Facebook Google+ Twitter

Prawda o pracy sezonowej...

Co się dzieje w polskich obozach pracy zwanych ośrodkami wczasowymi, pubami, restauracjami i innymi "kurortami wypoczynkowymi".

W tym tekście opisałem swoje doświadczenia, wydarzenia, których byłem świadkiem. Chcę jednak zaznaczyć, że nie każda praca sezonowa musi tak wyglądać.

Pewnego dnia dostałem telefon od cioci z pytaniem czy chciałbym w trakcie wakacji pracować w ośrodku wczasowym bo potrzebują pokojowych. Chwila zastanowienia i zdecydowałem się.
Miałem wtedy 18 lat. Trochę się bałem bo to w końcu drugi koniec Polski, ja jestem z Katowic a pracować miałem w Międzyzdrojach. Zacząłem wypytywać znajomych kto ze mną pojedzie, sam jechać nie chciałem. Zdecydowała się koleżanka.

Razem pojechaliśmy na rozmowę kwalifikacyjną. Pracownicy biura chcieli, jak wyjaśnili, "nas pooglądać". Sprawdzić czy nie jesteśmy otyli lub wytatuowani. Było naprawdę miło. Po rozmowie jedna z pań podeszła do nas i powiedziała: "Jak będzie się Wam coś działo, dzwońcie do mnie... pomogę Wam w każdej sytuacji". To deklaracja uspokoiła nas, ale i dała nam do myślenia.

Pracownicy byli potrzebni od zaraz, więc wyjechaliśmy na drugi dzień. Po przyjeździe na miejsce czekała na nas p. Kierownik. Było w porządku. Bardzo fajna praca, poznaliśmy nowych ludzi. Ośrodek blisko morza, naprawdę tylko pozazdrościć mogli nam ci, którzy zostali w Katowicach.

Wkrótce zaczęło wykorzystywanie. Byliśmy uniwersalni i radziliśmy sobie na każdym stanowisku. Jesteśmy dobrze wychowani - nie robiliśmy problemów i zawsze pomocą służyliśmy mając nadzieję, że uzbieramy sobie plusy. Tak też było…

Ale zaczynaliśmy mieć dość, więc kombinowaliśmy. Jak nas potrzebowali to ukrywaliśmy się, uciekaliśmy na plażę, tak żeby nas nikt nie znalazł po godzinach pracy - nawet śmieszne to było jak teraz sobie przypomnę.

Pracowników w tym ośrodku to za dobrych nie mieli tzn. każdy miał pojęcie o tym co robił i doświadczenie, ale... Parkingowy miał problemy z alkoholem, codziennie za jego namiotem leżało kilkanaście puszek po alkoholu. Do tego gdy upił się pewnego wieczora z kucharzem (naprawdę dobry kucharz, ale miał już wcześniej problemy z alkoholem) nie było go przez tydzień. Do tego okradli go „koledzy” z pobliskiego miasta. Jak go spotkaliśmy w barze byliśmy w szoku, pobity, ubrania przesikane, brudny… wrak człowieka! Pomyślałem sobie wtedy "gdzie ten Leszek, którego poznaliśmy?". W stanie upojenia alkoholowego Leszek z kolegą próbowali przejechać p. Kierownik, ale, jak to powiedzieli, "odskoczyła w las"…

Recepcjonista też urządzał sobie libacje na recepcji. Jak rano przychodziliśmy sprzątać to leżał przesikany z butelkami na sofie pod oknem… Sezon skończył się dla nas z początkiem września - wróciliśmy do szkoły, ale tęskniliśmy za tymi, których tu poznaliśmy…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.