Facebook Google+ Twitter

Premier "ozłocony"...

Kto nie lubi "otrzeć się" o ludzi sukcesu ? Chyba tylko taki, któremu wszystko jedno, bo czuje się przegrany.

Zwycięzcy przyciągają jak magnes. Budzą zazdrość, imponują, leczą na chwilę nasze kompleksy... Dobrze, że w ogóle są. Można bezinteresownie poskakać z radości i nawet uronić łzę. Tyle ma z tego szary obywatel. Co innego, gdy jest politykiem. Polityk musi zbliżyć się do Gwiazdy sportu lub sztuki, bo to tak, jakby był wart tyle samo. I jakby bez niego tej Gwiazdy być nie mogło... Liczy na to, że naród to zrozumie, chociaż świeci odbitym światłem. Pasożytuje. Naród się nad tym nie zastanawia, bo właśnie wpadł w euforię... Premier Donald Tusk mógł oklaskiwać naszych medalistów w Soczi, ale tam nie znalazłby się w kamerach i nawet w oku Putina. Wolał wybrać się na wieś do rodzin naszych mistrzów. Klasyczny pijar, żeby zyskać trochę góralskiego poparcia przed wyborami. Obiecał nawet nowe kryte lodowisko dla mistrza Bródki, chociaż przed olimpiadą jego ministra sportu, Mucha, obcięła dotację łyżwiarzom... Premier przy okazji coś opowiadał o narodowej wspólnocie uczuć... To taka wspólnota od okazji do okazji. Przy tej okazji dostało się też wybitnym aktorom / ? /. Tusk wypalił ze sportowym entuzjazmem: "Ktoś, kto zdobywa dla Polski złoty medal olimpijski, jest większym bohaterem niż wybitny aktor". Znaczy się - Stoch na Hamleta / i to podwójnego /! Ciekawe, kogo ten pan tak nie lubi na scenie ? Ale jakie pojęcie może mieć piłkarz podwórkowy na temat wybitności w sztuce ? Jakiejkolwiek "wybitności". Pleć pleciugo - byle / nie za / długo.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.