucholandów, a żywność do prywatnych lodówek), a dopiero później mogą się o przydział tych rzeczy starać penitencjariusze(chociaż wcale nie oznacza to, że coś dostaną). Z łazienkami to jest odrębna sprawa. po prostu, przy potrzebie sporej ilości miejsca na miejsca noclegowe na sanitariaty i łazienki pozostaje go bardzo nie wiele. Obie wymienione przeze mnie noclegownie posiadały natomiast jeszcze w 2006 roku wspólną łaźnie z które mieszkańcy tych ośrodków mogli korzystać 2(słownie dwa) razy w TYGODNIU. Dopóki łaźnia była nie było zatem tak źle z możliwością utrzymania higieny ciała, ale niestety była, bo z braku funduszy ostała zamknięta. I tu z tego co wiem zawiniło miasto, bo zaprzestało dotować łaźnię.
Co do możliwości wyjścia z bezdomności przy pomocy ośrodka(wielkie słowo ośrodek, za wielkie), to niestety Salvatore ma racje, że ludzie są tam jeszcze bardziej wpychani, rzekłbym wtłamszani, w bezdomność, ale i to nie stanowi meritum sprawy.
Dla mnie jako bezdomnego(od półtora roku, żyję na własny rozrachunek, wynajmuję pokój, czyli poza ośrodkiem)problemem jest brak meldunku(chociaż i własnego - tak naprawdę własnego kąta też). Brak meldunku to niestety problem w podjęciu pracy, a także jej utrzymaniu, bo gdy wychodzi na jaw, że jestem osobą bez stałego zameldowania to niestety tracę pracę. Pracodawcy boją sie nas, bezdomnych, jak morowego powietrza. W ciągu trochę ponad roku czterokrotnie zmuszony byłem do zmiany miejsca zatrudnienia.Ne była to kwestia tego, że nie chciałem pracować, bo na początku życia na własny rozrachunek pracowałem na dwa etaty, tak, żeby stać mnie było na wynajem pokoju i w miarę godne życie. Niestety sprawy z brakiem meldunku po prostu nie da się wiecznie ukrywać i niedługo po ujawnieniu takiego faktu dostawałem wypowiedzenie. Mówienie od początku otwarcie, że jestem osobą bezdomną również nie wnosiło niczego lepszego, bo wówczas nie mogłem pracy uzyskać. tak naprawdę to obecnie,od początku zatrudniania się, żyję w stresie i niepewności jak długo popracuję. Nie stwarza to warunków do rozwijania sie, a jest tylko ciągłą walką o przetrwanie i to naprawdę wyczerpującą. Po utracie pracy jestem w stanie znaleźć nastepną w ciągu niespełna 30 dni, ale działam wtedy na tak zwielokrotnionych obrotach że gdy już ją mam czuję się tak wyczerpany jakbym od wielu lat pracował bez urlopu.
Co do pomocy, ze strony państwa dla bezdomnych - to prawie jej nie ma. Od jakiegoś czasu staram się o przydział mieszkania socjalnego. Pod koniec zeszłego(2006) roku zaproponowano mi lokal ciut większy od grobu( niespełna 2x na niespełna 3m. Nie mam wygórowanych wymagań, ale taka powierzchnia nie nadaje się do jakiegokolwiek egzystowania. Urzędnicy mają natomiast w nosie przepisy ustawy o lokalach socjalnych i w ogóle maja w nosie petentów - najwarzniejsze, że udało im sie przeżyć jeszcze jeden dzień.
I w ten sposób tkwię w bezdomności i po swoim doświadczeniu widzę, że bez pomocy z zewnątrz nie wyjdę z niej. jedyna radością jest dla mnie fakt, że przy tym wszystkim nie wracam do picia, bo jestem tez alkoholikiem i to mój alkoholizm leży u podstaw mojej dzisiejszej sytuacji. Z tego zdaję sobie sprawę i nikogo o to nie obwiniam, nie mniej potrzebuję pomocy i nie uważam, że mnie czy mi podobnym taka bardzo rzeczowa i konkretna pomoc sie nie należy. Wręcz przeciwnie.
Salvatore Jurkowski 08.05.2007 12:44
Marta W dziękuję to niestety ich mały konik Swieta i załatwienie szynki fuj........i obowiazkowy rórzaniec ała......
Marta Wieszczycka 25.03.2007 14:37
Czyli w ilu byłaś ośrodkach, czy także w okresie nieokołoświątecznym i czy pojawiłaś się w którymkolwiek z nich jako osoba potrzebująca?
Agnieszka Gierczak 25.03.2007 14:16
Nie Marto, nie pojawiłam się tylko w jednym ośrodku.
Marta Wieszczycka 25.03.2007 13:57
Nie bardzo rozumiem. Wars opisał doświadczenia prawdziwego bezdomnego, z wieloma ośrodkami, nie tylko od święta. Czemu opis Wigilii w jednym ośrodku dla bezdomnych, przez osobę z zewnątrz miałby tu występować jako przeciwwaga dla jego doświadczeń? Rozumiem, że pojawiłaś się w 1 ośrodku, w szczególnym czasie, może jeszcze od razu jako dziennikarka obywatelska. Nie wypróbowałaś różnych noclegowni jako osoba potrzebująca. A Salvatore tak.
Wasze artykuły są o czymś innym.
Twój jest oczywiście piękny i wzruszający, ale nie możesz na tej podstawie domagać się, żeby prawdziwy bezdomny nie opisał swoich doświadczeń z długiego czasu, z różnymi ośrodkami, bo to zepsuje Twój piękny obraz.
Noclegownie, to nie tylko migawka z Wigilii.
Zresztą Salvatore nie przedstawił tu recenzji 1 miejsca, tylko krytykę systemu na podstawie doświadczeń z wielu miejsc.
I jego tekst pokazuje problem od środka, dzięki niemu możemy się dowiedzieć, co widać, kiedy "gasną flesze".
Agnieszka Gierczak 25.03.2007 12:57
Ten ośrodek opisywałam na W24 link mnienia_14815.html
Pragnę Ci przypomnieć, że wtedy uważałeś ten artykuł za wartościowy, zostawiłeś bardzo miły komentarz pod nim. Nagle stwierdziłeś, że to wymysł mojej wyobrazni?
Autor usunął profil 24.03.2007 23:04
Ciekaw jestem jak Wy byście się czuli, gdyby pod Waszymi tekstami toczyły się dyskusje o braku autentyczności autora. Spróbujcie to sobie wyobrazić.
Pozdrawiam.
Katowice - Straż Pożarna zaprasza
(odsłon: +633)