Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

90038 miejsce

Premier League: różne odcienie czerwieni

Manchester Utd eksplodował już na pierwszych metrach mistrzowskiego wyścigu. Arsenal tradycyjnie był głuchy na huk wystrzału startera.

 / Fot. André Zahn, CC 2.0Objął stery okrętu, który przez 27 lat przepłynął bez szwanku przez sztormy, burze, zawieruchy i zakotwiczył w każdym porcie, który zaznaczył uprzednio na mapie. Na jego pokładzie wciąż odbija się echo stanowczego głosu ustępującego kapitana sir Alexa Fergusona, a załoga adoptuje się do nowego dowodzącego na mostku. Kurs pozostał bez zmian.

David Moyes musi zdawać sobie sprawę, że swoją osobowością nie będzie emanował na cały klub, tak jak było w przypadku jego poprzednika. Misję ma rozpisaną na lata, a gdzie jak gdzie, jeśli nie na Old Trafford, świątyni tradycji opływających w sukcesy, można zdobyć niezbywalny splendor, dany tak nielicznym. Na dzień dobry Szkot zastał niejasny spór Wayne'a Rooneya z nie wiadomo do końca kim, nie wiadomo do końca o co. Sam chciał odejść, czy był wypychany? Chodziło o pieniądze, czy jego pozycję w drużynie? Gabinety właścicieli klubu na razie są dźwiękoszczelne. Wiadomo tyle, że zostanie w Manchesterze na ten sezon. W meczu ze Swansea wszedł na plac gry w drugiej połowie i choć wyglądał na złego na cały świat (po bramkach van Persiego i Welbecka nawet nie udawał, że się cieszy), zagrał wybornie, asystując i biorąc na siebie ciężar gry. Zły Rooney to dobry Rooney.

Nie przypadkiem operator produkującej sygnał Premier League Sky Sport szukał pomiędzy kondygnacjami Emirates Stadium zaklejonej połaci, na której oznaczono rok 2005. 8 lat bez żadnego tytułu to szmat czasu. Czasu, który dla Kanonierów płynie za szybko, by przekierunkować swoje priorytety. Styl zarządzania Arsene'a Wengera, jakkolwiek unikający cynizmu, jakkolwiek godny uznania za swoją niezależność i wykalkulowany na przyszłość, wobec prężniejącej finansowo konkurencji ma w sobie coraz mniej realizmu i nie osłania teraźniejszości. Jaka była odpowiedź Arsenalu na zaangażowanie przez Manchester City Joveticia, Navasa i Negredo, pozyskanie przez Liverpool Aspasa i sprowadzenie przez Tottenham Soldado? Anonimowy Yaya Sanogo, który w drugoligowym Auxerre strzelił w ostatnim sezonie 10 bramek... Po przewietrzeniu szatni i pożegnaniu mniej lub bardziej nieprzydatnych Chamakha, Gervinho, Squillachiego i Arszawina nie taki znowu skromny budżet płac uległ skurczeniu. Arsenal nadal spłaca budowę Emirates (ok. 25 mln funtów rocznie), ale rok w rok notuje nadwyżkę budżetową, na koncie ma wystarczająco dużo środków (mówi się nawet o ponad 100 mln funtów) na wzmocnienia z górnej półki. Tyle że ryzyko wydawania znaczących sum nigdy nie było cechą francuskiego menadżera.

On wolał dziś wydać mniej, by jutro wziąć więcej. Teraz, przystawiony do ściany (trzecim z kolei) złym początkiem, ponownie stanie przed dylematem co do konieczności przeprowadzenia transferów last minute, do jakich dochodziło w ostatnich latach. A im bliżej końca okna transferowego, tym negocjacje stają się trudniejsze, pozycja wyjściowa słabsza, a cena wyższa. Zresztą, z nowymi postaciami czy bez nich, Theo Walcottowi i reszcie pozostanie walka o miejsce nr 4, z Tottenhamem, może Liverpoolem, może Evertonem. Do miana rywalizacji sezonu urasta nadchodząca konfrontacja z Fenerbahce w eliminacjach Ligi Mistrzów. Właśnie stała obecność na europejskich boiskach jest ostatnią linią obrony Wengera.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.