Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

32391 miejsce

Prawdziwy Kowal i jego historia: biografia jakich mało

"Każdy ma w życiu dzień, który wszystko zmienia" - tak zaczynają się wspomnienia Wojciecha Kowalczyka, które po 10-letniej przerwie wróciły na półki księgarń.

 / Fot. Materiały prasoweW czasach, w których wizerunek przesłania treść, a nad biografiami sportowców czuwa sztab PR-owców, wertujących każdy akapit maszynopisu, to wręcz unikalna pozycja. "Żaden trener nie zmusi piłkarza do trenowania w czasie urlopu" - gdyby to zdanie padło w książce Cristiano Ronaldo, rzecznik prasowy Realu Madryt dostałby zawału serca.

Wojciech Kowalczyk nie uchyla drzwi do szatni, świętego miejsca dla piłkarzy i trenerów. On te drzwi wyważa i z kieliszkiem w ręku zaprasza nas do środka.

Co tam znajdziemy? Bezpośrednie opinie o ludziach z pierwszej linii polskiej piłki lat 90. i przełomu wieków. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Kowal wyciąga na światło dzienne sprawy, o których inni chcieliby zapomnieć. Dla niego nie istnieją autorytety, nie ma pomników, których nie można zburzyć. Dostało się legendom polskiej piłki - Kazimierzowi Górskiemu i Antoniemu Piechniczkowi, dostało się znanym dziennikarzom sportowym - Tomaszowi Zimochowi i Andrzejowi Zydorowiczowi, dostało się całemu PZPN-owi.

Obecny komentator Polsatu Sport opisuje swoje początki w Legii, transfer do Betisu, wówczas czołowej drużyny Primera Division (u schyłku swojego pobytu w Sewilli trenował pod okiem Luisa Aragonesa), roczny epizod w Las Palmas, powrót na Łazienkowską i wyjazd na Cypr. Zdradza skandalizujące kulisy zgrupowań Legii i reprezentacji (Marek Jóźwiak rzucający telewizorem, dwa treningi kadry w ciągu dziewięciodniowego zgrupowania w Brazylii). Gdyby kibice i szefostwo PZPN zaglądali czasem do literatury, nie byliby zdziwieni, że Franciszek Smuda ma problemy z przygotowaniem fizycznym drużyny.

Były reprezentant Polski z dystansem podchodzi do własnej przeszłości, używa słowa "przygoda", nie "kariera", pisze wprost, że piłka nożna nie jest sprawą śmiertelnie poważną, tylko przyjemnym sposobem na życie.

A żeby było przyjemnie, nie mogło obyć się bez alkoholu, czynnika niezbędnego do integracji drużyny, znaku rozpoznawczego prawdziwego piłkarza, który nie wie co to strach. I tak dowiadujemy się, że pierwsza noc podczas zgrupowań reprezentacji upływała pod znakiem libacji w najlepszym wydaniu, bo "z kolegami trzeba się przywitać", a w trakcie swojego pierwszego podejścia do Legii stałym fragmentem gry było biesiadowanie po treningach w barze obok stadionu, bo "taka to była liga".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.