Facebook Google+ Twitter

Prawda o polskim kontyngencie w Iraku

Na 500 żołnierzy przypada 400 oficerów. Polskie siły potrzebują oficerów w Iraku m.in. do tak odpowiedzialnych zadań jak: obsługa kserokopiarki i opieka nad siłownią. O niebezpiecznej misji zwykłych polskich żołnierzy i absurdach organizacyjnych polskich sił w Iraku opowiada starszy szeregowy na kontrakcie, żołnierz siódmej zmiany.

Żołnierze z VII zmiany polskiego kontyngentu wojskowego w Iraku po wylądowaniu na lotnisku w Gdańsku-Rębiechowie. Fot. PAP/Barbara OstrowskaKolejna, ósma zmiana polskiego kontyngentu jest już w Iraku. Dowódcą Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe został generał dywizji Paweł Lamla. Dywizja liczy około 2000 żołnierzy z 12 krajów, w tym 900 polskich.

Wielonarodowa Dywizja Centrum-Południe odpowiada za spokój w irackich prowincjach Diwanija i Wasit. Od lata 2005 roku nasi żołnierze mają szkolić siły zbrojne Iraku, głównie z 8. dywizji irackiej, stacjonującej w Hilli. Polacy stacjonują w dwóch bazach: Echo w Diwanii, gdzie znajduje się dowództwo dywizji i Delta w al-Kut. Strefa jest terenem zamieszkiwanym przez szyitów, to najbiedniejsza część Iraku, gdzie ludność niegdyś utrzymywała się z uprawy roli. Bogate irackie złoża ropy naftowej znajdują się na południu kraju (w strefie brytyjskiej) oraz w zamieszkałym przez Kurdów i nadzorowanym przez USA regionie północnym.

Polskie Honkery kompletnie nieprzystosowane do zadań w Iraku

Baza Echo w Diwanii to miejsce dowodzenia Międzynarodowej Dywizji Centrum-Południe. Stacjonuje tu 800 polskich żołnierzy (setka "naszych" znajduje się w bazie Delta w al-Kut). O tym, jak wygląda sytuacja polskich sił w Iraku zgodził się opowiedzieć Marek, starszy szeregowy na kontrakcie, żołnierz siódmej zmiany, który pełnił tam służbę i szczęśliwie wrócił do domu. Warunkiem było zapewnienie mojemu rozmówcy bezpieczeństwa, zażądał anonimowości. Zaprosił mnie do domu, gdzie po gorącym powitaniu, siedząc przy stole, otoczony najbliższymi, opowiada o misji.

Na lądowisku dla helikopterów stoją po dwa bojowe MI-24 i transportowe MI-8 oraz dwie amerykańskie maszyny typu Blackhawk. Od połowy ubiegłego roku do dyspozycji Polaków jest 20 samochodów opancerzonych Hummer, przekazanych przez Amerykanów w miejsce kompletnie nieprzystosowanych do zadań w Iraku polskich Honkerów, które nie chroniły jadących nimi żołnierzy – opowiada starszy szeregowy Marek. – Teren bazy zabezpieczony jest minami sygnalizacyjnymi, które ostrzegają o niebezpieczeństwie wartowników rozmieszczonych na czterech wieżyczkach (służbę tę pełni oddział z Mongolii) – wyjaśnia.

Aby czytelnikom Wiadomości24.pl łatwiej było wyobrazić sobie życie w bazie Echo w Diwanii, żołnierz opowiedział, jak jest ona zorganizowana i jakie posiada zaplecze. Oprócz baraków mieszkalnych w bazie znajduje się stołówka, obsługiwana przez Azjatów, zatrudnionych przez amerykańską logistyczną firmę KBR, siłownia, strzelnica i PX - sklep (oczywiście amerykański), w którym można kupić wszystko, od maszynki do golenia po laptopa. Jest tam także mały szpital, boisko do gry w siatkówkę i piłkę nożną, hangary i warsztaty oraz więzienie z celami pod ziemią, w których przetrzymywani i przesłuchiwani są rebelianci pojmani podczas wyjazdów bojowych i patroli.

Najniebezpieczniejsze zadania wykonywali ludzie noszący mundur zaledwie od 2-3 lat

Siódma zmiana polskiego kontyngentu przybyła do Iraku w czerwcu 2006 roku. Według Marka najbardziej niebezpieczne zadania jakie wykonywali żołnierze, to: wyjazdy alarmowe, patrole okolicy, przejazdy do tzw. punktów wywiadowczych, eskorta ciężarówek z zaopatrzeniem i żołnierzy irackich kierowanych do ośrodków szkolenia oraz ochrona grupy medycznej, która raz w tygodniu udziela pomocy irackim cywilom. Bywa, że konwój ma wsparcie z powietrza. Wtedy trzeba zająć w helikopterze stanowisko strzelca pokładowego i obserwować sytuację.
Łatwo można było też zginąć przy asekurowaniu oddział saperów słowackich, wysadzających na pustyni pociski, miny i inne materiały wybuchowe znalezione na drodze lub w piwnicach irackich domów (1 stycznia 2007 słowacki kontyngent ostatecznie wycofał się z misji w Iraku).

Na początku wszystkie te zadania wykonywały dwa plutony złożone z 25 żołnierzy (starsi szeregowi kontraktowi, przeszkoleni, ale noszący mundur dopiero 2-3 lata i nie mający doświadczenia w takich warunkach) – wspomina Marek. – Zdarzało się, że konwoje złożone najczęściej z pięciu samochodów (w każdym pojeździe 4-5 żołnierzy), wyjeżdżały poza bazę nawet pięć razy na dobę. Żołnierze, często niewyspani, w pełnym rynsztunku bojowym, w 45-stopniowym upale, mieli pełne ręce roboty – opowiada. Jest jednym z tych, którzy wykonywali te zadania. Podczas swojej misji przeżył wiele.

Miny ukryte przy drodze, to koszmar dla konwojów

Żołnierze z VII zmiany polskiego kontyngentu wojskowego w Iraku wychodzą z samolotu na lotnisku w Gdańsku-Rębiechowie. Fot. PAP/Barbara Ostrowska Żołnierze siódmej zmiany polskiego kontyngentu trafili na okres wzmożonej aktywności partyzantów sunnickich i szyickich, zasilanych bojownikami przybyłymi z Iranu, Syrii, Arabii Saudyjskiej, Jordanii. Po miesiącu dowództwo zdecydowało o ściągnięciu z Polski dodatkowego 25-osobowego plutonu. Grupa manewrowa musi być w stanie gotowości przez cały czas. W razie alarmu żołnierze mają być gotowi do wyjazdu w ciągu pięciu minut. Jeden z trzech plutonów ma być zawsze w rezerwie, co oznacza osiągnięcie gotowości bojowej w ciągu 40 minut. Ci, którzy wrócili z Iraku mówią, że największym zagrożeniem dla konwojów są miny ukryte przy drodze. Taki ładunek zdolny do przemienienia opancerzonego Hummera w kupę złomu, może być ukryty wszędzie. Pod pojazdem stojącym na poboczu, pod fragmentem krawężnika, w zdechłym psie leżącym na drodze. Doświadczony kierowca stara się omijać każdą tego typu przeszkodę. Takie pułapki bywają odpalane zdalnie przez ukrytych bojowników, czekających w pobliżu, którzy po eksplozji ostrzeliwują konwój z ukrycia. Na szczęście w porównaniu z Amerykanami, polskim żołnierzom stosunkowo rzadko zdarza się wpaść w zasadzkę.

Na 500 żołnierzy przypada 400 oficerów

W skład grupy manewrowej regularnie wyjeżdżającej poza bazę Echo wchodzi 80 żołnierzy z trzech plutonów. Poza tym są jeszcze piloci czterech helikopterów, służba medyczna, oficerowie wywiadowczy, MiTT - oddział szkolący 8. dywizję iracką, stacjonującą w pobliżu Diwanii, CIMIC - grupa żołnierzy biorąca udział w odbudowie budynków administracji irackiej, szkół, stacji transformatorowych, ujęć wody itp. Ponadto oddział łączności i pluton dowodzenia zadaniami w terenie. Łącznie 200 żołnierzy. W bazie przebywa też KSK - specjalna kompania złożona z 30 doświadczonych w wielu misjach na całym świecie żołnierzy, przeznaczona wyłącznie do ochrony dowództwa Dywizji Centrum-Południe. Jest tam także jednostka straży pożarnej, grupa mechaników, pluton Żandarmerii Wojskowej, obsługa placówki medycznej i służba meteorologiczna.
– To w sumie daje liczbę prawie 500 żołnierzy. No i jest kadra 400 oficerów: porucznicy, kapitanowie, majorowie, pułkownicy oraz dowódca i jego zastępcy – relacjonuje starszy szeregowy Marek.

Czym zajmują się ci panowie? 400 etatów to niemało. Jak relacjonują żołnierze poprzednich zmian, znaczna część oficerów zajmuje się dokumentacją. Pozostali oddelegowani zostali do tak odpowiedzialnych zadań, jak: opieka nad siłownią, obsługa kserokopiarki i inne tego typu poważne zadania. Nie trzeba dodawać, że kadra oficerska ruszała się z bazy niezwykle rzadko. Amerykanie przecierają oczy, dziwią się niezmiernie temu, ilu Polacy potrzebują oficerów w Iraku. Nasi żołnierze także nie rozumieją, w jakim celu do Iraku wyjeżdża tak wielka grupa "urlopowiczów".

2500 dolarów dla oficerów za opalanie się w bazie

Według oficjalnych danych Polska pokrywa około 40 procent kosztów pobytu polskiego kontyngentu w Iraku. Płacimy za sprzęt i wyposażenie, pokrywamy też koszty osobowe (pensje). Koszty pobytu, logistyki i transportu ponoszą USA. Na wydatki w roku 2006 przewidziano w budżecie MON 131,5 miliona złotych. A 12 grudnia 2006 roku minister obrony Radosław Sikorski poinformował Sejm, że w projekcie budżetu państwa na rok 2007 przewidziano na misję w Iraku 81 milionów złotych. Wynagrodzenie żołnierzy grupy manewrowej, czyli tych którzy dopiero zaczynają karierę wojskową (około 200 osób) wynosiło przeciętnie 1200 dolarów miesięcznie. Płace oficerów, w zależności od stopnia wynosiły minimum 2500 dolarów. To za siedzenie i opalanie się w bazie - jak twierdzą uczestnicy wcześniejszych siedmiu polskich zmian w Iraku.

Podczas siódmej zmiany polskiego kontyngentu, na bazy w al-Kut i Diwanii 56 razy spadały pociski moździerzowe i rakiety. Dotychczas w Iraku zginęło 22 Polaków, a wśród nich: 18 żołnierzy, dwóch byłych komandosów GROM pracujących dla amerykańskiej firmy Blackwater oraz dwaj pracownicy TVP: Waldemar Milewicz i Mounir Bouamrane.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

....ach i pytanie dla Pana Przemysława Walczak : jak żołnierz wyższy rangą ma wypowiadać się na forum, skoro „sprawę” zna ze słyszenia, co prawda w Iraku ale na stołówce? Nie ma Pan świadomości ze Panowie ze sztabu są dwukrotnie poza bazą wjeżdżając do niej na początku misji i opuszczając ja po 6 miesiącach? Nie rzadko jasność myślenia zakłóca im alkohol ;(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Obiektywne podejście do sprawy polskiej obecności w Iraku.Tylko co z tego? Skoro zainteresowani o tym wiedza? Sztab nie wstydzi sie-jawne śmieje sie ze jeżdzi na wczasy. MON wie bo sam odpowida za taki stan.Kolejna kompromitacja -zastanawijące ze kompromituja nas Ci wykształceni i wysocy szczeblem.... Czy kogos to dziwi? Wątpie - sytuacja znana i powtarzająca sie cyklicznie w naszym kraju...mysle ze dalsze rozpisywanie sie jest zbędne, z przykrościa stwierdzam ze nawet najabardziej pikantny komentarz niczego nie zmieni! POLSKA RZECZYWISTOŚĆ BOLI (no może tych którzy nic nie robia a "zarabiają" nie koniecznie ) ehehe

Komentarz został ukrytyrozwiń

W miarę obiektywne podejście do sprawy polskiej obecności w Iraku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Za temat i realizację.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny tekst, nie trzeba uzasadniać plusika : )

Ciekawy temat, porządnie przygotowany, a tekst się miło czyta : )

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myślę, że tytuł mógłby być nieco spokojniejsz, stonowany. W końcu to nasze wojsko. A reszta OK.
Ten samtekst można zatytułowac co najmniej w dwójnasób.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 02.02.2007 18:34

Nagłówek mnie zachęcił do czytania, bo myslałem, że przeczytam jakieś straszne rzeczy, Niestety, rozczarowanie. Nic kompromitującego nie przeczytałem. Co prawda ta ilość oficerów faktycznie spora, ale to relacja oczami szeregowca, zdania żołnierza wyższego rangą nie ma. Krzykliwy tytuł i niewiele poza tym.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za obszerne i ciekawe dane.
W tym pensje. Pewnie klauzuli nie podpisali i mogą ujawniać takie dane. Ale rzecznik prasowy juz pewnie ma klauzulę i pod groźba wylania z wojska nie poda...
*Amerykanie przecierają oczy, dziwią się niezmiernie temu, ilu Polacy potrzebują oficerów w Iraku* - ja myślałem, że struktura stanu jest uzgadniana z Amerykanami.
*Polskie Honkery*, * opancerzonego Hummera* - także tak wolę, ale słowniki są za małymi literami pojazdów...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja się na wojsku kompletnie nie znam, ale czyta się przyjemnie. Jeszcze kilka tekstów i może przestanę być takim laikiem ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.