Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

28021 miejsce

"Préliminaires". Udany eksperyment Iggy'ego

Nowa płyta Iggy’ego Popa nie byłaby chyba żadnym wydarzeniem, gdyby piosenkarz starał się zgłębić już doszczętnie zbadaną stylistykę. Na szczęście, jest inaczej.

 / Fot. Okładka płytyTrudno się nie zgodzić, że od bardzo dawna nie było w karierze Iggy’ego porządnego albumu, który od razu wyłaniałby się z dyskografii. Skupmy się na niedawnych osiągnięciach. Jak kształtowała się twórczość Iggy’ego w ostatniej dekadzie? Eksperyment z mocnym, napełnionym gitarowymi riffami, nawet miejscami agresywnym albumem „Beat ‘Em Up” nie przyniósł chyba oczekiwanego skutku, gdyż był dość chłodno przyjęty przez krytyków. Iggy brzmiał jak autoparodia. Więc trochę się uspokoił i nagrał już znacznie lepszą i bardziej zrównoważoną płytę „Skull Ring”, która była powrotem do starego brzmienia. Później były „A Million In Prizes” – dwupłytowa antologia najlepszych piosenek i „The Weirdness” – płyta ponownie zjednoczonych The Stooges, która pojawiła się dwa lata temu.

W „Préliminaires” ojciec chrzestny punku próbuje swych sił w znacznie mniej hałaśliwej muzyce. Co prawda, już zdarzyło mu się wydać dość mierne „Naughty Little Doggie” i „Avenue B”, zawierające powolne kawałki i elementy jazzu, tym razem jest to jednak płyta zdecydowanie udana.

Otwiera ją śpiewany w miarę dobrym francuskim klasyk z lat 40. „Les feuilles mortes”. Dalej – lepiej. Klimaty rodem z Toma Waitsa (pamiętacie ich wspólny występ w „Kawie i papierosach” Jarmuscha?), francuskich restauracji i nowoorleańskiego jazzu. Duży kontrast, gdy przypomnimy sobie gołą klatę Popa – stały element image’u, od którego zaczyna się każdy koncert. Nawet dziś, gdy Iggy już przekroczył sześćdziesiątkę i nie prezentuje się bynajmniej estetycznie.

Album składa się z trzech części. Pierwsza była inspirowana twórczością Toma Waitsa i, być może, Leonarda Cohena, a także utworami francuskiego pisarza Michela Houellebecqa. Druga kontynuuje poprzednie dokonania Iggy’ego (szczególnie jeżeli chodzi o melodie) w spowolnionym, bluesowym tempie. Trzecia – najmocniejsze, wyraźnie rockowe brzmienia. W każdej słychać klimat zadymionej paryskiej knajpy. Muzykę świetnie dopełniają ironiczne i rozpoznawalne teksty, chociażby „Nice to be dead” czy „I Want To Go To The Beach”.

Do tego świetna okładka narysowana przez Marjane Satrapi – twórczynię komiksu i filmu animacyjnego „Persepolis”, do którego Iggy podkładał głos. Płyta, która bez wątpienia będzie upiększeniem półki. Tylko 40 minut, to zdecydowanie zbyt krótko.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.