Facebook Google+ Twitter

Prawda w oczy kole...

Trwa walka związków zawodowych z system, który zwykłych zjadaczy chleba ustawia w narożniku i leje na odlew coraz to nowymi pomysłami. Pomysłami, które mają na celu usłanie różami drogi po której kroczą polscy kapitaliści zwani pracodawcami

Dziennik Trybuna z 13-15.09.2013 / Fot. JBTrwa cyniczna kampania zohydzenia Polakom związków zawodowych i ich walki o to, aby nie tylko bogaty Polak, ale każdy Polak, czuł się obywatelem równie wartym tyle co inni.

Walki o to, aby nie tylko bogaty Polak, ale każdy Polak, nie musiał martwic się, jak przeżyć każdy dzień i dzień następny, a także każdy inny kolejny.

Walki o to, aby nie tylko bogaty Polak, ale i każdy Polak, był identycznym podmiotem wszelkich praw i obowiązków, jakie dla wszystkich obywateli ustanowiła Konstytucja Rzeczpospolitej Polski.

Na ulicach Warszawy trwa demonstracja tych Polaków, którzy już dziś doczekali się socjologicznej nazwy „biednych pracujących”, czyli tych, co za swoją pracę otrzymują wynagrodzenie niewiele odbiegające od minimum egzystencji. Przypomnę, że w roku 2012 minimum biologicznej egzystencji dla pracowniczej rodziny czteroosobowej wynosiło dokładnie 1771 złotych i 96 groszy, a płaca minimalna, jaką po wielu bojach rząd zagwarantował szaremu obywatelowi, to jedynie 1600 zł brutto, czyli na tzw. rękę jedynie 1181 złotych i 38 groszy, a wiedzieć należy, że w WIĘKSZOŚCI polskich rodzin zatrudnienie posiada przeważnie jedna tylko osoba. I cała rodzina żyć musi z tych nędznych ochłapów, które im tzw. pracodawcy łaskawie rzucą pod nogi. A jak nie zechcą, to i nie rzucą, a gdy się taki jeden z drugim upomni, to mu palce łopatą poobcinają i gardło poderżną. I nie jest to jakaś futurologia z rodzaju science fiction tylko fakt z życia wzięty. Współczesny aż do bólu.

Te nędzne ochłapy biorą się stąd, że rządzący, jak niepodległości bronią interesów kapitalistów (zwanych u nas, wcale nie ironicznie, pracodawcami) stoją jak betonowy mur odgradzający tychże dobroczyńców od zdesperowanych biedaków, którym się kiedyś wydawało, że władzę oddali w ręce tych, co sami kiedyś o honor i szacunek człowieka pracy walczyli. Dzisiejsi kapitaliści wiedzą, że im wolno więcej, więc i niektórzy zaczynają biedakom gardła podrzynać w sensie dosłownym.

Rząd w hojności swej zadecydował, że w roku 2014 płaca minimalna BRUTTO wynosić będzie aż 1680 złotych i ani grosza więcej, czym dał odpór nieuzasadnionym żądaniom związków zawodowych, które bezczelnie zamarzyły, aby ta płaca minimalna wynosiła chociażby 1720 zł, co i tak jest poniżej przyjętego minimum egzystencji.

Przypomnę: strona związkowa chciała podwyżki jedynie o 120 zł, ale to dla naszych rodzimych kapitalistów było zbyt wiele, a swoje zdecydowane w tej mierze stanowisko rząd tłumaczy w sposób następujący:

„Pracodawca, który dziś zatrudnia pracownika i płaci mu pensję minimalną, czyli 1600 zł brutto, ponosi łączny koszt jego zatrudnienia na poziomie 1931,84 zł. Jeśli pensja wzrosłaby, jak proponuje rząd, do 1680 zł miesięczne, obciążenie pracodawcy zwiększyłoby się do 2028,43 zł, czyli o 96,59 zł. W skali roku oznaczałoby to wzrost wydatku na jednego pracownika o 1159,08 zł.”

Cyniczną obłudę tego stanowiska obnażają dane statystyczne prezentowane przez GUS (dane za półrocze 2013) wg których dochody przedsiębiorców rosną niebotycznie, bo aż o 50% w przeciągu kilku tylko miesięcy. Po I kwartale 2013 ich zyski netto wzrosły 17,6 mld zł, a po II kwartale już 27,8 mld zł. I to niby w czasie kryzysu. W tych samych okresach znakomita większość Polaków odnotowała znaczny realny spadek swych dochodów, bo inflacja rośnie, a płace stoją na tym samym poziomie.

Produkt krajowy brutto w 2012 roku wzrósł o 2%, a więc polska gospodarka się rozwija. Wolno, ale rozwija się. Dlatego między bajki włożyć należy to, że przejadamy wzrost gospodarczy, o czym bez przerwy bajdurzy Leszek Balcerowicz, zasłużony bojownik o to, aby nasz kraj sponsorował znacznie od nas bogatsze kraje, m.in. przez inwestowanie (OFE) w zagraniczne papiery wartościowe, w tym papiery emitowane przez rządy tych krajów.

Polska gospodarka rozwija się stosunkowo wolno przede wszystkim dlatego, że jest mało innowacyjna, a także z uwagi na niski popyt wewnętrzny. A jest on niski dlatego, że Polacy za mało zarabiają, a więc i mało kupują, ale tej prostej korelacji nie chcą zauważać nasi rodzimi kapitaliści, dla których liczy się jedynie zysk własny.

A zysk ten będzie większy o tyle, o ile mniej zapłacą pracownikowi.

Taki Władek Frasyniuk, który kiedyś z wrażą komuną walczył o to, aby robotnik mógł zarabiać godziwie i strajkować gdy poczuje się oszukany, teraz w TVN24 (12.09.2013) plecie androny o rzekomej roszczeniowości dzisiejszych manifestacji ulicznych. Jest przekonany, że manifestującym (czyli związkom zawodowym) chodzi o obalenie rządu. Tak – nota bene – jakby w latach 80-tych XX wieku „Solidarności” o to akurat nie chodziło, gdy organizowała i prowadziła festiwal strajkowy, a także liczne uliczne manifestacje polityczne.

Dzisiaj W. Frasyniuk stoi murem za tzw elastycznym sposobem zatrudniania i głupkowato argumentuje, że np. pracodawca stolarz zatrudniający 3 pracowników, będzie musiał dwóch zwolnic, gdy spadną zamówienia. Niby logiczne, ale tylko niby. Zamówienia spadną, bo Polaków nie będzie stać na zakup wyrobów tego stolarza, ponieważ ich możliwości nabywcze gwałtownie się kurczą w wyniku głodowych zarobków. A przecież taki stolarz (i inni jemu podobni) nie produkuje na rynek zewnętrzny, bo się poprzez konkurencję światową nie przebije. Produkuje więc na rynek polski, na którym z powodu niskich zarobków, brak jest nabywców.

I kółko się zamyka.

Dam sobie już spokój z uwagami na temat, tego, że pracownicy tegoż stolarza, w czasie kiedy on nie będzie ich potrzebował (elastyczny czas pracy), będą musieli utrzymać rodziny, opłacać prąd i inne media, spłacać jakieś kredyty i nie będą mieli na to środków. A mieć nie będą, ponieważ w okresie prosperity pracować będą po 14 godzin dziennie bez prawa do wynagrodzenia za nadgodziny, a więc nic nie odłożą na gorsze czasy.

Ale o tym syty i wielce zadowolony z siebie W. Frasyniuk mówić nie chce, ale być może przyjdzie i taki czas, że ktoś mu o tym przypomni. I być może będzie bardzo bolało.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.