Facebook Google+ Twitter

Premier nie Kargul

Z ogromną uwagą śledziłam wczorajsze, zmieniające się jak w kalejdoskopie doniesienia na temat mającego się odbyć spotkania premiera z reprezentantami stoczniowej Solidarności..

Cała sprawa właściwie zaczęła się o wiele wcześniej: w dniach, kiedy związkowcy okupowali biura poselskie, żądając każdorazowo rozmów z premierem, który powinien na dobra sprawę jeździć po kraju, i ad hoc odbywać rozmowy z każdą lokalną grupą związkowych bojowników.

Stanęło na tym, że premier spotka się z przedstawicielami wierchuszki związków zawodowych stoczni, uzgodniono miejsce, czas i warunki spotkania. Ostatecznie premier nie jest facetem, który spod budki z piwem może skoczyć w dowolnej chwili tam, gdzie na niego kiwną palcem.

W miarę prac organizacyjnych zaczęły się schody, czyli wyszukiwanie niepoważnych pretekstów, aby do spotkania nie doszło. W ostatniej chwili wytworny pan Śniadek, w przeciwieństwie do krzykliwego osobnika, któremu pozostawiono rzecz całą - ręce umył i udał się na "inne spotkania".

Robociarsko-związkowa brać postanowiła zorganizować spotkanie na swój sposób, czyli metodą "Kargul, stawaj u płota". Infantylne demonstrowanie twardego krzesła dla premiera było gestem równie żałosnym, co usadzenie pod namiotem wychudłego starca w sutannie, sprawiającego wrażenie, że nie bardzo kontaktuje, o co biega.

Jednym z pretekstów do takiego postawienia sprawy było zaproszenie przez stronę rządową przedstawicieli innych, małych związków zawodowych. Jeżeli dla Solidarności te małe związki nic nie znaczą, a ich członkowie nie zasługują na uwagę - czemuż ich obecność stała się kamieniem obrazy? I kto tu niesprawiedliwie ludzi traktuje?

Konkluzja podobna padła zresztą z trakcie rozmowy z ust premiera: nie tylko stocznia jest w trudnej sytuacji i nie tylko stoczniowcom należy się uwaga rządu. Istnieje jeszcze cała reszta kraju, gdzie wiele zakładów pracy wymaga wsparcia, a wielu ludzi - pomocy i osłony.

Obserwacja grupy robotników/związkowców zgromadzonych pod namiotem i wypowiedź, a raczej wrzaski wodzireja całej hecy dały pełen obraz "dobrej woli" do dyskusji ze strony tych ludzi. Wykrzykiwanie pod adresem premiera "kłamca", było jedynym argumentem jakim dysponował przywódca grupy pod stocznią.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

Ja się tak zastanawiam, czy nie zachodzi podobieństwo w zachowaniach ludzi i zwierząt? Gdyby tak gromadę dzikich zwierząt zapędził w matnię, to ona też by się szamotała, tłukła a w końcu zaczęłaby się rzucać bezładnie, szarpać i gryźć co popadnie. Czy przypadkiem stoczniowcy nie zostali zapędzeni do takiej matni? Osobiście nie dziwię się im, że nie zachowują się racjonalnie. To wszystko nie jest takie proste, jak ocenia większość komentatorów, włącznie z autorką. Jeśli uzbiera się więcej takich przyciśniętych do muru, to nie wiem czy będą chcieli zasiadać ponownie do "Okrągłego Stołu" w białych rękawiczkach. Może się zdarzyć, żę te rękawiczki zabarwią się na czerwono. Jeszcze raz powtórzę: to nie jest takie proste. Myślę, że trzeba byłoby pogrzebać trochę w historii, aby dowiedzieć się, jak i co może z takich sytuacji wyniknąć.
Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

To prawda, że "jakakolwiek rzeczowa dyskusja ze strony zgromadzonych pod brama stoczni ludzi, nie była ich celem."
Liczono, że nie siła argumentów, a argument siły - jakże teraz już żałosnej - wymusi na rządzących kolejne ustępstwa.
Wszak żądania braci górniczej - stanowiącej jeszcze realną siłę grożącą destabilizacją społeczno - gospodarczą kraju,
są zaspakajane. I oni spróbowali; bo zmanipulowani przez działaczy związkowych i politycznych populistów, nie przyjmują do wiadomości realiów gospodarczych i ustrojowych.
I powtarzam za Jadzią - "panowie stoczniowcy, Polska, to nie tylko Wy, to także my!"

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 20.05.2009 08:55

Zostali przez premiera przed wyborami wypunktowani, właściwie sami oddali pola, tchórze bez zacięcia i pomysłu na przyszłość, polityczna i związkowa hołota ( za Wiki)

Komentarz został ukrytyrozwiń

"panowie stoczniowcy - Polska to nie tylko Wy, to także my" - zgadzam sie w pelni, tym bardziej, ze po zapoznaniu sie z sytuacja ( dzieki Twoim spostrzezeniom ) wydaje mi sie, ze przydaloby sie troche mniej arogancji...

Komentarz został ukrytyrozwiń

no własnie.Sukces pierwotnych strajkow Solidarnosci polegał na dyscyplinie i unikaniu konfrontacji z ZOMO-wcami.Stoczniowcy nie dali sie prowokowac i nie jezdzili na zadymy.Teraz tez tacy sa, ale skutecznie wyreczaja ich dzialacze, ktorzy wygodnymi autokarami dojezdzaja tam gdzie trzeba sie pokazac (przy okazaji pobierajac diete strajkowa). Szkoda, ze nie zobaczylismy ich w cywililizowanej debacie w swietle reflektorow i kamer.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się z Panem! Ja tez pamiętam tamte czasy solidarnościowego zrywu.Tyle tylko ,że dzisiejszym zwązkowcom brakuje cech,które posiadali stoczniowcy/i nie tylko/ w sierpniu 80 roku.Te cechy to ,wytrwałosc,dyscyplina ,jasnosc postawionego celu,kultura.Dzisiaj nic z tego nie zostalo.ZZ działają chaotycznie i pod wpływem chwili.Srodki jakich uzywaja bliższe są raczej robiacym burdy stadionowe a nie ludziom walczacym o sprawy pracownicze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ojojoj, jak dużo tematów w tej dyskusji... A ja sam tak do końca nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Podzielę się zatem kilkoma nieuporządkowanymi myślami:
1. Debata odbyła się w mojej szkole (skończyłem PG w 1990), uczestniczyłem w strajkach w latach 80-tych na PG. Tacy Panowie jak wczoraj pod namiotem byli naszymi bohaterami, wspierali nas, myśmy wspierali ich strajk. Tacy Panowie, którzy krzyczą i klną umieli wtedy zaryzykować swoją pracę, wolność, inne wartości i doprowadzili do tego, że dziś mamy demokrację. Kulejącą, ale demokrację. Pamiętajcie, że to nie Ci grzeczni Panowie (bardzo sympatyczni i rzeczowi), którzy dyskutowali z Premierem zrobili rewolucję Solidarności w latach 80-tych.
2. Dziś sytuacja jest inna. Walka się skończyła. Powstańcza odwaga nie jest już potrzebna. Dziś potrzeba tych, którzy umieją pracować, dyskutować, konkurować na rynku krajowym i zagranicznym. Ale przecież to nie jest zadanie dla wszystkich. Panowie z Namiotu są naprawdę zagubieni. No bo jaką oni mają dziś rolę w tych zmianach i przemianach. A jeśli ich Stocznia jest zagrożona, to oni też się czują zagrożeni. A to, że Stocznia już do nich nie należy gdzieś umknęło. Oni nie zauważyli jeszcze do końca, że w pierwszej kolejności powinni rozmawiać z Właścicielem a nie z Premierem.
3. Niestety, argumenty w ustach Panów z Namiotu zbyt mocno przypominały argumenty polityków partii opozycyjnych. I wydaje mi się, że zarówno PiS jak i PO chciały rozegrać Stoczniowców do swoich celów. Żałosne.
4. Wniosek: To co się ostatnio działo doprowadziło do tego, że związkowcy (którzy mają olbrzymie zasługi) oraz związany z nimi ruch SOLIDARNOŚCI traci swój autorytet i rolę historyczną. Ludzie, którzy nigdy nie poczuli pały Zomowca na plecach tego nie czują. Ale ja proszę. Panowie i Panie. To ludzie Solidarności wywalczyli dla nas wolność. Tylko, że wtedy słuchali JPII. A teraz chyba nie za bardzo mają kogo słuchać, albo słuchają ludzi, którzy nie tylko wzrostem odbiegają od poziomu JPII.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak daje sie wyraźnie zauwazyć, nadszedł czas ZK związkowców - krzykaczy.Im głosniej, tym lepiej/gorzej. Coraz częsciej w mediach ogladamy zaczerwienione, krzyczace, wykrzywione grymasem nienawisci twarze przywodcow ZZ Populizm zawsze był mocno usadowiony w związkowej polityce.To poniekąd normalne, ale obecnie poczciwy populizm dał sie zdominowac przez hasła mające służyc głównie owym działaczom i uzasadniać racje ich bytu. A działaczy dyskwalifikuje brak kwalifikacji do debat i dyskusji oraz brak odwagi. Onegdaj, Walesa nie bał sie debaty z Miodowiczem, a teraz wielkie i wazne stoczniowe związki wytraszyły sie rezprezentantow dwóch maluchów zwiazkowych.
Oczywiscie, ze debata w okrojonym składzie nie spełniła roli, ale pokazała, ze Tusk grał uczciwie do końca, czekajac na wszystkich uczestników.
Na to całe zamieszanie z radoscia patrzy PIS, który pociaga za swoje sznurki. Chciałby by Polacy jak najszybciej zapomnieli o bezczynnosci dwuletnich rzadów PIS. Znowu obiecuje złote góry i szuka dziury w całym.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Związki Zawodowe sa anachroniczne, począwszy od "Solidarności" i OPZZ a na pomniejszych skończywszy.Zakrawa wręcz na hipokryzję,że stoczniowe związki zawodowe /szczególnie w Szczecinie i Gdyni/zaczynaja działac po niewczasie,a wiec po upadłości stoczni.Nie wiem co robily ZZ w latach 2004-2009?Już wtedy bylo wiadomo ,ze stocznie nie moga byc na "państwowym garnuszku".Nie mieli więc o co martwic sie przywodcy stoczniowych ZZ.Praca byla zapewniona,pan przewodniczacy otrzymywal 4000 wyplaty, po co sie wiec wychylac i wysilać.Jak cos będzie nie tak to najwyżej wyśle chlopaków z łomami i opanami na "warszawkę" i będą nas musieli sluchac.Jest to działalnośc podobna raczej do szlikowcow stadionowych ,aniżeli dojrzalych ZZ.Przywodcow ZZ ,którzy pod haslem walczenia o wszystkich, walczą o swoje tez nie chcemy.W panstwie demokratycznym nie moga rządzic Związki Zawodowe!!!To nie czasy "Solidarności" sierpnia 1980 ale zupelnie inna rzeczywistosc.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Zdzisławie - premier nie jest wygnańcem ze wschodu, nie "osiedlił sie" w Polsce pod przymusem. Został premierem w wyniku wyboru obywateli.
A obywatele robią za "pańszczyznianych" nie tylko u biznesmenów z PO; podejrzewam, że wiekszość biznesmenów to tacy, dla ktorch jedyną polityką jest utrzymanie zakładu, miejsc pracy i własnej głowy na powierzchni. To jest mrowisko, w którym tętni życie kraju.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.