Facebook Google+ Twitter

Prawnicy autorki Harrego Pottera ścigają kolejnych naśladowców pisarki

Encyklopedia Harry’ego Pottera napisana przez fana byłaby zgodna z prawem, gdyby sąd pozwolił dokończyć nad nią prace – dowiedziały się Wiadomości24.pl. Sąd w Nowym Jorku zablokował publikację już tydzień temu, ale komentarze w tej sprawie nie milkną.

Internetowa wersja HP Lexicon, od której wszystko się zaczęło / Fot. scan z www.hp-lexicon.info- „Harry Potter Lexicon” byłby zgodny z prawem, gdybyśmy mogli go skończyć - mówi nam Richard Harris, główny redaktor wydawnictwa RDR Books. Przypomnijmy, że chodzi o kontrowersyjny leksykon Harry’ego Pottera, napisany nie przez autorkę serii, tylko przez fana – Steve’a Vander Arka. Autorka „Harry’ego Pottera” Joanne Kathleen Rowling uznała, że książka naruszy jej prawa autorskie i pozwała wydawcę leksykonu (RDR Books) do sądu. W zeszłym tygodniu, po ponad 10-miesięcznym procesie, sąd w Nowym Jorku podjął decyzję: „HP Lexicon” nie może zostać wydany.

Przeczytaj więcej o sporze pomiędzy J.K. Rowling a RDR Books i o decyzji sądu

Głównym powodem takiego werdyktu było uzasadnione oskarżenie o plagiat. Sędzia Robert Patterson podkreślał, że choć „HP Lexicon” jako opracowanie dzieła literackiego nie łamie prawa, jego autor zapożyczył zbyt dużo treści z książek, do których leksykon się odnosi – na przykład wiele fragmentów z dwóch książek uzupełniających serię o Harrym Potterze („Quidditch przez wieki” oraz „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”) zostało wręcz przepisanych do leksykonu bez wiedzy i zgody pisarki.

Tyle tylko, że zdaniem naszego rozmówcy z RDR Books, zarzut ten byłby bezpodstawny, gdyby pozwolono dokończyć prace nad książką. Sąd nakazał ich wstrzymanie 9 listopada 2007 r., kilka dni po złożeniu pozwu. - Leksykon był wówczas we wczesnej fazie procesu wydawniczego. Jestem przekonany, że podczas dokładnej weryfikacji tekstu, nasi redaktorzy wyłapaliby i poprawili fragmenty, do których sąd miał później zastrzeżenia - tłumaczy Wiadomościom24.pl Richard Harris.

Co na to przedstawiciele J.K. Rowling? - Przecież sprawa trafiła do sądu tuż przed planowaną publikacją leksykonu - dziwi się Neil Blair z Christopher Little Agency. Przypomina, że on i inni ludzie pisarki próbowali rozwiązać sprawę we współpracy z RDR Books, bez wchodzenia na drogę sądową. - Wystarczyło, by odpowiedzieli rzeczowo na nasze prośby i wyrazili chęć współpracy. Pomoglibyśmy im i wskazali, jakich zmian w „HP Lexicon” wymaga prawo.

Zresztą otoczenie Rowling nie do końca wierzy w zapewnienia wydawnictwa, że chciało dostosować leksykon tak, by nie naruszał praw autorskich. - Proszę pamiętać, że RDR Books było w sądzie reprezentowane m.in. przez grupę Stanford Fair Use Project, której celem nie jest respektowanie obecnych praw, lecz ich zmienianie poprzez poszerzanie definicji „fair use”. Jak to się ma do zapewnień wydawnictwa, że zamierzało dostosować sie do panujących praw?! - denerwuje się Blair.

Sprawa wciąż otwarta


Wiele wskazuje, że to nie koniec sprawy, gdyż wydawnictwo RDR Books nie wyklucza apelacji. - Zastanawiamy się, jakie zgodne z prawem działania możemy teraz podjąć. Rozważymy wszystkie możliwości - zapowiada właściciel wydawnictwa, Roger Rapoport, na łamach lokalnej gazety Chronicle Muskegon.

Co więcej, pomiędzy zainteresowanymi szykuje się nowy spór. Tym razem może dotyczyć kolejnej książki Vander Arka. Również ona ma dotyczyć „Harry’ego Pottera”, a jej premierę zaplanowano na późną jesień. Prawnicy autorki „Harry’ego Pottera” i koncernu Warner Bros, ze względu na złe doświadczenia związane z „HP Lexicon”, zażądali wglądu do publikacji przed jej wydaniem. - To dzieło o moich własnych przeżyciach i nie wyobrażam sobie, by były z nim jakiekolwiek problemy - dziwi się Vander Ark na łamach "The Times". - Książka opisuje jego własne podróże, niczego nie musimy się obawiać - uspokaja Peter Tummons, szef wydawnictwa Methuen, które wydaje książkę.

***

Dla zainteresowanych sprawą „Harry Potter Lexicon”: w najbliższy weekend w obszernym artykule przedstawimy nieznane szerzej kulisy sporu J.K. Rowling z RDR Books. Opiszemy m.in., jak Roger Rapoport prowadził kampanię reklamową „HP Lexiconu”, nim jeszcze poznał się z jego autorem, a także w jaki sposób środowisko Rowling dowiedziało się o kontrowersyjnej publikacji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Maćku, oczywiście korespondowałem bezpośrednio z cytowanymi osobami. W innym przypadku nie użyłbym takich zwrotów... Wychodzę z założenia, że w rozmowach z nimi reprezentuję cały serwis, stąd liczba mnoga, tak jak to robi się w większości mediów. W końcu zwroty "dowiedziałem się", "powiedział mi" itd. są nieprofesjonalne, chyba że mówimy o reportażu albo publicystyce, czego chyba zresztą nikomu nie trzeba tu tłumaczyć. To tyle gwoli wyjaśnienia :)

Jeśli chodzi o samą aferę wokół HP Lexicon... przez długie miesiące osobiście skłaniałem się ku stanowisku RDR Books i uważałem działania Rowling i WB za przesadę. Jednak im więcej szczegółów w tej sprawie poznaję, tym bardziej widać, że również RDR Books (w szczególności jego szef Roger Rapoport) mieli, jak to się mówi, sporo za uszami.

Postaram się wszystkie te detale ujawnić za kilka dni w obiecanym materiale.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"I steal from every single movie ever made. If people don't like that, then tough tills, don't go and see it, all right? I steal from everything. Great artists steal, they don't do homages."

Tyle, że Quentin kradnie idee, nie robi copypasty z cudzej książki...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.